Wpisy

  • wtorek, 18 listopada 2014
    • Kłamstwa Kopacz, czyli manipulacje Ziobry

      W zasadzie nie powinienem tego artykułu pisać, gdyż teoretycznie straszenie karami za CO2, powinno zmuszać do inwestowania w energię odnawialną. Ale niestety to zbyt łakomy kąsek, by nie pokazać jak działają politycy, zwłaszcza opozycji, którzy muszą być populistyczni (przynajmniej w Polsce tak się niestety uznaje).

      Pan Zbigniew Ziobro (SP/PIS) raczy promować nową stronę (klamstwakopacz.pl), która wedle jego słów ukazuje prawdziwe oblicze dokonań Pani Premier Ewy Kopacz (PO) podczas negocjacji w sprawie CO2. Promował te stronę nawet na antenie TVN24:

      Czego możemy się dowiedzieć na tej stronie? Jest tam cała masa manipulacji, wizja przedstawiona bardzo jednostronnie, ale nie do wszystkiego będę się odnosił. By pokazać cały mechanizm manipulacji, skupie się na głównym i ostatecznym zarzucie, czyli wniosku: prąd zdrożeje o ponad 70%. Czy to prawda?

      Jest to majstersztyk manipulacji, co widać po komentarzach na różnych portalach i serwisach, gdyż ponad 80% osób wierzy w te wyliczenia bez zająknięcia.

      Ale przejdźmy do rzeczy. Jak wygląda typowa manipulacja? 

      1) Po pierwsze musimy przedstawić kawałek prawdy i wyciągnąć wniosek z tego małego kawałka rzeczywistości. Czyli każda manipulacja musi mieć jakieś ziarenko prawdy.

      2) Po drugie, ten kawałek prawdy ma nam posłużyć, by oszukać w czymś większym.

      Czyli mały kawałek prawdy, ma nam posłużyć do przeforsowania dużego kłamstwa. Coś na zasadzie: skoro tam mówiłem prawdę, to tutaj też mówię. Niestety to tak nie działa. I choć PO to nie moja bajka, to czas na kilka słów prawy, prawdy od początku do końca.

      A więc zaczynamy, wnioski i wyliczenia Pana Ziobry i spółki:

      No ładnie, ładnie, Pan Ziobro sugeruje nam, że płacimy obecnie 160 zł/MWh. Mistrzostwo. Nie mówi kto, gdzie, jak. Ot, niedopowiedzenia, które mogą się przydać do manipulacji i wyciągania błędnych wniosków. Właśnie się Państwo dowiedzieli, że płacicie ok 26 zł miesięcznie za energię. Czy tak płacicie? 

      * zobacz średnie zużycie energii w gospodarstwie domowym

      Wmawia nam tym samym, że jeżeli jeden ze składników ceny energii wzrośnie o np: 70%, to cena całkowita (ostateczna) też wzrośnie o 70%. A niestety TAK NIE JEST!

      W ostatnim czasie ceny ropy i węgla spadły, a ceny gazu nawet bardzo o ponad 30%. Czy ceny za prąd spadły nam o ponad 30%? Spadły, ale ledwo o około 5%. A więc absolutnie nie jest tak, że jak jeden ze składników wzrasta o np: 30%, to cena końcowa też zmienia się o 30%. Na ostateczną cenę po której kupujemy energię (potocznie "prąd") składa się wiele czynników. Zobaczmy przykład:

      Odpowiedzmy więc sobie na najważniejsze pytanie, o ile mogą wzrosnąć wzrrosnąć ceny, przeliczają prawidłowo, a nie w sposób zmanipulowany:

       

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/klamstwa_kopacz_ziobro.png

      Zachodzi więc pytanie, czy 70% to to samo co 18%? I czy wzrost o 18% za kilka lat to bardzo duży wzrost, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 10 lat końcowa cena energii wzrosła nam o ponad 100% (i to licząc już po obniżkach).

      Jakie inne koszty kształtują nasz ostateczny rachunek za prąd? Zobaczmy:

      http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,14888550,Jak_czytac_rachunek_za_prad.html

      - - - - -

      Czy więc ceny energii za 10 lat wzrosną? Prawdopodobnie tak, tyle że:

      - z powodu emisji CO2 mogą wzrosnąć, acz nie muszą. I nawet jeśli wzrosną, to nie o 70%;

      - ceny energii i tak rosną "od zawsze", choćby dlatego, że rośnie inflacja, dochód PKB itd. a w ślad za tym idą i zmiany cen;

      - ceny wzrosną, bo posiadamy wiele bardzo starych elektrociepłowni i bardzo starą sieć linii średniego i wysokiego napięcia. Czeka nas więc sporo inwestycji w najbliższych latach, szacuje się, że na samą wymianę linii WN potrzeba 55 mld zł!

      - do tego, szykują się tez być może odszkodowania za linie WN/NN.

       

      Poniżej zobaczmy jak zmieniały się końcowe ceny energii dla odbiorców indywidualnych, czyli średnia cena za kWh wliczając wszystkie koszty (czyli po prostu nasz rachunek za prąd):

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ceny_energii.png

      Poniżej nasza symulacja do 2025 r. - zakładająca średni coroczny wzrost cen energii o 4% (choćby z powodu inflacji i wzrostu PKB):

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ceny_energii_2025r.png

       Gdyby ceny wzrastały jak w tym przykładzie powyżej, większość z nas nie odczuła by tego wzrostu. Jeżeli nasze pensje będą rosły równo z inflacją (lub delikatnie szybciej), to będzie to dla nas bez zmian.

      I jeszcze taka ciekawostka, w 2013 r. koszty wsparcia całej branży energii odnawialnej stanowiły 9% kosztów energii, czyli tyle co nic. Dlaczego? Ponieważ źródła odnawialne dają ma właśnie około 9% energii, a jej udział w rachunku to te 9%.

      http://forsal.pl/galerie/728890,duze-zdjecie,1,to-nie-koniec-spadkow-cen-energii-prad-bedzie-jeszcze-tanszy.html

       

      Źródła i powiązane adresy:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kłamstwa Kopacz, czyli manipulacje Ziobry”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 listopada 2014 13:08
  • piątek, 14 listopada 2014
  • środa, 12 listopada 2014
    • Posłanka Anna Zalewska (PIS) kontroluje głosowanie ws wiatraków

      Demokracja w pigułce, czyli rządy przestraszonej i zmanipulowanej grupy osób (nie zawsze będącej realną większością). Tak poczyna sobie pani poseł Anna Zalewska (PIS), kontrolując głosowanie, które następuje zazwyczaj po godzinnym monologu anty-wiatrowym.

      Tutaj słyszymy ją od 0:10 min:

      https://www.youtube.com/watch?v=M6bggSWUgTk

      Źródło: http://walbrzych24.home.pl/

       

      Tak wygląda prawdziwe lobby, które wywiera realny wpływ na politykę. Przypomnę może, że tzw. lobby wiatrowe NIE WYWALCZYŁO żadnej ustawy, żadnego rozporządzenia specjalnego tylko dla siebie. Nie ma czegoś takiego. Działa w ramach prawa, jakie obowiązuje całą branżę odnawialnych źródeł energii (OZE), bez żadnych specjalnych praw dla siebie!

      Tymczasem PIS podejmuje kroki, które już teraz praktycznie zablokowały rozwój energetyki wiatrowej (choćby przez podburzanie protestów, co kończy się anulowaniem inwestycji szykowanych przez wiele lat). W planach mając nawet rozbiórkę istniejących wiatraków. O ile w poprzednich latach rocznie przybywało około 25% nowych MW z wiatru, tak w obecnym roku przybyło ledwo 10%.

      Cała walka jest pod pretekstem ochrony ludzi, realnie jednak jest to lobbing za innymi źródłami energii (np: geotermia), w zasadzie prawie zawsze droższymi, ponieważ wiatr lądowy jest najtańszym źródłem OZE. Walka idzie bowiem o pozostałe MW jakie można przyłączyć do systemu energetycznego kraju. Jak zablokuje się wiatr, to będzie można przyłączyć inne źródło energii. I o to idzie cała gra. Dlatego też, środowisko Radio Maryja i TV Trwam walczy też między innymi z atomem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      środa, 12 listopada 2014 11:53
  • piątek, 24 października 2014
    • Energetyka wiatrowa najtańsza - raport

      W najnowszym raporcie, przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej firma doradcza Ecofys oszacowała, że najtańszym źródłem energii są lądowe farmy wiatrowe. Według firmy koszt wytworzenia energii elektrycznej w tego typu źródłach kształtuje się na poziomie 105 euro/MWh.

       

      Więcej na:

      http://www.cire.pl/item,100817,1,0,0,0,0,0,ecofys-energetyka-wiatrowa-najtansza.html

      "Według wyliczeń Ecofys koszt produkcji energii z węgla waha się między 160 – 230 euro/MWh, w przypadku fotowoltaiki wynosi 217 euro/MWh, w źródłach gazowych to ok. 129 – 164 euro/MWh, a w elektrowniach jądrowych – ok. 133 euro/MWh. 


      Twórcy raportu podjęli się również próby oszacowania zakresu interwencji publicznej na rynkach energii w 28 Państwach Członkowskich UE. W 2012 roku, łączna wartość interwencji publicznych w sektorze energii (z wyłączeniem transportu) w UE-28 wyniosła 122 mld € (przedział 120-140 mld euro). Na tą wartość składa się wysokość publicznej interwencji w roku 2012 (113 mld euro) oraz oszacowana wartość historycznego bezpośredniego wsparcia (9 mld euro).


      Najczęściej interwencje przyjmowały formę taryf gwarantowanych (26 mld euro), dotacji inwestycyjnych (13 mld euro) i zwolnień podatkowych (12 mld euro). Ok. 40 mld euro zostało zapłacone przez konsumentów w rachunkach za energię. Wsparcie całego sektora energetycznego w Polsce wyniosło 970 mln euro (niecały 1% całkowitego wsparcia w skali całej UE). Wartość uprawnień do emisji w systemie EU ETS w roku 2012 wyniosła 14 mld euro. Spośród wszystkich odnawialnych źródeł energii największe wsparcie otrzymała energetyka słoneczna – 14 730 mln euro, biomasa – 8 340 mln euro, energetyka wodna – 5 180 mln euro. Porównując energetykę wiatrową do węglowej – technologie te otrzymały wsparcie na takim samym poziomie wynoszącym 10 120 mln euro.


      Jak informuje Komisja Europejska powołując się na wyniki raportu, koszty produkcji energii w nowych elektrowniach, bez uwzględnienia subsydiów, dla energetyki węglowej wynoszą obecnie ok. 75 EUR/MWh, a koszt produkcji energii z wiatru, w ujęciu LCOE (Levelised Cost of Electricty) wynosi 80 euro/MWh. Koszt produkcji energii w elektrowniach fotowoltaicznych dzięki zanotowanemu w ostatnich latach wyraźnemu spadkowi cen paneli fotowoltaicznych wynosi już ok. 100-115 EUR/MWh – w zależności od wielkości instalacji. Z kolei koszt produkcji energii w elektrowniach gazowych i jądrowych wynosi ok. 100 EUR/MWh."

      Inne nasze wpisy o kosztach energii:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      piątek, 24 października 2014 17:26
  • wtorek, 30 września 2014
    • NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1

      16 lipca 2014 ukazał się raport NIK o procesie powstawania farm wiatrowych. Specjalnie odczekałem kilka miesięcy by te sprawę opisać, by po raz kolejny pokazać jak działają nastawione na tanią sensację media i populistyczni politycy. A to, że będzie się tym raportem manipulować, byłem pewien i potwierdziło się. Ostatecznym impulsem do opisania tej sprawy był wczorajszy materiał w telewizji TTV (29.09.2014), gdzie przekroczono wszelkie normy zasad rzetelności dziennikarskiej nie wspominając o szopce z zakłóceniem konferencji i przedstawieniu się w roli ofiary (żenujące).

      TTV reklamuje swoją stację jako "TTV - Przekraczamy granice!" Tak, przekroczono granice kłamstwa, głupoty i manipulacji. Bym nie był gołosłowny, wszystko opiszę krok po kroku. 

      Materiał telewizyjny był o jednej z miejscowości, gdzie protestuje kilkanaście osób, którzy uważają, że zostało złamane prawo. TTV w zasadzie przyznało im rację, choć o tym, czy prawo zostało złamane, decydują sądy przy udziale odpowiednich instytucji. Sprawa w toku, ale ludzie i TTV wie swoje. Jednak nie będę się rozpisywał o tej konkretnej gminie, bo inwestorzy są różni. Jedni robią to idealnie i sprawnie, drudzy gubią się w gąszczu naszego prawa, a zwłaszcza w gąszczu zmian i interpretacji prawa. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 6-7 lat, nastąpiło kilka poważnych zmian prawa, za każdym razem na niekorzyść inwestorów wiatrowych. Stąd być może są te problemy, że inwestor uzyskał jakieś pozwolenia kilka lat temu, a ludzie oceniają dziś sprawę z punktu widzenia obecnych przepisów.

      Natomiast drugą kwestią poruszaną w materiale był raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli (NIK), którzy tyczył się procedur powstawania farm wiatrowych w Polsce. I tutaj niestety zaczyna się pokaz amatorstwa, manipulacji i kłamstw w wykonaniu mediów, ale także i populistycznych polityków i działaczy społecznych. Otóż w programie padło kilkukrotnie stwierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na polach wójtów i radnych. Tutaj niestety kłania się wtórny analfabetyzm osób, które powtarzają te słowa (lub celowe okłamywanie opinii publicznej), a reporterzy TTV są totalnie nieprzygotowani do tematu.

      - - - -

      Z dedykacją dla dziennikarzy TVN i TTV: Wtórny analfabetyzm - definicja:  "niemożności zrozumienia i wykorzystania drukowanych informacji oraz przedstawień graficznych, tj. ikon, wykresów, diagramów), czyli praktycznej niezdolności posługiwania się słowem pisanym: braku zrozumienia treści najprostszych instrukcji, braku umiejętności wypełnienia najprostszych formularzy."

      Wtórny analfabetyzm w Polsce potwierdzają zresztą liczne badania, m.i.:  "Trzy czwarte bezradnie rozkładało ręce przy pytaniu, czy dostrzegają związek między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi liczby wypadków). W rezultacie na najwyższych (piątym i czwartym) poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego. Zajęliśmy ostatnie miejsce w rankingu."

      http://media.wp.pl/kat,1022939,title,Kraj-wtornych-analfabetow,wid,8239483,wiadomosc.html?ticaid=11389b

      - - - -

      A przejdźmy do rzeczy, czyli analizy raportu NIK. To będzie chyba jedyna rzetelna i obiektywna analiza dostępna w sieci, ponieważ napisana na podstawie przeczytania ZE ZROZUMIENIEM tekstu raportu NIK.

      1) Głównym zarzutem, który cytuje się z raportu NIK, to twierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na gruntach radnych lub wójtów. Tymczasem opracowanie NIK podaje:

      - "W części gmin (ok. 30%) elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      - "Tymczasem, aż w 11 z 28 skontrolowanych gmin (39%) dochodziło do przypadków lokalizowania wiatraków na działkach należących m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-elektrowniach-wiatrowych.html

      Pomijając fakt, że w dokumencie pada raz 30% a innym razem 39%, to najważniejszy jest wniosek jaki z tego płynie. Otóż media i anty-wiatrowi działacze społeczni, przedstawiają to w następujący sposób: "ponad 1/3 wiatraków w Polsce jest na gruntach radnych i wójtów".

      Po pierwsze, wystarczył tylko 1 wiatrak z np: 15 wiatraków w gminie, który stałby na gruncie radnego, by cała gmina była dodana do gmin negatywnie ocenianych! To absolutnie nie oznacza, że 30% wiatraków stoi na gruntach radnych. Upraszczając i uśredniając, by pokazać te manipulację, mamy tak:

      - 28 zgłoszonych tendencyjnie gmin;

      - zakładamy, że w każdej gminie jest średnio 10 wiatraków (farmy wiatrowe mają zazwyczaj 5-20 siłowni wiatrowych) - czyli mamy razem 280 siłowni wiatrowych;

      - w 11 gminach odkryto choćby jeden przypadek lokalizacji na gruntach radnych, wójta lub pracowników urzędu. Załóżmy średnio 2 przypadki na gminę (tym bardziej, że wójt jest 1 na gminę, zaś 1 radny przypada przeważnie na 1-2 wsie), czyli razem 22 siłownie wiatrowe na tych gruntach.

      Podsumowując powyższy uproszczony przykład, razem mamy 22 wiatraki na 280 wszystkich, które stoją na gruntach, na których inni sobie nie życzą. Bo tak na prawdę, nie ma mowy o bezpośrednim złamaniu prawa. Czyli zaledwie 8% wszystkich wiatraków w najbardziej podejrzanych gminach, stało na gruntach osób, na których inni by sobie tego nie życzyli. Tymczasem mówi się o ponad 1/3 wiatraków, tylko dlatego, że wiele osób nie rozumie prostego przekazu.

      Po drugie, prawda jest taka, że te 28 gmin wybranych do kontroli, zostało dobranych na podstawie zgłoszenia (donosu) przez mieszkańców lub organizacje anty-wiatrowe, jako gminy gdzie podejrzewają, że zachodzi podejrzenie przestępstwa lub złamania prawa. Czyli z około 500 gmin (na prawie 2500 gmin w Polsce), gdzie toczą się jakieś procesy inwestycji wiatrowych, wybrano 28 najbardziej podejrzanych przypadków. Czy na tej podstawie, można interpolować te wyniki i wnioski na całą Polskę? Absolutnie NIE! To tak, jakby wybrać do analizy najbogatsze miasta w Polsce i próbować napisać raport o bogactwie lub biedzie w Polsce. Z góry jest to przekłamane i manipulacja! To nie jest sytuacja analogiczna, jak badanie losowe lub naukowo dobrana próba reprezentacyjna, wskazująca wyniki poparcia dla partii. Wtedy można to próbować przekładać na cały kraj.

      Natomiast sugerowanie, że po wyniku kontroli 28 najbardziej podejrzanych gmin, można to przełożyć na cały kraj i całą branżę, jest po prostu obrazą inteligencji Polaków. To tak, jakby zrobić sondaż wyborczy na wiecu wyborczym Ruchu Palikota, gdzie okaże się, że 40% Polaków popiera Palikota. Czy to jest mądre podejście do interpretacji wyników?

      Tak więc te 11 gmin (z tendencyjnie dobranych 28 gmin) zdecydowało, że cała branża wiatrowa jest dziś negatywnie postrzegana przez nieudolne czytanie raportu NIK. Czyli 11 gmin (poniżej 0,5% gmin), na prawie 2500 gmin w Polsce zdecydowało o wszystkim. Jak to nie jest manipulacja, to co nią jest?

      Dlaczego w ogóle trafiają się czasem lokalizacje siłowni na działkach np: radnych?

      * Po pierwsze wynika to z faktu, że ciężko w ogólne wyszukać takie miejsca oddalone o ponad 400-500 m od zabudowań. Praktycznie każdy rozsądny inwestor szuka jak najbardziej oddalonych miejsc od zabudowań, co oznacza zazwyczaj w praktyce, że są to działki po prostu duże. Najlepiej jeśli działka ma szerokość ponad 100 m w przypadku dużej siłowni, zaś długość ponad 700 m (co obrazuje grafika poniżej). W realiach gminnych, największe działki, które dają możliwość lokalizowania siłowni najdalej od zabudowań, posiadają często osoby "obrotne i zaradne" (np: skupujące inne działki), czyli w praktyce właśnie radni. Bo zazwyczaj takie osoby decydują się na start w wyborach i są wybierani. Jeśli inwestor więc chce lokalizować w danej gminie siłownie jak najdalej od zabudowań, może trafić na działki takich osób. Jeżeli miałby ich unikać, pewnie musiałby lokalizować bliżej zabudowań.

      * Po drugie, proces inwestycji trwa w gminie kilka lat, czasem jest to 5-6 lat. Tymczasem radnym się bywa, kadencja trwa 4 lata. Część osób mogła mieć umowy podpisane, zanim została radnymi.

      * Po trzecie, o ostatecznej lokalizacji, jej poprawności względem wielu stref i ograniczeń (np: hałasu, odległości od lasów, infrastruktury, dróg itp.) decydują konkretne czynniki lokalizacyjne, kontrolowane także przez inne instytucje na etapie uzgadniania i opiniowania planu. 

      * Po czwarte, często inwestor jest wręcz zmuszony zlokalizować na konkretnej działce, gdyż tylko ta wchodzi w grę, co doskonale obrazuje poniższa grafika:

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatraki_nik_raport.png

      Warto też wspomnieć, że czasem i tak nie da się rady minąć osoby funkcyjnej w gminie, choćby dlatego, że trasa kablowa od siłowni do GPZ (punkt odbioru energii), która ma często nawet ponad 5 km długości, biegnie przez dziesiątki działek, jedna po drugiej. Omijanie jednej z działek, tylko dlatego, że się to komuś nie podoba, oznacza że pozostałe np: 30 osób traci z tego korzyści.

       

      2) Kolejną podnoszoną kwestią jest polityka przestrzenna gminy, czyli procedura uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (w skrócie "plan" lub MPZP). 

      "W zdecydowanej większości skontrolowanych gmin (ok. 80%), zgoda organów gmin na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny w wysokości co najmniej ekwiwalentnej do kosztów zmiany założeń zagospodarowania przestrzennego. Przepisy prawa stanowią, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Finansowanie w ten sposób zadań własnych gminy mogło być źródłem wystąpienia konfliktu interesów między preferencjami inwestorów a obiektywnymi – z punktu widzenia gminy i lokalnych społeczności – rozwiązaniami planistycznymi. Tak ukształtowane relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowiły zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny."

      To bardzo ciekawy problem, ponieważ dokładnie KAŻDA prywatna inwestycja w Polsce, która chce dokonać zmiany lub uchwalenia nowego MPZP, może być o to oskarżona! Nie potrzeba nawet wykładać pieniędzy oficjalnie w ramach jakiś porozumień, może to być pod stołem! Dlaczego? Ponieważ zdecydowana większość gmin (właśnie te 80%) nie ma pieniędzy na wykonanie MPZP. Generalnie każda prośba inwestora lub osoby prywatnej o MPZP, to zawsze twardy orzech dla zgryzienia dla władz gmin. Gminy nie mają wolnej kwoty na wykonanie planu, a inwestor lub osoba prywatna, koniecznie chce plan bo może to przynieść obopólne korzyści. Należy podkreślić, że wiele MPZP są robione na bardzo małe obszary, często wręcz na pojedyncze działki rzędu 1-2 ha, mimo że ideałem jest pokrycie całej gminy w MPZP. Wniosek który płynie z raportu NIK, można tak na prawdę przełożyć na wszystkie MPZP w kraju, dotyczące każdej inwestycji w Polsce. Jeżeli Pan Jak Kowalski chce zmianę planu pod działkę jednorodzinną (teren o symbolu MN), to jeżeli gmina zrobi mu plan, też można oskarżyć gminę o działanie korupcjogenne. Ponieważ "może im dał pod stołem" by się tym planem zajęli. Ba , powiem więcej! Jeżeli gmina zrobi mu MPZP ze swoich środków, można wtedy tym bardziej oskarżyć o mechanizmy korupcyjne, ponieważ gmina robi coś komuś za darmo, że środków gminy. Tak czy inaczej, zawsze można oskarżyć o mechanizmy korupcyjne. Cokolwiek gmina nie zrobi, zawsze będzie źle. I tyle jest wart w tej kwestii raport NIKu, czyli czepialstwo na siłę.

      Gminy jeśli już robią plany miejscowe (MPZP), to zazwyczaj na małe obszary, bo na więcej ich nie stać po prostu. Często robi się więc MPZP na obszar 5 ha, za np: 30 tys. zł, co daje w przeliczeniu 600 tys. zł za 1 km2. Tymczasem gdyby władza zrobiła plan na cały obszar gminy, czyli np: 1500 ha (150 km2), to koszty planu mogłyby wynieść np: 180 tys. zł, czyli 1,2 tys. zł za 1 km2. Czyli robiąc małe plany, gmina może przepłacać 500-krotnie za km2. Nic więc dziwnego, że gminy oczekują pomocy, bo inaczej to zwykła darowizna na rzecz obcego podmiotu.

      Dlatego powszechną praktyką w całej Polsce jest to, że jak tylko pojawia się stosunkowo duży inwestor, to czegoś się od niego oczekuje, z myślą o dobru gminy. Od galerii handlowych czy marketów gminy i miasta wymagają, by przebudowali kilka dróg w najbliższej okolicy. Pierwszy lepszy przykład, zmiana MPZP pod budowę galerii handlowej, gdzie inwestor zobowiązuje się wykonać drogę:

      "Inwestor zobowiązał się do budowy drogi po tym, jak ruszą prace budowlane nowego centrum handlowego."

      http://www.ino-online.pl/n.php?wiadomosc=12885&nr=1

      Dokładnie tego samego często wymagają gminy od inwestorów wiatrowych. Wielu inwestorów ma więc stawiany wybór, dajecie na początek np.: 100 tys. darowizny, a my sobie przeznaczymy to potem albo na drogę lub procedurę planistyczną (gdzie trafią, to i tak bez znaczenia, bo to kwestia przesunięcia środków). Gminę stać więc na procedurę planistyczną, a potem uzyskuje coroczne wpływy z podatków od elektrowni wiatrowych, często rzędu 500 tys. i więcej. Z korzyścią dla wszystkich. NIK widzi tutaj problem. Pytam więc, dlaczego NIK nie widzi problemu dokładnie takiego samego, w przypadku lokalizacji marketów, zakładów czy nawet zmian na tereny mieszkalne dla prywatnych osób? To wszystko wymaga od gminy nakładu pieniędzy, więc każde przystąpienie do procedury MPZP, nosi znamiona pomocy dla jakiegokolwiek inwestora ..... a więc może nosić znamiona teoretycznej korupcji. Takie nasze prawo, takie nasze państwo. Ale kozioł ofiarny jest jeden, mimo że przez ponad 20 lat nikomu to nie przeszkadzało.

      Raport NIK porusza też inne kwestie, które opiszę w kolejnych wpisach, dla zachowania przejrzystości.

       

      PS. uzupełnienie z 13-10-2014

      Okazuje się, że nawet Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli nie zna raportu podległej mu służbie! Jeżeli wierzyć dziennikarzom, powiedział:

      "Jeśli się okazuje, że 1/3 wiatraków w Polsce stoi na działce wójta, burmistrza, radnego, który głosował zmianę planu zagospodarowania przestrzennego umożliwiającego tę inwestycję czy pracownika urzędu gminy, który obsługuje inwestora, to uważam, że jest to sytuacja patologiczna." 

      Źródło: http://odnawialnezrodlaenergii.pl/energia-wiatrowa-aktualnosci/item/1237-1-3-wiatrakow-w-polsce-stoi-na-dzialce-wojta-burmistrza-radnego

      Nawet nie wiem jak to skomentować, chyba tylko tak, że ręce opadają jak człowiek czyta takie bzdury. Bo absolutnie nie wynika to z jego kontroli, nie wspominając o tym, że takie przypadki zanotowano tylko w 11 specjalnie wybranych gminach na prawie 2500, więc to jest to 1/3 Polski? Tym bardziej, że dobór gmin nie był losowy, na przykład jedną z gmin był Kleczew, gdzie media donosiły że takie przypadki mają miejsce. Jakim więc prawem wyciąga się wnioski na całą Polskę i branżę?

      Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie najpierw manipulacyjnie dobiera się gminy (na podstawie donosów), a potem próbuje wyciągać się wnioski na całą branżę, w dodatku przedstawiając to zupełnie inaczej niż wynika z samej kontroli! Mamy więc do czynienia z trzema kłamstwami, jedno oparte na drugim! Szczyt manipulacji osiągnięty. Brawo, Panowie i Panie brawo.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 września 2014 16:13
  • czwartek, 28 sierpnia 2014
    • Grunty rolne a elektrownie wiatrowe

      Trwają prace na ustawą o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Przypomnijmy, wszystko zaczęło się w 2013 r. kiedy to przyjęto zmianę ustawy, nakazujący nadzór resortu rolnictwa (czyli przez ministra) nad każdą próbą odrolnienia gruntów rolnych klasy I-III, niezależnie od ich powierzchni. Wcześniej ta zgoda resortu była wymagana tylko wtedy, gdy powierzchnia przekraczała 0,50 ha.

       Przez miesiące funkcjonowania tej zmiany zgłaszano coraz częściej problemy, które wynikły z tego powodu. Zrodziły się dwa obozy, z jednej strony PSL domagał się powrotu do stanu poprzedniego, z drugiej strony opozycja (głównie PIS) walczą o utrzymanie tego zapisu. Także Prezydent RP wyraził zdanie zbliżone do opozycji:

      "Zgodnie z obowiązującym prawem, aby przekształcić grunty rolne klas I-III na cele nierolnicze i nieleśne, wymagana jest każdorazowo zgoda ministra rolnictwa.

      Prezydent zawetował nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidującą nadzór resortu rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów.

      Według prezydenta nowelizacja zagrażałaby ładowi przestrzennemu i mogłaby prowadzić do degradacji krajobrazu.

      "Prezydent RP Bronisław Komorowski skierował do ponownego rozpatrzenia przez Sejm nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidująca nadzór ministerstwa rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów o powierzchni do 5 tys. m kw. Przyjęcie nowelizacji zagrażałoby ładowi przestrzennemu oraz mogłoby prowadzić do degradacji polskiego krajobrazu" - podano na stronie internetowej prezydenta."


      http://samorzad.pap.pl/depesze/wiadomosci_centralne/141098/Pole-dla-weta--Prezydent-nie-podpisal-noweli-ustawy-o-ochronie-gruntow

       

      PIS motywuje swoje stanowisko następująco:

      "Posłowie PiS wskazywali, że faktycznym celem nowelizacji jest ułatwienie budowy elektrowni wiatrowych, gdyż półhektarowa działka w zupełności wystarczy na postawienie jednego wiatraka. I można w dalszej okolicy odrolnić więcej takich niedużych kawałków ziemi, aby powstała farma wiatrowa. Tym samym – według PiS – nowelizacja służyła w rzeczywistości interesom lobby przedsiębiorstw energetycznych. "

      - Nasz Dziennik 177/2014

       

      Natomiast posłowie PSL chcą aby przy odrolnianiu gruntów klas I-III o powierzchni poniżej 0,5 ha nie była konieczna zgoda ministra rolnictwa. Zdaniem posłów PSL powyższe ograniczenie w uzyskiwaniu zgody na każdorazowe przekształcenie gruntów rolnych przyniosło bardzo negatywne skutki dla planowanych inwestycji budowlanych na tych terenach. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, że o budowie placu zabaw na wsi musiał decydowań Minister, nie mówiąc już o innych inwestycjach, które mogłyby być prorozwojowe.

      

      A jakie są fakty?

       

      Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcemy osiągnąć? Ustawa mówi wyraźnie, chodzi o ochronę gruntów rolnych i leśnych, ale też nie o ich całkowitą blokadę przed zmianami. Co może w takim razie zapewnić ochronę tych gruntów?

      Rozważmy więc:

      a) Zabudowa mieszkaniowa - pozwolenie na zabudowę mieszkaniową na gruntach rolnych klasy I-III: wprowadza (utrzymuje) nieład przestrzenny, otwiera furtkę do dalszej zabudowy terenów poprzez tworzenie osiedli oderwanych od tkanki miejskiej czy wiejskiej. To rodzi wymierne koszty i chaos. Więcej o tym stanie wyrażają się sami urbaniści:

      Biorąc dodatkowo pod uwagę, że w najbliższych 50 latach przewiduje się zmniejszenie liczby ludności kraju o prawie 5 mln osób, wydaje się, że utrudnianie zabudowy rozproszonej, zwłaszcza na dobrych klasach gruntowych, jest dobrym kierunkiem.

      b) Infrastruktura - tutaj wprowadzanie utrudnień nie ma sensu. Wiadomą rzeczą jest, że infrastruktura to przeważnie ciągi liniowe, które często są niezbędne, więc specjalne omijanie klas gruntowych nie ma sensu. 

      c) Inwestycje prorozwojowe (w tym elektrownie wiatrowe) - inwestycje, które nie wymagają wielkich powierzchni, nie powinny być blokowane, jeżeli zależy nam na rozwoju obszarów wiejskich. Większe powierzchnie (np: powyżej 0,50 ha), być może faktycznie powinny być weryfikowane na wyższym poziomie decyzyjnym.

      Jak w tym kontekście wygląda sprawa elektrowni wiatrowych? Czy wiatraki faktycznie "odrolnią" nam kraj, tak jak straszy PIS i Prezydent? A może to po prostu kolejna furtka, by zablokować rozwój tej gałęzi OZE? 

      Po pierwsze, elektrownie wiatrowe wbrew temu, co twierdzi Pan Prezydent RP, są GWARANTEM utrzymania w swoim otoczeniu gruntów rolnych! Stawia się je głównie na użytkach rolnych, gdzie teren ten jest potem chroniony przed dalszą zabudową (zazwyczaj minimum 300 m od siłowni, powinien być zakaz zabudowy).

      Po drugie, stworzenie parku wiatrowego powoduje wprowadzenie ŁADU PRZESTRZENNEGO, ponieważ ustala się jasne reguły na te 20-30 lat: tutaj się budujemy, a tutaj teren rolniczy. Wiatraki będą tam może 20-30 lat, ale przez ten czas, zachowają nam pustą przestrzeń, która tak szybko nam ubywa, poprzez masowe wydawanie warunków zabudowy (WZ) w zasadzie gdzie popadnie. A przecież raz postawiony dom/osiedle, będzie tam stało minimum 50-100 lat. Kto wie, czy wbrew temu co się mówi, to właśnie wiatraki uratowały w Polsce ostatnie puste przestrzenie, czyli tereny oddalone od wszelkiej zabudowy o ponad 400-500 m. No i co najważniejsze, praktycznie wszystkie większe inwestycje wiatrowe robi się obecne za pomocą miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a więc instrumentu wprowadzania ładu przestrzennego, który blokuje wydawanie WZ.

      Po trzecie, nie ma mowy, by elektrownie wiatrowe "odrolniły" nam kraj i znacząco uszczupliły powierzchnie użytków rolnych. Proste wyliczenie. Obecnie mamy w Polsce około 3700 MW zainstalowanych w energetyce wiatrowej, co daje obecnie około 2300 siłowni wiatrowych

      Przeciętnie powierzchnia odrolnienia na jedna siłownię wiatrową wynosi około 0,20 ha. Zazwyczaj jest to między 0,10-0,50 ha, wszystko zależy od długości drogi dojazdowej, mocy czy wymagań producenta turbiny. Poniżej typowy plac pod elektronie 2 MW:

      Przeliczmy więc 2300 siłowni x 0,20 ha = 460 ha, czyli 4,6 km2

      Nawet zakładając, że ilość siłowni na lądzie wzrośnie jeszcze o 50% (na więcej raczej nie ma miejsca), to otrzymujemy maksymalnie 7 km2.

      Teraz porównajmy to do powierzchni użytków rolnych w Polsce.

      Powierzchnia Polski = 312 679 km2w tym:

      - użytki rolne niezabudowane w 2005 roku = 184 180 km2 (58,9% kraju);

      - użytki rolne niezabudowane w 2014 roku = 179 770 km2 (57,5% kraju).

      W ciągu 9 lat ubyło więc bagatela 4410 km2 użytków rolnych!!!!!

      Oznacza to, że w całym okresie rozwoju energetyka wiatrowa potrzebowała zaledwie 4,6 km2, zaś z innych przyczyn zostało odrolnionych ponad 4400 km2. Czyli wiatraki przyczyniły się do zaledwie 1/1000 odrolnień (0,1%). Można wręcz śmiało powiedzieć, że być może dzięki nim, udało się uratować dużo więcej obszarów rolnych, niż same zajmują. Na 1 ha odrolniony z powodu wiatraków, odralnia się prawie 1000 ha z innych powodów!

      Jakie mogą być inne przyczyny odrolnień? Choćby autostrady, zalesienia czy nowa zabudowa. Dość powiedzieć, że odcinek 200 km autostrady to obszar o powierzchni ponad 20 km2 do przekształcenia, a więc kilka razy więcej niż wszystkie wiatraki w Polsce!

      Źródło: http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/maly-rocznik-statystyczny-polski-2014,1,15.html

      Wiatraki są problemem jeśli mówimy o odrolnieniach? Czy ktoś jeszcze tak uważa? Dlaczego więc PIS i Prezydent RP używają tego argumentu? Z niewiedzy czy też typowo pod publiczkę i chęć zyskania kilku głosów?

      Pozostaje jeszcze jedna ciekawa kwestia. Jeżeli będzie się prowadzić politykę blokowania elektrowni wiatrowych na gruntach klasy I-III oraz jednocześnie, prowadzi się politykę zalesiania gruntów słabszych (głównie klasa V-VI), a od lasów siłownie wiatrowe powinny być oddalane o minimum 200 m, pozostaje pytanie - gdzie lokalizować siłownie wiatrowe? Tylko na morzu? Pamiętajmy, że wiatr na lądzie jest najtańszym źródłem energii odnawialnej, tańszym nawet od wiatru na morzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 sierpnia 2014 15:52
  • poniedziałek, 28 lipca 2014

Kalendarz

Listopad 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa