Wpisy

  • środa, 26 marca 2014
    • Prośba do Pani poseł Anny Zalewskiej i PIS ws. 2-3 km od zabudowań

        W ostatnim programie na temat energetyki wiatrowej na Polsacie, Pani poseł Anna Zalewska (PIS, nauczycielka języka polskiego) wmawiała, że są miejsca w Polsce, gdzie można postawić siłownie wiatrowe 3 km od zabudowań i lasów, czyli należy wyszukać przestrzeń 6 km między domami bez lasów.

      Duża grafika: http://c.wrzuta.pl/wi697/51e47e41001232765333e92a/wiatraki_3km_ustawa.png

       

      Więc gorąca prośba do Pani poseł, by podała te miejsca, gdyż wszystkie analizy jakie znam, nie pokazują takich miejsc. Skoro są, proszę podesłać na kontakt: wiatrowa(at*)interia.eu 

      * - zamiast (at) wstawić @ (zabezpieczenie antyspamowe).

      ps. może jakiś nauczyciel geografii pomoże?

      Co prawda, Pani poseł zwala to na firmy wiatrowe, by wykonały analizy .... i wykonały, nie ma takich miejsc. Rozumiem, że mają pokazać, coś co nie istnieje? Pytanie za 100 ptk. skoro istnieją takie miejsca, to dlaczego takie firmy się tam nie pchają? Na złość Pani poseł? Z kosztów? Taniej jest wejść w takie miejsca, niż ryzykować konflikty i utratę inwestycji po 5 latach. Nie wchodzą, bo brak takich miejsc.

      Poniżej kilka analiz, które pokazały absurd żądań 2-3 km od zabudowań.

      1) Analiza Instytutu Badań Ryzyk i Zagrożeń - wykazała, że już przy istniejących farmach wiatrowych, wprowadzenie strefy 1-1,5 km od zabudowań, likwiduje większość farm i lokalizacji. Przy 2 km nie ma żadnej lokalizacji, a przy 1 km farmy wiatrowe nie mają racji bytu (zbyt mała ilość siłowni zostaje).

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/odleglosci_wiatraki_pl.png

       

      2) Analiza PAN dla Kujawsko-Pomorskiego, która pokazywała strefy 500-1000 m od zabudowań. Opracowanie wskazało wiele takich miejsc, ale dokładne sprawdzenie tych miejsc, wykazało, że analiza nie była dokładna. Z miejsc gdzie sugerowano możliwość postawienia parku na nawet 10-20 turbin, nie udało się wstawić żadnej już przy strefie 500 m!

       Nasz artykuł o tym opracowaniu: http://wiatrowa.blox.pl/2013/10/Wiatraki-ile-metrow-od-domow-w-UE-i-USA.html

      I część graficzna: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ilosc_miejsca_pod_ew_kuj_pom.jpg

      Po dokładnym sprawdzeniu wskazanych stref, wychodzi, że w całym województwie można zlokalizować co najwyżej kilka wiatraków przy odległości 500-1000 m od zabudowań. Przy strefie 1000 m od zabudowań nie powstałby żaden park wiatrowy.

       

      3) Nasze analizy odległości w innych państwach.  Często za wzór dużych odległości siłowni od domów podaje się USA, gdzie sugeruje się, że wiatraki stoją bardzo daleko od domów. Jest to nieprawdą. Na typowych amerykańskich farmach rolnych zabudowania stoją średnio co 1 km od siebie, co oznacza 500 m od wiatraków (bo 2x500 m = 1 km). Kto nie wierzy, zaprasza do wpisu:

      http://wiatrowa.blox.pl/2012/09/Wiatraki-1-3-km-od-domow.html

       Duża grafika: http://i.imgur.com/Wf0JJaq.jpg - USA.

       

      4) Analiza możliwości w Polsce dla typowego obszaru wiejskiego (gospodarstwa rolne 5-25 ha, 25% lasów):

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/wies_typowa400p.png - jak widać, problemem jest znalezienie miejsc odległych o 400 m od zabudowań, dlatego zdarzają się lokalizacje, gdzie stawiano turbiny 150-300 m od zabudowań. Te 150-300 m to za blisko, to fakt, ale 400-600 m jest jest wystarczające w większości przypadków.

      5) Analizy obszarów predysponowanych do rozwoju energetyki wiatrowej wykonane w kilku województwach. Przy strefach 500 m od zabudowy, zostaje około 1% obszaru. Przy strefach 1 km, mniej niż 0,1%. Realnie wychodzi jeszcze mniej, gdyż takie analizy nie obejmują zazwyczaj innych stref: od lasów, jezior, lotnisk, radarów, linii energetycznych i przesyłowych, dróg, form ochrony przyrody itp. Można więc powiedzieć, że przy strefie 500 m od zabudowań, realnie nadaje się mniej niż 0,5% kraju, przy strefach 1 km, mniej niż 0,05% kraju. Czy to oznacza "zawiatraczenie" całego kraju? Wystarczy wprowadzić zapis mówiący już o 500 m (lub 3 wysokościach turbiny), a już odpadają wszystkie złe lokalizacje, które stawiano 150-300 m od zabudowań.

       

      Pytanie zasadnicze, dlaczego więc tak usilnie PIS promuje te ustawę o 3 km? Odpowiedź jest niezwykle prosta - pieniądze i interesy. Pani Anna Zalewska mówi, że to lobby wiatrowe wywalczyło sobie coś więcej, niż inne formy energii odnawialnej (OZE). Pytanie co wywalczyło, skoro żadna ustawa w naszym kraju nie promuje wiatraków bardziej niż inne formy OZE, nie ma żadnego takiego zapisu! Na równych zasadach startują inne formy energetyki OZE. Więc dlaczego rozwija się głównie wiatr? Bo chce tego jakieś mityczne lobby? Nie, nikt nie kocha wiatraków z urodzenia i dla zasady! Bo tak chcą producenci turbin? Bzdura, to nie producenci turbin stawiają i inwestują, tylko inwestorzy! A co wybierają inwestorzy? To .... co jest racjonalne i się opłaca. A wiatr jest najtańszym rodzajem OZE, dlatego dominuje. Jeżeli więc inny rodzaj energii chce wkroczyć na rynek np: woda, fotowoltaika lub geotermia, wtedy musi zdusić innych rywali. Dziś ten rywal i chłopiec do bicia jest w zasadzie jeden: wiatr.

      Nie od dziś wiadomo, że PIS widziałby inne formy OZE i je otwarcie promuje, czyli lobbuje (skoro tak bardzo lubi te słowo pani poseł). To, że Radio Maryja nadal wierzy w geotermię, też wiemy, dlatego też walczy z atomem czy wiatrem.

      Walka toczy się więc o ostatnie MW jakie można włączyć w system krajowy, czyli w GPZ i linie 110 kV. Jak więc to przejąć? Ano zablokować wiatr i promować, lobbować swoje. Jak to się odbywa, oto te sposoby:

      - wprowadzić ustawę o 3 km, co zablokuje całkowicie wiatr. Zamiast rozsądnych 500-600 m (lub 3 wysokościach turbiny), mówi się o 3 km, co oznacza 100% blokadę;

      - wprowadzić nakaz rozbiórki istniejących siłowni, co oznacza uwolnienie 3000 MW w systemie dla innych źródeł;

      - dać wyższą cenę dla innych źródeł OZE, czyli promować droższe źródła energii niż wiatr.

      Kto nie wierzy, proszę spojrzeć na jedną z wersji planowanej ustawy o OZE. Wyliczono tam realne koszty różnych rodzajów energii, tak by dać wszystkim szanse rozwoju (czyli promować droższe). Im wyższy poziom wsparcia, tym ta energia jest droższa. Jak widać, wiatr na lądzie jest najtańszy:

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/oze_wiatr_zielona_energia.png

       

      A może jednak chodzi o ochronę zdrowia mieszkańców? W odległości 500 m od wiatraków jest 30-40 dB, średnio 35 dB (przy średnim, najczęstszym wietrze). Tymczasem 1,5 km od dróg krajowych i autostrad mamy 45 dB w dzień i 40 dB w nocy - non stop, gdyż cała dobę trwa tam ruch.

      Duża grafika: http://i.imgur.com/7NLxPww.jpg

      Oznacza to, że pas 3 km (2x1,5 km w obie strony) mamy hałas wyższy niż od wiatraków. W Polsce mamy obecnie ponad 2800 km takich dróg ekspresowych i autostrad, czyli 8400 km2, co przyjmując przy gęstości zaludnienia około 100 osób na km2, daje nam prawie 1 mln mieszkańców! Czyli około 1 mln mieszkańców na wsiach żyje w hałasie o 5-10 dB wyższym niż od wiatraków. W miastach zaś normy hałasu dopuszczają nawet 50 dB w nocy (a nawet ponad 55 dB dla dróg!!), ile to osób 5-10 mln? Nimi nikt się nie przejmuje, kto by chciał walczyć z drogami - PIS? Przypominam, że wyższy poziom infradźwięków jest także od naszych dróg i fabryk. Czyli nie o zdrowie chodzi, tylko o interesy i promowanie innych form energii. Najlepiej uczynić to strasząc innych, bo wtedy można zbić kapitał polityczny i wyrobić sobie nazwisko. Dziś z byłej nauczycielki języka polskiego, Pani Anna Zalewska mieni się być najlepszym ekspertem w kraju, samozwańczym ekspertem. Sama przyznała, że tylko do kwietnia 2013 r. miał ponad 300 spotkań, ile ma dziś - 500? I kto tutaj mówi o lobbingu? Setki spotkań posłów jednej partii, którzy otwarcie mówią, by zablokować jednej rodzaj energii i promować inny. Ja to nazwać? Lobbing czy kampania wyborcza trwająca 4 lata?

      Dziś wiatr rozwija się w zasadach równych szans dla wszystkich OZE, nie ma więc mowy o lobbingu. Tymczasem jedna partia chce zmienić ten układ na sztuczny twór, czyli promować jednej rodzaj, blokując drugi. I dzieje się na na styku polityka-branża X. To nie jest lobbing? Więc co?

      A jaka jest alternatywa dla gmin? Przez 25 lat większość gmin wiejskich nie umiała wyszukać żadnego poważnego inwestora. Czeka nas zapaść demograficzna, liczba ludności ma spaść o kilka mln. Jeżeli tak traktuje się inwestycje na terenie gminy, by rezygnować pod naporem manipulacji, to mamy prostą drogę do zatracenia. Wspaniała propozycja dla Polski. Alternatywą mają być mikroinstalacje? Koszmarnie drogie i niewydolne? A może węgiel .... za który płacimy Rosji, Chinom i Czechom, bo mają tańszy:

      Źródło: http://www.chronmyklimat.pl/theme/UploadFiles/File/_2013_pliki/07/Zmierzch_wegla_kamiennego_w_Polsce.pdf

      ZMIERZCH WĘGLA KAMIENNEGOW POLSCE - czerwiec 2013

       

      Warto też wspomnieć, że nie tylko OZE jest wspomagane, ale także gigantyczne pieniądze idą na paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz). Pisaliśmy o tym już nie raz:

      http://wiatrowa.blox.pl/2013/12/Jaka-energia-dostaje-najwieksze-doplaty.html

      Do tego dochodzą koszty środowiskowe:

      http://wyborcza.pl/1,75248,15684693,Zanieczyszczenie_powietrza_zabija_rocznie_miliony.html

      "Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła w Genewie raport na temat skutków skażenia powietrza za 2012 r. Spaliny samochodowe, pyły przemysłowe, ale też dym z domowych piecyków opalanych węglem i drewnem tylko w ciągu jednego roku zabił 7 milionów osób."
      Oznacza to 1000 osób na 1 mln mieszkańców, co w Polsce oznacza 38 tys. przedwczesnych zgonów. Tych kosztów nie da się przeliczyć na pieniądze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 14:34
  • poniedziałek, 17 marca 2014
    • Naukowiec: wiatraki absolutnie nie są szkodliwe

      Zapraszam do przeczytania ciekawego artykułu na temat energetyki wiatrowej i panujących mitów.

      Wywiadu udzielił Pan Profesor Jaroszyk, który przez 40 lat kierował katedrą i zakładem fizyki energetyki medycznej na Politechnice Poznańskiej. Autor lub współautor ponad 300 publikacji zamieszczonych w czasopismach o cyrkulacji międzynarodowej. Czynny udział w ponad 100 Sympozjach, Konferencjach lub Zjazdach krajowych oraz zagranicznych. Przewodniczący wielu sesji plenarnych i specjalistycznych komisji zjazdowych. Wiele lat swojej pracy naukowej poświęcił na badanie oddziaływania turbin wiatrowych na żywe organizmy.

      WYWIAD:

      "Wiatraki stały się ofiarą przeplatających się interesów. To politykierstwo jest ohydne..."

      Co pan myśli, gdy słyszy dyskusję na temat wiatraków?

      Feliks Jaroszyk (profesor zwyczajny nauk medycznych i fizyki, doktor honoris causa Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu): Najpierw może dodam, że sam nie wiem dlaczego się na tę rozmowę zgodziłem, bo tak naprawdę mam już dość tego co się wokół energii wiatrowej dzieje. To politykierstwo jest ohydne. Poświęciłem wiele lat na przekonywanie ludzi, że wiatraki nie są szkodliwe dla zdrowia, ale niestety, widać - bez efektu. Jak słyszę niektóre wypowiedzi to po prostu opadają mi ręce. Klęska edukacji. 


      Przez 40 lat kierował pan katedrą i zakładem fizyki energetyki medycznej w Poznaniu, napisał pracę - Energetyka wiatrowa, Oddziaływanie bodźców fizykalnych wytwarzanych przez turbiny wiatrowe na żywy organizm człowieka. Co może pan w skrócie powiedzieć o oddziaływaniu farm wiatrowych na człowieka?


      - Oddziaływanie fal sprężystych na organizm człowiek jest przedmiotem kształcenia na studiach medycznych od lat. I to nie tylko ze względu na wiatraki, bo te mamy od niedawna, ale także w wielu innych aspektach. Jest bogata bibliografia naukowa, są podręczniki, opracowania, literatura specjalistyczna. Ale i tak wielu ludzi wykrzykuje kłamstwa dla swoich celów.
      Oczywiście, w całej tej awanturze inwestorzy też nie są bez winy. Pierwsze farmy wiązały się z jakimiś działaniami pośredników, umowy które rolnicy podpisywali były na takiej zasadzie, że 5 proc. korzyści dla rolnika, a 95 dla inwestora. Stąd wielu ludzi ma złe doświadczenia.
      A tak naprawę jakieś zastrzeżenie można było mieć do wiatraków z I generacji, tam czasem były problemy, ale to nas nie dotyczyło. U nas farmy wiatrowe zaczęły powstawać gdy weszły już wiatraki III generacji, a teraz montowane są IV generacji. W nich już na prawdę są dopracowane wszystkie szczegóły. 
      Z punktu widzenia naukowego infradźwięki generowane rzez wiatraki mieszczą się w obszarze, który nie powoduje żadnej reakcji naszych receptorów. Ażeby sprokurować oddziaływanie fali na człowieka, to potrzebne by było ciśnienie akustyczne rzędu 130 dB, a takich przy wiatrakach absolutnie nie ma. Przy wieżach to jest ok. 100-105 decybeli. Gdyby to miało być 130 dB – jak straszą niektórzy – to natężania musiałby być tysiąc razy większe niż tak naprawdę powodują wiatraki.


      Co to są fale infradźwiękowe?


      - To fale sprężyste o częstotliwościach niższych od fal dźwiękowych. Fale te zawierają się w przedziale częstotliwości od 0.1 Hz do 20Hz. Hałas niskoczęstotliwościowy jest odbierany, w tym infradźwiękowy, przez człowieka - nie tylko drogą słuchową lecz również poprzez receptory wibracji, które są rozłożone na całym jego ciele. 


      Mówi się jednak o chorobach powodowanych przez fale sprężyste.


      - Fale te mogą powodować negatywne skutki dla organizmu, ale muszą mieć określony poziom ciśnienia akustycznego - to, które wytwarzają wiatraki jest dla organizmu bez znaczenia. To jak z tabletką – jedna leczy, ale dziesięć może zabić.
      Trzeba pamiętać, że producenci wiatraków w Polsce zostali ograniczeni tzw. dyrektywą maszynową z 2009 roku, która zaleca najlepsze praktyki. Zaleca badania, kontrole i w interesie producentów jest, żeby spełniały te normy i nikt nie stawiał im zarzutów. Do tego kontroluje się farny wiatrowe nie tylko na etapie planowania i budowy, ale i podczas eksploatacji. 


      Jakie znaczenie ma odległość zamieszkiwania od takiej farmy dla zdrowia? Bo kwestia tego czy komuś to odpowiada pod względem estetycznym czy nie, to już temat na inną rozmowę...


      - Rzeczywiście, u nas preferuje się problem odległości. Wymyślono 3, czy 2 km odległość zabudowań od wiatraków. Ale taka odległość w Polsce to zabicie tego rodzaju energetyki, bo naprawdę trudno byłoby znaleźć odpowiednie lokalizacje.
      Robiono symulacje – sam w takich sympozjach uczestniczyłem – gdzie pokazywano, że przyjęcie takich odległości to w naszych warunkach zarżnięcie rozwoju tej energetyki. Poza tym, nie ma takiej potrzeby. Kiedyś podałem takie kryterium uniwersalne – 500 m, potwierdził to raport PAN, wykonany na zlecenia marszałka województwa kujawsko-pomorskiego.
      Obowiązujące u nas prawo pod względem kontroli farm wiatrowych jest znacznie bardziej restrykcyjne niż na Zachodzie. Np. w Niemczech odległość od najbliższych zabudowań to trzy wysokości wieży, czyli jak ma on ok. 100, to jest 300 m. 400 metrów zabezpiecza całkowicie poziom natężenie 40 dB w nocy. Oczywiście, zawsze wykonuje się badania dla konkretnej lokalizacji i dokonuje pomiarów w najbliższych zabudowaniach.


      A co ze szkodliwością działania elektromagnetycznego?


      - Jak mówi się o niesamowicie szkodliwym działaniu elektromagnetycznym, to trzeba by sobie przypomnieć elementarne wiadomości z fizyki. Działania takiej tuby jak wiatrak tłumaczy prawo Faradaya. Poza tym słupem pole magnetyczne i energetyczne jest praktycznie zerowe.
      Takie same szczątki tego pola każdy ma w swoim mieszkaniu, bo emitują je różne urządzenie elektryczne. Nie zmieni się środowiska w którym żyjemy, a żyjemy w zakresie wszechobecnego pola 50 Hz. Nie ma żadnego zagrożenia z tytułu pól elektrycznych czy magnetycznych. 


      Czemu wiatraki stały się zatem dla niektórych wrogiem?


      - Straszy się ludzi, że krowy mleka nie dają, że nic nam nie rośnie, a nie mówi się o rzeczy znacznie bardziej istotnej. Bo jeżeli się weźmie pod uwagę drogę, taką krajową, dość uczęszczaną, to ona generuje hałas w odległości do 5 km sięgający 40-45 dB. I to z jednej i z drugiej strony mierzonej prostopadle do drogi. Te trasy przechodzą przez miasteczka, przez wsie. Tu problemu nikt nie podnosi, nikt o tym nie mówi. Podobnie jak niewiele się mówi o szkodliwości telefonii komórkowej.
      A wiatraki? Stały się ofiarą przeplatających się interesów.

      Powyżej porównanie zasięgu hałasu od ruchliwej drogi, do zasięgu od elektrowni wiatrowych.


      Może jednak trzeba wprowadzić jakieś dodatkowe zasady, kryteria?


      - Nie ma potrzeby wprowadzania nowego kryterium, zasady obowiązujące u nas są przejrzyste i jasne. Według nich izofona przechodząca przez najbliższe od wiatraka zabudowania może sięgać maksymalnie wartości 40 dB. Tego pilnują powołane do tego organizacje.
      To co się dzieje, myślę, wynika także z takiej niechęci, że jeden gospodarz postawi u siebie wiatraki, on na tym zarabia, a ja mieszkam obok i nic z tego nie mam. Generowane to jest także przez kłamliwie informacje, bo wiadomo, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie swoje robi.
      Obserwowałem to na lokalnych spotkaniach. Szczególnie gdy zbliżały się jakieś wybory, to lokalni politycy traktowali takie zebrania jako trampolinę do powrotu do władzy, ale przebicia się do góry. Głośno krzycząc przeciw wiatrakom stawali się znani, a potem mogli mówić – to jak was obroniłem, warto na mnie głosować.
      Ostatni znów zauważyłem mnóstwo takich działań, szczególnie jedna partia się wyróżnia. A to jest brak odpowiedzialności.
      Mamy taki system, że politycy muszą mieć poparcie, ale nie rozumiem tak krótkowzrocznego widzenia sprawy. Bo przecież obojętnie kto przejmie władzę i będzie rządził tym krajem, musi zabezpieczyć społeczeństwo w energie elektryczną i cieplną. Takie wyzwanie stanie przed każdym rządem, a przecież musimy także wypełniać zobowiązania międzynarodowe. Są jakie są i podpisaliśmy cały szereg aktów zobowiązujących nas do rozwoju energetyki odnawialnej.
      Moim zdaniem bardzo łatwo można by to wspomóc prawnie OZE, mianowicie zapisem, że to interes publiczny. Przy okazji powiem, że jak w nowym projekcie o OZE czytam, że współwspalanie jest traktowane jako forma odnawialna, to nie wiem co mam o tym myśleć. Przecież takie spalanie powinno być natychmiast zakazane.

       

      Więcej, źródło:

      http://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/wiatraki-staly-sie-ofiara-przeplatajacych-sie-interesow-to-politykierstwo-jest-ohydne,57424_2.html

      Inne artykuły:

      http://www.wnp.pl/wiadomosci/220086.html

      http://energetyka.wnp.pl/psew-nie-ma-luki-prawnej-dot-lokalizacji-farm-wiatrowych,216073_1_0_0.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Naukowiec: wiatraki absolutnie nie są szkodliwe”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 marca 2014 01:57
  • sobota, 21 grudnia 2013
    • Porównanie poziomu hałasu drogowego oraz od farmy wiatrowej

      Często w mediach widzimy reportaże, gdzie pokazuje się charakterystyczny świst od wiatraków. Jak kręci się takie reportaże? Otóż podchodzi się z mikrofonem tuż pod sam rotor, kierunkowo ustawia się tak, by zbierał jak najwięcej dźwięku a potem w reportażu puszcza się ten dźwięk non stop w tle, lub za każdym razem gdy widać wiatrak. Niezależnie czy wiatrak w reportażu widzimy 100 m od nas czy 2 km, to zawsze jest ten sam dźwięk. NA TYM POLEGA MANIPULACJA MEDIÓW, ponieważ tak zrobią większa sensację. A przecież po to media jadą, pokazać sensację.

      Jeśli Państwo chcą zobaczyć i usłyszeć realny dźwięk wiatraków, to polecam te poniższe video. 

      Koniecznie proszę słuchać na tych samych ustawieniach dźwięku cały 2-minutowy filmik, nie zgłaśniać podczas video. Proponuję ustawić głośność:

      - zewnętrzne głośniki komputera na 30-50% (w zależności od mocy głośników);

      - głośniki w systemie (ustawienia wewnętrzne) na 70-80%;

      - oraz dźwięk na filmie w YouTube na 70-80%;

      - potem nie robimy nic z dźwiękiem przez cały filmik. Większość osób powinna uzyskać podobny poziom dźwięku jak w realnych pomiarach, czyli hałas od drogi około 60 dB, zaś poziom 370 m od farmy wiatrowej 36-38 dB.

       

      Hałas od drogi późnym wieczorem wynosi na filmiku (pierwsza część) około 60 dB, mimo że dopuszczalne normy wynoszą dla zabudowy jednorodzinnej 40 dB w nocy i 50 dB w dzień. 

      Natomiast poziom natężenia dźwięku 370 m od farmy wiatrowej to około 36-38 dB (przy wietrze tego dnia około 5 m/s i temperaturze +3*C). Przy silnym wietrze poziom natężenia może wzrosnąć do 40-43 dB, ale będzie maskowany częściowo przez same porywy wiatru. Można wręcz powiedzieć, że już przy wietrze 8 m/s i większym (pomiar na 10 m) wiatr maskuje prawie całkowicie dźwięk siłowni wiatrowych. Najdalej słyszalne siłownie wiatrowe są w zakresie wiatru 5-8 m/s.

      Jak widać i słychać, dźwięk wiatraków jest dużo mniej przeszkadzający w przeciętny dzień niż ruch samochodowy. Są co prawda dni, gdy wiatr jest silniejszy i zasięg dźwięku wiatraków niesie się dużo dalej, jednak nie wolno zapominać, że i ruch samochodowy potrafi się nieść czasem 2-3 km. Jednak nawet w te wietrzne dni, dźwięk siłowni wiatrowych może być doskonale tłumiony przez ściany i okna, które potrafią wytłumić nawet o 30 dB. Czyli mając 45 dB przed domem, można wytłumić nawet do 15 dB w domu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Porównanie poziomu hałasu drogowego oraz od farmy wiatrowej”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      sobota, 21 grudnia 2013 10:53
  • czwartek, 12 grudnia 2013
  • wtorek, 26 listopada 2013
    • Infradźwięki i wiatraki - audycja J. Weissa w radiowej Jedynce

      Polecam ciekawą audycję Janusza Weissa: "Wszystko, co chciałbyś wiedzieć i nie boisz się zapytać" w sprawie infradźwięków i siłowni wiatrowych:

      http://www.polskieradio.pl/7/3086/Artykul/984922,Elektrownie-wiatrowe-nie-wytwarzaja-dzwiekow-groznych-dla-zdrowia

      Wypowiadają się tam eksperci, którzy potwierdzają, że wiatraki co prawda wytwarzają infradźwięki, ale na poziomie dużo niższym niż uciążliwe i szkodliwe. Na poziomie niższym niż otaczająca nas choćby komunikacja czy nasze urządzenia.

      Przy tej okazji jak zwykle komiczny jest nius na stronie StopWiatrakom, który żąda sprostowania od PR1. Podają informację, że specjaliści, którzy się wypowiadają, wprowadzają ludzi w błąd, a dodatkowo są niby zamieszani z branżą wiatrową. 

      A więc drogie "StopWiatrakom", postaram się wam to sprostować, byście to zrozumieli. Po pierwsze są to osoby, które zajmują się tematyką wiatrową (choćby badając poziom dźwięków słyszalnych i infradźwięków), więc są związani z branżą, ponieważ inaczej się nie da. Jeżeli ktoś chce się na tym znać, to musi mieć kontakt z branżą. Ktoś musi dokonywać pomiarów, badać opinię publiczną i stan zdrowia.

      Rozumiem, że StopWiatrakom promuje swoich "specjalistów", którzy nie mają bladego pojęcia o wiatrakach, a jedynie powtarzają mity z internetu i brzydzą się wiatraków, więc ich kontakt jest prawie zerowy z tematyką, która się zajmują. Ot, jakiś pan doktor przeczytał w internecie, że infradźwięki szkodzą i teraz jeździ po protestach i powiela te wiedzę. Nie doczyta, że szkodliwość infradźwięków była wykazana na potężnych poziomach natężenia (np: śmigłowce, czołgi itp.), które w przypadku wiatraków nie występują. Zobaczmy porównanie poziomy infradźwięków od wiatraków i komunikacji:

       

       

      Także drogie "StopWiatraki", rozumiem walkę ze swoim strachem, ale co mają ci specjaliści prostować? Mają wmawiać, że wiatraki powodują wyższy poziom infradźwięków niż otaczające nas otoczenie, komunikacja, mimo, że tak nie jest. Mają kłamać tak jak wasi pseudo specjaliści od wszystkiego i niczego? Wali się wasz mit, straszenia niewidzialnym i niesłyszalnym wrogiem? To was boli?

       

      PS.

       By jednak było jeszcze śmieszniej, najnowsze badania (publikacja 2013r.) przy pomocy najnowszego sprzętu medycznego i pomiarowego wykazały, że nawet tak wysoki poziom infradźwięków i wibracji jaki jest w lotnictwie (helikoptery) nie jest szkodliwy dla zdrowia, jak do tej pory sądzono. Oto najnowsze wyniki:

       

      Do tej pory straszono infradźwiękami i wibracjami (VAD) na podstawie badań w lotnictwie, ponieważ siłownie wiatrowe nie emitują tak wysokich poziomów. Ale jak widać, nawet ten argument traci na sile.

      Przy okazji polecam nasze wcześniejsze wpisy o infradźwiękach:

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Infradźwięki i wiatraki - audycja J. Weissa w radiowej Jedynce”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 listopada 2013 11:11
  • niedziela, 27 października 2013
    • Departament Zdrowia Publicznego a wiatraki - analiza opinii

      Na łamach tego bloga umieszczam nie tylko swoje opinie, ale także osób, które zechcą podsyłać swoje materiały związane z energetyką wiatrową i odnawialną. Jeżeli są one ciekawe, opierają się na materiałach źródłowych i sprawdzonych faktach, wtedy jest szansa na publikację. Zastrzegam, teksty w stylu "w innych krajach jest 3 km - źródło internet", nie mają szans się pojawić, bo to nic innego, jak internetowe śmieci, które stanowią 95% internetu. Czyli powtarzanie bzdur i mitów, na podstawie innych zasłyszanych bzdur, które po sprawdzeniu okazują się manipulacją.

      Tym razem trafiło do mnie pismo Pana dr Michała Sikorskiego, który zawodowo zajmuje się między innymi raportami środowiskowymi.

      Tutaj wersja PDF do pobrania:

      http://wiatrowa.eu.interia.pl/pliki/min_zdrowia_wiatrowe_analiza_opinii.pdf

      a poniżej tekst:

      =======

       

      W ostatnim czasie koronnym argumentem przeciwników turbin wiatrowych są opinie pochodzące z Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Poniżej zawarto analizę treści przedmiotowych opinii.

      W nawiązaniu do treści pisma pochodzącego z Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia (z dnia 27 lutego 2012 roku MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12, podpisane przez Piotra Dąbrowskiego), zwracam uwagę na zapisy, które pojawiają się w jej treści:

      Zgodnie z raportem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), energetyka wiatrowa jest jednym z najmniej szkodliwych dla zdrowia ludzi sposobów wytwarzania energii elektrycznej” – (strona 1 pisma)

      Wiele opublikowanych badań pokazuje, że problem wrażliwości ludzi na szkodliwość elektrowni wiatrowych, szczególnie w kwestii hałasu, zależy od wielu czynników i ma swoje źródło głównie w psychice człowieka, a problemy zdrowotne mogą być tego konsekwencją. Zwolennicy tej teorii podkreślają, że odbiór hałasu uzależniony jest przede wszystkim od tego, co sądzimy na temat jego źródła.” (strona 1 pisma)

      Całe pismo MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12 jest bogate w podobne sformułowania. Jego treść nie wyraża jednoznacznie negatywnej opinii na temat elektrowni wiatrowych. Jednocześnie zwracam uwagę, że w świetle powyższego stanowiska osoby, które wprowadzają w błąd opinię publiczną, głosząc twierdzenia na temat szkodliwości elektrowni wiatrowych, mogą być odpowiedzialne za ewentualne pojawienie się problemów zdrowotnych w przyszłości.

      Jednym z podstawowych argumentów, zgodnie ze stanowiskiem osób protestujących przeciwko lokalizacji turbin wiatrowych i znajdującym się w przedmiotowym piśmie jest sformułowanie: „Wydaje się, że odległością gwarantującą zarówno dotrzymanie norm hałasu jak i zminimalizowanie potencjalnych uciążliwości z nim związanych oraz ograniczającą do minimum wpływ emisji pola elektromagnetycznego i efektu migotania cieni dla mieszkańców przebywających w okolicach farm wiatrowych jest odległość nie mniejsza niż 2-4 km (W zależności od ukształtowania terenu i warunków pogodowych)”. W kolejnym piśmie, datowanym na 6 listopada 2012 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-24839-1/EM/12, podpisane przez Wojciecha Kłosińskiego) możemy odnaleźć następujące sformułowania: „W literaturze można odnaleźć wiele informacji potwierdzających potencjalny wpływ infradźwięków na zdrowie człowieka. Z jednej strony badania pokazują, że poziomy infradźwięków emitowane przez nowoczesne farmy wiatrowe mieszczą się poniżej zakresu odbieranego przez człowieka, zaś z drugiej, że nadmierna i długotrwała ekspozycja na infradźwięki i dźwięki o niskiej częstotliwości może powodować różne objawy chorobowe, w tym wywoływać chorobę wibroakustyczną (VAD).

      Powstaje pytanie na jakiej podstawie Departament Zdrowia Publicznego formułuje podobne wnioski, jeżeli przy późniejszym piśmie datowanym na 25 stycznia 2013 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-25520-1/EM/13, podpisanym przez Wojciecha Kłosińskiego) czytamy co następuje: „Odpowiadając na Pana e-mail przekazujący link do wykładu wygłoszonego podczas konferencji w Olecku w sprawie lokalizacji elektrowni wiatrowych, Departament Zdrowia Publicznego uprzejmie informuje, że nie posiada kompetencji do merytorycznej oceny wykładów ani ich wykładowców”. Oznacza to, że Departament Zdrowia Publicznego nie ma kompetencji do wypowiadania się na tematy dotyczące lokalizacji elektrowni wiatrowych w swojej własnej opinii. Skąd w związku z tym wcześniejsza opinia o lokalizacji turbin w odległościach rzędu 2-4 km?

      W kolejnym piśmie z Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia (z dnia 5 marca 2013 roku, znak MZ-ZP-Ś-078-25731-3/EM/13, podpisanym przez Justynę Mieszalską) dostrzeżono m. in. „potrzebę ustalenia dopuszczalnych wartości poziomu hałasu powodowanego przez turbiny/farmy wiatrowe” oraz „próbę ustalenia minimalnej zalecanej odległości domostw od najbliższej turbiny wiatrowej uzależnionej od jej mocy”. Po raz kolejny powstaje pytanie jakie są podstawy do takich wniosków jeżeli wcześniej ten sam Departament przyznał, że „nie posiada kompetencji” w tym zakresie?

      Sprzeczne tezy w opiniach Departamentu Zdrowia Publicznego są stawiane w odniesieniu do oddziaływań infradźwięków pochodzących od turbin wiatrowych.

      I tak w piśmie z 27 lutego 2012 roku MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12 napisano, że „nadmierna i długotrwała ekspozycja na infradźwięki i dźwięki o niskiej częstotliwości może wywoływać chorobę wibroakustyczną (VAD)” jednocześnie twierdząc, że: wszystkie badania pokazują, że hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe w bezpośrednim sąsiedztwie nie przekracza poziomu ciśnienia akustycznego równego 85 dB. Dlatego, teoretycznie nie ma podstaw by twierdzić, że hałas o tym natężeniu może powodować bezpośrednie negatywne skutki zdrowotne. I dalej:Na całym świecie tysiące ludzi żyje w pobliżu turbin bez zauważalnych konsekwencji zdrowotnych”.

      Z kolei w piśmie z 5 marca 2013 roku, znak MZ-ZP-Ś-078-25731-3/EM/13 Departament Zdrowia Publicznego zwraca uwagę, że: „W świetle danych literaturowych, opublikowanych w czasopismach recenzowanych oraz wyników własnych badań Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, infradźwięki towarzyszące pracy nowoczesnych turbin wiatrowych z racji poziomów ciśnienia akustycznego niższych od progu percepcji słuchowej nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i samopoczucia ludzi mieszkających w ich sąsiedztwie. I dalej „W literaturze można znaleźć wiele informacji potwierdzających potencjalny wpływ infradźwięków na zdrowie człowieka”. W mojej ocenie liczba sprzecznych tez dyskwalifikuje wartość merytoryczną opinii Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Jednocześnie należy zgodzić się z tezą postawioną w piśmie z 25 stycznia 2013 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-25520-1/EM/13), tzn. że Departament Zdrowia Publicznego „nie posiada kompetencji” w tym zakresie.

                  W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że Dyrekcja Generalna ds. Energii Komisji Europejskiej formułuje odważniejsze opinie w tej materii. I tak w piśmie z 19 sierpnia 2013 roku (znak Ref.Ares(2013)2893477 – 19/08/2013) czytamy: „Energia wiatrowa jest jednym z najbardziej opłacalnych źródeł energii odnawialnej i odgrywa znaczącą rolę w wielu państwach członkowskich UE.”  I dalej: W prawie unijnym nie ma przepisów regulujących minimalną odległość, która powinna być zachowana między turbinami wiatrowymi a budynkami mieszkalnymi. Według naszej wiedzy nie ma naukowych dowodów na to, że turbiny wiatrowe mają jakikolwiek bezpośredni niekorzystny wpływ na zdrowie”. W przedmiotowym piśmie odniesiono się również do często powtarzających się zarzutów dotyczących minimalnej odległości turbin od zabudowy mieszkalnej na terenie Niemiec: „Ustawodawstwo w Niemczech nie zawiera przepisów dotyczących minimalnej odległości instalacji wiatrowych od obszarów mieszkalnych lub budynków mieszkalnych czy rolniczych.

      Należy również zwrócić uwagę, że ostatnia opinia z Komisji Europejskiej nie jest jedyną, w której instytucje europejskie zabierają głos w przedmiotowej sprawie. 15 września 2008 roku poseł do Parlamentu Europejskiego Roger Helmer (Holandia) skierował zapytanie dotyczące odległości farm wiatrowych od budynków mieszkalnych (zapytanie E-4886/08(EN)). Odpowiedzi w imieniu KE udzielił Andris Piebalgs w dniu 16 października 2008 roku  i stwierdził on, że ustalenie tego typu przepisów zostało pozostawione w kompetencji rządów poszczególnych państw unijnych. Powodem takiej decyzji jest fakt, że oddziaływanie turbin jest silnie uzależnione od lokalnych warunków terenowych. W dniu 25 lipca 2006 roku Markos Kyprianou udzielił odpowiedzi na zapytanie posłanki do Parlamentu Europejskiego Caroline Jackson z dnia 29 czerwca 2006 roku (P-2981/06(EN)). Pytanie dotyczyło wpływu turbin wiatrowych na zdrowie ludzi. W myśl odpowiedzi nie należy, według najlepszej wiedzy Komisji, opartej o społeczność naukową, obawiać się jakiegokolwiek wpływu turbin wiatrowych na zdrowie ludzkie.

      W tym miejscu należy przypomnieć, że w Polsce istnieją podobne regulacje prawne jak w innych krajach członkowskich UE, tzn. odległość turbin wiatrowych od zabudowy mieszkalnej jest wyznaczana w oparciu o normy dotyczące hałasu (Rozporządzenie Ministra Środowiska  w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku z dnia 14 czerwca 2007 Dz.U. Nr 120 poz 826 z późn. zmianami). Natomiast oddziaływanie akustyczne turbin określane jest na etapie projektowania w oparciu o model matematyczny zawarty w normie PN ISO 9613-2, co znalazło potwierdzenie w opinii Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z dnia 29 października 2009 (znak DOOŚoa-284/2258/1331/09/MW-5), cytuję: „Natomiast aktualnie dopuszcza się, na rzecz oceny poziomu hałasu emitowanego do środowiska, stosowanie metod obliczeniowych opartych na modelu rozprzestrzeniania hałasu w środowisku, zawartym w normie PN ISO 9613-2 Akustyka. Tłumienie dźwięku podczas propagacji w przestrzeni otwartej. Ogólna metoda obliczania.” Należy również przypomnieć, że opinia GDOŚ w tym zakresie jest zgodna z zapisami Dyrektywy 2002/49/WE (Załącznik 2 Dyrektywy – Metody oceny wskaźników hałasu), w której norma ISO 9613-2 jest zalecana do obliczeń propagacji hałasu w przestrzeni otwartej.

      Podsumowując powyższe rozważania skłonny jestem przyznać rację stanowisku Komisji Europejskiej w sprawie lokalizacji i oddziaływania turbin wiatrowych na człowieka. Z jednej strony mamy do czynienia ze spójnym stanowiskiem prezentowanym w imieniu wspólnoty państw rozwijających energetykę wiatrową od wielu lat, na terenie których tysiące ludzi mieszkają w pobliżu turbin. Stanowisko to jest jednoznaczne i nie stwierdza negatywnego wpływu turbin na człowieka. Z drugiej strony mamy wewnętrznie sprzeczne opinie urzędu z państwa, w którym turbiny wiatrowe ciągle są nowym elementem w krajobrazie, i który na dodatek sam przyznaje, że „nie posiada kompetencji” w tym zakresie.

      = = = = =

      PS. 

      a na koniec ciekawostka:

      Zanieczyszczenie powietrza w Polsce na tle Europy. Jeszcze ktoś wierzy, że Polska powinna stawiać na węgiel jako paliwo przyszłości?

      http://www.krakowskialarmsmogowy.pl/zrodla_zanieczyszczenia - źródła zanieczyszczenia powietrza w Krakowie.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Departament Zdrowia Publicznego a wiatraki - analiza opinii”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 października 2013 14:11
  • piątek, 11 października 2013
    • Wiatraki - ile metrów od domów w UE i USA?

      Wielka kampania przeciwników energii wiatrowej w Polsce trwa. Zmierza do całkowitej blokady tej energii w naszym kraju, pod przykrywką troski o zdrowie. Dlaczego o zdrowie nie chodzi? Najlepszym dowodem jest to, że ruch z tym związany (pod egidą PIS, Radio Maryja itp.) jest także przeciwny energii jądrowej (atom), łupkom (gaz) oraz wiatrowi. Zbieg okoliczności? A może zwykła gra polityczna, promująca docelowo tylko geotermię? Dodatkowo można zebrać poparcie polityczne na strachu ludzi, których się samemu straszy. To nie przypadek, że najwięcej protestów jest tam, gdzie wiatraków nie ma. Tam najłatwiej straszyć, łącznie z takimi efektami końcowymi jak hemoroidy czy AIDS!

      A teraz do rzeczy. Główną bronią w eliminowaniu energii z wiatru w Polsce ma być ustawa i ruch, który wspomina o 3 km buforze odległości od zabudowań od każdego wiatraka. Oznacza to okrąg o średnicy 6 km od każdej siłowni. W skrócie - TOTALNY ABSURD. Bo nawet gdyby takie miejsce się znalazło (a nie znajdzie się żadne!), to od razu pojawią się głosy, że postawienie tam wiatraka blokuje zabudowę na przestrzeni 6 km! 

      Dlatego jeśli usłyszycie: "wiatraki tak, ale 3 km od zabudowań" - to już Państwo wiecie, że chodzi o całkowitą likwidację, pod pozorem, że niby się na coś pozwala. Nie ma w Polsce pola, które by miało 6 km bez żadnego domu, po prostu nie ma ..... chyba, że w lasach, ale tam też w Polsce nie wolno lokalizować (na zachodzie można!).

      Robi się co prawda opracowania, niby naukowe (PAN), które mają pokazywać, że w Polsce znajdzie się miejsce pod wiatraki. Takim opracowaniem miała być ekspertyza:

      „Energetyka wiatrowa w kontekście ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w województwie kujawsko-pomorskim”

      http://www.kujawsko-pomorskie.pl/planowanie/index.php/20120627287/Badania-i-analizy/Ekspertyza-wiatrowa-Polskiej-Akademii-Nauk.html

      Opracowanie z tego co mi wiadomo, na potrzeby marszałka województwa Piotra Całbeckiego, znanego przeciwnika wiatraków (nie kryje się nawet z tym na ulotkach antywiatrakowych, podpisując się własnym nazwiskiem). 

      Opracowanie te miało tak na prawdę wykluczyć siłownie wiatrowe z województwa, sugerując przy tym, że jednak są miejsca pod wiatraki. Dowód? Proszę zobaczyć analizę możliwości terenowych pod lokalizację siłowni wiatrowych opisanych w module E2, typ C2. Sugeruje on, że są to najlepsze miejsca w całym województwie pod wiatraki, gdzie jest szansa na parki wiatrowe i to 1 km od zabudowań! 

      Ok, sprawdzamy .....

      Wybieramy dwa bardzo duże obszary, prawie największe ze wskazanych. Według Marszałka i naukowców z PANu, można spodziewać się w tych miejscach masę obszarów dogodnych dla wiatraków, ba, parków wiatrowych. No praktycznie nic tam nie przeszkadza wg ich analiz.

      Nanosimy więc  strefę 500 m od zabudowań. Dlaczego 500 m a nie 1 km? Bo od razu uprzedzam, że przy 1 km od zabudowań, nie da się postawić ŻADNEGO WIATRAKA. A ile da się postawić wiatraków przy strefach 500 m od zabudowań?

      Duża grafika pod adresem:

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/ilosc_miejsca_pod_ew_kuj_pom.jpg

      Na obszarze nr 1 - nie postawimy żadnego wiatraka, na obszarze nr 2 - postawimy 1 wiatrak. I to pod warunkiem, że zgodzi się rolnik a w pobliżu będzie punkt odbioru wyprodukowanej energii, czyli GPZ. 

      I tak proszę Państwa, z dwóch prawie największych obszarów dogodnych dla lokalizacji parków wiatrowych wg tego opracowania, da się postawić tylko 1 wiatrak. A ten teren był niby analizowany względem odległości od zabudowy! Niby to rejon, gdzie jest 1 km od zabudowań - jak widać, to bzdura. Teraz już każdy widzi, że wprowadzenie 3 km, to czysty absurd i absolutny koniec wiatraków w Polsce. Co więcej, już strefa buforowa 1 km to koniec energetyki wiatrowej w Polsce.

      No dobrze, wiemy jak jest w Polsce, a jak jest na zachodzie? Czy faktycznie są tam wiatraki lokalizowane po 2-3 km od zabudowań? Zacznijmy od USA, gdzie niby wiatraki stoją na pustyni i nikomu nie przeszkadzają.

      Duże foto: http://wiatrowa.blox.pl/resource/usa_212m.jpg

      Duża fota: http://wiatrowa.blox.pl/resource/usa_237m.jpg

      To jest ta farma amerykańska w Wisconsin, gdzie zrobiono słynne filmy z migotaniem cienia i dokuczliwym hałasem. Tyle, że nikt z przeciwników wiatraków nie wspomina, że te domy są po 200-250 m od dużych 1,5-2 MW turbin!

      USA - wiatraki o mocy każdy po 1,5-2 MW w odległości 200-250 m od domów!

      To jest absolutnie niedopuszczalne w Polsce, zwłaszcza w ostatnich latach. Takich farm wiatrowych w USA, gdzie duże wiatraki 2 stoją po 200-300 m od domów jest cała masa, właściwie większość parków wiatrowych w USA, stoi na farmach rolników. Tylko kilka procent wiatraków stoi na skraju pustyń. Reszta wiatraków jest nawet bliżej domów niż w Polsce. Nawet nowe parki wiatrowe stawia się tam bliżej niż 500 m od budynków. Nie ma więc tam takiego prawa, które nakazywało by stawiać wiatraki po 3 km od domów czy na pustyniach.

      Jak jest w Europie?

      Przeciwnicy wiatraków w Polsce, łącznie z zapraszanymi przez nich posłami, wykładowcami itp. gości z "tytułami" powtarzają zawsze, że w Unii Europejskiej (a szczególnie w Niemczech) wiatraki stawia się po 2-3 km od zabudowań. Tak się składa, że trafiło do mnie pewne pismo, gdzie któryś z włodarzy gminy sprawdził to u źródła, czyli w odpowiedniej instytucji UE:

      Duża fota: http://wiatrowa.blox.pl/resource/pismo_ue_wiatraki_odleglosci.jpg

      W skrócie: 

      - w całej UE nie ma mowy o wspólnym prawie, które nakazywało by jakąś minimalną odległość zabudowań! 

      - nie ma też takich regulacji w wielu krajach w tym w  Niemczech.

      - wiatr jest najbardziej opłacalną energię odnawialną.

      - nie ma dowodów, na spadek cen nieruchomości przy wiatrakach.

      - dobrze zlokalizowane wiatraki nie mają wpływu na zdrowie.

      Dodatkowo, przepisy w innych krajach sprawdzili także nasi naukowcy z PANu i konkluzja jest taka:

      -----

      Ktoś może powiedzieć, że kiedyś stawiano wiatraki blisko, a teraz na zachodzie stawia się już po 2-3 km od domów. To zobaczmy najnowsze zdjęcia i siłownie które mają po 2 do 6 MW każda! A więc giganty na 200 m wysokie. 

      Niemcy - 370 m do nowej wielkiej turbiny wiatrowej (na zdjęciu jeszcze w budowie).

       

      Belgia: http://wiatrowa.blox.pl/resource/belgia_6mw_655m.jpg - 650 m od siłowni 6 MW każda turbina!

      O odległościach pisałem też we wpisie: http://wiatrowa.blox.pl/tagi_b/17197/odleglosci.html

      

      Jakie więc powinno być prawo (normy) w Polsce, by nie zdarzały się przypadki lokalizacji wiatraków już nawet 150-200 m od zabudowań mieszkalnych, ale jednocześnie nie zablokować całkowicie rozwoju tej energii? Sprawa jest stosunkowo prosta.

      Dodałbym 2 elementy do dzisiejszego prawa. Jedną całkowicie nową, a drugi element by precyzował obecne prawo i czynił je prostszym. Jako minimalną odległość elektrowni wiatrowych od zabudowań określiłbym największą odległość z trzech wyliczeń.

      1) wysokość maksymalna siłowni z rotorem x 3 = pierwszy warunek;

      2) spełnienie maksymalnego poziomu hałasu w nocy na poziomie 41 dB bez względu na rodzaj zabudowy mieszkalnej, licząc hałas na parametrze G=1 (tłumienie gruntu dla terenów porowatych, porośniętych).

      3) spełnienie maksymalnego poziomu hałasu hałasu w nocy na poziomie 45 dB bez względu na rodzaj zabudowy mieszkalnej, licząc hałas na parametrze G=0 (tłumienie gruntu dla terenów twardych - warunki zimowe).

      Obecnie wystarczy spełnić normy dla nocy na poziomie 45 dB dla zabudowy typowej na wsi. Gdyby liczyć dla wszelkiej zabudowy mieszkalnej, bez analizowania każdego domu w okolicy (czysty absurd) do poziomu 41 dB, ale przy G=1 - to oddaliło by to siłownie od domów. 

      Dla warunków zimowych norma by była liczona dla poziomu 45 dB, ale przy G=0 (przy G=0 zasięg hałasu jest większy). Dlaczego zimą norma na 45 dB? Ponieważ dźwięk wiatraków praktycznie nigdy nie jest słyszalny w domu, przy zamkniętym oknie. Wynika to z faktu, że okna i ściany potrafią wytłumić hałas o 30 dB! A jako, że w zimie praktycznie wszyscy śpią przy zamkniętych oknach, więc norma może być nieco wyższa. Czyli zimą 45 dB ale przy G=0, zaś pozostała część roku to 41 dB ale liczone na G=1.

      Choć pomysł liczenia hałasu na G=0 uważam za absurdalny, z wielu powodów (o czym pisałem w poprzednich wpisach). Jednym z nich jest to, że nikt na świecie nie stosuje tego dla terenów lądowych. Grunt rolny nawet zimą, nie jest idealnie płaski i twardy! Ale w ramach kompromisu wartość 45 dB można by liczyć na G=0. Ale tylko pod tym warunkiem.

      Jak by to wyglądało w praktyce? Zobaczmy przykładowe wyliczenia dla trzech rodzajów siłowni wiatrowych. Odległości przy danym hałasie uśrednione, realnie mogą się nieco różnić.

      Jak widać na powyższej grafice, dla turbin 2-3 MW (o wysokościach turbin w okolicy 150-170 m) minimalne odległości od zabudowań to od 450-510 m przy pojedynczych lokalizacjach, zaś przy wielu turbinach wzrasta do 600-700 m.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wiatraki - ile metrów od domów w UE i USA?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      piątek, 11 października 2013 03:10

Kalendarz

Kwiecień 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa