Wpisy

  • środa, 14 stycznia 2015
    • Polski węgiel - dopłacać czy nie?

      Wiele osób powtarza, że powinniśmy stawiać tylko na węgiel - bo jest "nasz", bo energetyka odnawialna (OZE) jest wg nich droższa i wymaga dotowania. Rzecz jasna, to jedno z wielu kłamstw, ponieważ KAŻDA forma energetyki na świecie jest w ten czy w inny sposób wspierana. Nawet atom, który jest wspierany przez np: Francję u siebie, by zarabiać na innych państwach. Na samą akcję promocji energetyki jądrowej w Polsce mamy wydać 100 mln zł, zaś koszty budowy "atomówek" to .... 100 mld zł! (z tego większość popłynie do producenta - Francji??)

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/atom_vs_wind.png

       

      Należy jednak pamiętać, że wiatr też jest nasz, wieje nad naszymi głowami i jest "Polskim Wiatrem". Coraz więcej elementów turbin wiatrowych jest produkowanych w Polsce, także tych na eksport.

      Po drugie, energetyka konwencjonalna (węgiel, ropa, gaz itd.) też jest dotowana na różne sposoby. Pisaliśmy już nie raz, gdzie różne opracowania wykazywały, że energia konwencjonalna dostała łącznie 4-5 razy więcej wsparcia finansowego, niż cała branża OZE razem wzięta! Kilka linków:

      Podobnie jest zresztą w Polsce. Zawsze gdy branża węglowa wymaga wsparcia, kończy się dosypaniem publicznych pieniędzy. Zazwyczaj w formach, które ciężko policzyć jak np: wcześniejsze emerytury, dopłaty do eksportu czy wysokie odprawy i wiele inny form wsparcia. Nie da się tego prosto doliczyć do ceny węgla czy energii, dlatego węgiel może wydawać się tani, no właśnie "wydaje się".

      "70 miliardów złotych to łączna kwota wsparcia (w postaci dotacji, subwencji i umorzeń podatków lub składek na ZUS), którą dla krajowego węgla przeznaczyły ministerstwa, urzędy centralne i władze lokalne w latach 1990-2012."

      Tymczasem tylko w ostatnich 3 latach branża węglowa przyniosła około 2 mld strat. Czy to dużo czy mało? Dla porównania, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbiera zazwyczaj ok 35 mln zł, w 23 lata działalności zebrała około 0,6 mld zł. Czyli branża węglowa zrobiła tyle strat w 3 lata, ile WOŚP zebrałaby w 80 lat. Przyznam to trochę populistyczne podejście do tematu, ale obrazowe przy dużych liczbach.

      Co więc z polskim węglem? 

      Po pierwsze to nie jest tak, że albo węgiel albo OZE. Co więcej może zdarzyć się tak, że im więcej wytworzymy energii odnawialnej, tym więcej będziemy mogli wydobyć węgla. Ponieważ jeżeli 15% energii ma przypadać na OZE, to jeżeli OZE wyprodukuje np: 24 TWh - to pozostałe 85% stanowi 136 TWh (razem 160 TWh). Więc jeżeli produkcja OZE wzrośnie do np: 30 TWh, wtedy na inne źródła (np: węgiel) może przypaść 170 TWh (razem 200 TWh). Ale nawet jeśli nikt nie oczekuje wzrostu wydobycia węgla, to nie jest tak, że im więcej OZE, tym mniej węgla. Wydobycie węgla może być na stałym poziomie, wystarczy że zwiększy się produkcja OZE, a udział procentowy OZE będzie rósł.

      Po drugie, wg mnie Polska powinna wydobywać tyle węgla ile sama aktualnie potrzebuje, bez nastawiania się zbytnio na eksport. Niestety nasz węgiel jest stosunkowo drogi (a i tak taniej niż w kopalniach odkrywkowych nie będziemy nigdy wydobywać!!!), więc gdy spada cena węgla na świecie okazuje się, że musimy na siłę utrzymywać sztuczne zatrudnienie. Juz od kilku lat Polska wydobywa zbliżoną ilość węgla, jaką sama zużywa. Co to oznacza? Że właściwie więcej węgla nam nie potrzeba, ewentualnie "ciut więcej" jeżeli zablokujemy w 100% import - tylko czy to nie odbije się na innych sankcjach? Np: my blokadę węgla, zaś inni wprowadzają nam blokadę na nasza żywność ....

      Po trzecie, zrobić wszystko, by nasz węgiel był konkurencyjny z tanim węglem na świecie. Jak tego nie zrobimy, to będziemy cały czas dosypywać kasy lub likwidować kolejne kopalnie (być może niepotrzebnie). A jest co poprawiać. Jeżeli czytam, że w innych kopalniach na świecie wydobycie na pracownika w kopalniach takich jak w Polsce, wydobywa się ponad 2000 ton, zaś u nas ledwo 300 ton, to jak tutaj mówić o konkurencji? Co to oznacza? Jeżeli ma wzrosnąć efektywność wydobycia na pracownika, a jednocześnie dużo więcej węgla wydobywać nie możemy, to oznacza tylko jedno - redukcję zatrudnienia (choć niekoniecznie likwidację kolejnych kopalni). 

      Niestety winę za to ponoszą też sami związkowcy węgla kamiennego. Brak zmian w kopalniach to po części ich wina (zbyt wysokie zatrudnienie itp.). Gdy węgiel był drogi, wtedy nie stanowiło to problemu. Ale gdy węgiel staniał, to każdy problem widać jak na dłoni.

       

      Kilka najciekawszych artykułów na temat węgla i energetyki odnośnie obecnego stanu tych branż:

      1) http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1139104.html - wydobycie węgla na pracownika:

      "Wydobycie węgla netto przypadające na jednego pracownika wynosi tam 459 ton. W przypadku Kompanii Węglowej wydajność w najlepszej kopalni to 232,6 tony na pracownika, natomiast w najsłabszej – 120,7 ton. W efekcie tylko trzy spośród czternastu kompanijnych kopalń są dziś rentowne."

       

      2) http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C4%99giel_kamienny - Wiki, info ogólne:

      "Wydobywają głównie węgiel w USA i Australii. Jej zaletą jest bardzo niski koszt wydobycia: 5-6 euro za tonę (kopalnie głębinowe nawet 170 euro za tonę)"

       

      3) http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/715999,absurd-w-kompanii-weglowej-sprzedaje-wegiel-ponizej-kosztow-wydobycia.html - Absurd w Kompanii Węglowej: Sprzedaje węgiel poniżej kosztów wydobycia.

       

      4) http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/706193,1137953-JSW-szoruje-po-dnie--ale-i-tak-musi-podniesc-pensje.html - Górnicy odporni na logikę.

      "Załodze JSW podwyżka należy się bez względu na to, czy firma osiąga zyski, czy przynosi straty."


      5) http://gornictwo.wnp.pl/silesia-ma-efektywnosc-pracownikow-wieksza-60-proc-niz-kw,212011_1_0_0.html - Silesia ma efektywność pracowników większą o 60 proc. niż KW.

      "Plany na rok 2014 mamy ambitne. Zamierzamy osiągnąć wydobycie węgla na poziomie 2,2 mln ton przy zatrudnieniu 1620 osób. Daje to ok. 1200 ton węgla na pracownika rocznie. Kompania Węglowa planuje tegoroczne wydobycie na poziomie 38 mln ton przy 55 tys. zatrudnionych, co daje ok. 700 ton na pracownika, czyli prawie 60 proc. tego co my planujemy na rok 2014 – wylicza Michal Heřman."

       

      6) http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16699977,Bitwa_gornikow_na_granicy_i_na_skladach__Ile_kosztuje.html

      "Bitwa górników na granicy i na składach. Ile kosztuje rosyjski węgiel."

       

      7) http://jagiellonski24.pl/2014/11/03/szpak-wegiel-i-kamieni-kupa/

      "Większość kopalni jest czynnych tylko przez 5 dni w tygodniu, a ze względu na długie dojścia (dojazd do pola i przodka/ściany) efektywna praca podczas szychty może trwać nawet jedynie 3 godz."

       

      8) Zmiany ceny węgla i ropy: http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2376/swiat-na-rozdrozu-wykresy-rodzial-8-kryzys

       

      9) http://www.biztok.pl/gospodarka/jeszcze-jeden-koszt-ratowania-kopalni-drozszy-prad_a19738 - Jeszcze jeden koszt ratowania kopalń - droższy prąd.

      "Prąd może być droższy, gdy połączy się kopalnie z firmami energetycznymi - uważają eksperci. Zaangażowanie PGE oznacza "prawie na pewno" wzrost cen energii, bo spółka musi skądś wziąć pieniądze na kupno górniczych aktywów, a kwoty rzędu kilku mld zł to za dużo nawet dla tak dużej firmy, która w dodatku musi prowadzić własne inwestycje. Chyba, że rząd zrezygnuje z dywidendy od PGE, w której ma ponad 60 proc. - mówi dla PAP Maciej Bukowski z think-tanku WISE."

       

      10) Współspalanie - czyli jak Polska znowu obchodzi prawo: 

      wyborcza.biz/biznes/1,136427,17140423,Spor_o_definicje_za_500_mln_zl__Kto_straci_na_wspolspalaniu_.html

      11) http://www.bankier.pl/wiadomosc/Co-jest-grane-z-polskim-weglem-7218486.html - Co jest grane z polskim węglem?

      "Trzy plagi polskiego górnictwa. I tu dochodzimy do sedna problemu, jakim jest triada państwowej własności, silnej pozycji związków zawodowych i przywilejów górniczych rodem z głębokiego PRL-u.  Ten fakt w połączeniu z bardzo silnymi związkami zawodowymi skutkuje niemożnością przeprowadzenia restrukturyzacji (zamknięcie nierentownych kopalń, zwiększenie wydajności pracy, ograniczenie zatrudnienia) oraz wywiera presję na wzrost płac górników w oderwaniu od wyników finansowych.
      Do tego dochodzą kosztowne przywileje pracownicze, darowane jeszcze przez władców Polski Ludowej w kompletnie odmiennych warunkach gospodarczych."


      12) Miliardy na kopalnie. Płaciły wszystkie rządy: 

      http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/strajk-gornikow-pajace-nie-chca-po-100,249,2,1690105.html

      "70 miliardów złotych to łączna kwota wsparcia (w postaci dotacji, subwencji i umorzeń podatków lub składek na ZUS), którą dla krajowego węgla przeznaczyły ministerstwa, urzędy centralne i władze lokalne w latach 1990-2012."

      13) http://polski-wegiel.pl/rynek-wegla.html - Rynek węgla.

      "W roku 2012 polskie kopalnie wyprodukowały 78 141,4tys. ton węgla z czego 66 403,5 tys. stanowił węgiel wykorzystywany w celach energetycznych.Polska gospodarka i elektroenergetyka jeszcze przynajmniej do 2050 roku będzie uzależniona od węgla kamiennego a jego udział w zużyciu surowców energetycznych wynosi aktualnie ponad 55%, zaś w produkcji energii elektrycznej 57%. "

       

      14) Geo Raport: http://www.pgi.gov.pl/pl/dokumenty-in-edycja/doc_view/2030-w-kamienny-georap-pigpib.html


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      środa, 14 stycznia 2015 11:35
  • poniedziałek, 08 grudnia 2014
    • Kolejne badanie - MIT: wiatraki nie szkodzą zdrowiu

      Jedna z najbardziej znanych uczelni świata Massachusetts Institute of Technology (MIT) poinformowała o wynikach raportu na temat wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie mieszkających w ich pobliżu ludzi. 

      Wyniki badania “Wind Turbines and Health: A Critical Review of the Scientific Literature” opublikowano w "Journal of Environmental and Occupational Medicine".


      W badaniu MIT postawiono trzy pytania związane z oddziaływaniem elektrowni wiatrowych na zdrowie:

      1) czy są wystarczające dowody na to, czy turbiny wiatrowe wpływają negatywnie na ludzkie zdrowie, a jeśli tak, jakie są czynniki wpływające na negatywne oddziaływanie wiatraków i jak można je wyeliminować?
      2) czy mieszkanie w pobliżu elektrowni wiatrowych może powodować stres i zaburzenia snu? 
      3) czy są dowody na to, że praca turbin może być źródłem infradźwięków i czy mogą one wpływać negatywnie na zdrowie ludzi - niezależnie od innych występujących w otoczeniu czynników?


      W badaniu przeanalizowano ponad 160 lokalizacji farm wiatrowych. 
      Jak informują autorzy raportu, o ile dźwięki niskiej częstotliwości są emitowane przez pracujące elektrownie wiatrowe, poziomy tych dźwięków są z reguły poniżej poziomów słyszalności mieszkańców domostw znajdujących się w pobliżu farm wiatrowych. 

      MIT wnioskuje też, że w zbadanych przypadkach nie ma bezpośredniego związku pomiędzy pracą turbin a chorobami i zaburzeniami występującymi wśród osób mieszkających w ich pobliżu, w tym na notowane u nich rozdrażnienie (ang. annoyance). 

      Jak informuje CanWEA, wyniki badań MIT są zbieżne z innymi opracowaniami na ten temat, w tym z badaniem wykonanym przez kanadyjską rządową agencję Health Canada. 

      - Ten dokument to istotny wkład w literaturę naukową na temat związków pracy turbin wiatrowych i ludzkiego zdrowia, i jego wyniki są zbieżne z badaniem wykonanym przez CanWEA pięć lat wcześniej. Będziemy kontynuować monitoring badań naukowych w tym zakresie, jednak jest jasne, że pokazują one jednoznacznie, iż odpowiednio ulokowane turbiny wiatrowe nie szkodzą zdrowiu ludzi i że energetyka wiatrowa pozostaje jedną z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych środowisku form produkcji energii elektrycznej - wnioskuje CanWEA. 

       

      Przy tej okazji, warto też wspomnieć o innej publikacji (Acoustic Ecology - Acousticecology.org), która również udowadnia, że wpływ infradźwięków i dźwięków o niskiej częstotliwości od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden, ponieważ ich poziom jest porównywalny do naturalnego poziomu tła akustycznego.

      Doskonale obrazuje to poniższa grafika:

      Waga G (dBG) zakres 10-30 Hz, próg między słyszalny dźwięk o niskiej częstotliwości oraz infradźwięki i obejmuje 2 Hz-70Hz)

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infradzwieki_2013australia.png

      Raport z Australii, który ostatecznie pokazuje, że wpływ infradźwięków od elektrowni wiatrowych nie jest wyższy niż tło wiatru czy innych rodzajów naszej działalności.

      Jakie wnioski można z tego wysnuć? Po pierwsze poziom natężenia dźwięków jest związany głównie z prędkością samego wiatru. Po drugie, otrzymane wartości w badanym zakresie na pograniczu dźwięków słyszalnych i infradźwięków (a więc zakres podobno najbardziej uciążliwy) wykazały, że poziom jest praktycznie identyczny zarówno gdy pracują turbiny, jak i w okresie, gdy turbin nie było. Czyli np: przy wietrze 10 m/s podczas pracy turbin uzyskiwano zazwyczaj 55-70 dB(G), ale również w okresie, gdy turbin nie było, były identyczne wartości rzędu 55-70 dB(G).

      Gdyby już silić się na wykazanie jakiejś różnicy, to będzie to wartość na granicy błędu, czyli ok 1 dB. To pokazuje, że elektrownie wiatrowe są po prostu częścią składową tła akustycznego, mają niższy poziom niż infradźwięki samego wiatru a ewentualny wzrost to wynik co najwyżej nieznacznej kumulacji. Ich teoretyczna uciążliwość może być więc związana ze stosunkiem do nich, a nie realną uciążliwością niezależną od innych czynników. 

      To niestety pokazuje, że strasznie wiatrakami napędza niepotrzebny efekt uciążliwości, który wynika tylko z negatywnego nastawiania. Trochę to smutne, bo przypomina straszenie elektrycznością lub motoryzacją w XIX wieku.

      Źródło: http://aeinews.org/archives/2429

      Inne nasze wpisy związane z tematem:

      Więcej o badaniach MIT:

      infrasound, wind turbine, syndrom, windpark

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 grudnia 2014 12:43
  • wtorek, 18 listopada 2014
    • Kłamstwa Kopacz, czyli manipulacje Ziobry

      W zasadzie nie powinienem tego artykułu pisać, gdyż teoretycznie straszenie karami za CO2, powinno zmuszać do inwestowania w energię odnawialną. Ale niestety to zbyt łakomy kąsek, by nie pokazać jak działają politycy, zwłaszcza opozycji, którzy muszą być populistyczni (przynajmniej w Polsce tak się niestety uznaje).

      Pan Zbigniew Ziobro (SP/PIS) raczy promować nową stronę (klamstwakopacz.pl), która wedle jego słów ukazuje prawdziwe oblicze dokonań Pani Premier Ewy Kopacz (PO) podczas negocjacji w sprawie CO2. Promował te stronę nawet na antenie TVN24:

      Czego możemy się dowiedzieć na tej stronie? Jest tam cała masa manipulacji, wizja przedstawiona bardzo jednostronnie, ale nie do wszystkiego będę się odnosił. By pokazać cały mechanizm manipulacji, skupie się na głównym i ostatecznym zarzucie, czyli wniosku: prąd zdrożeje o ponad 70%. Czy to prawda?

      Jest to majstersztyk manipulacji, co widać po komentarzach na różnych portalach i serwisach, gdyż ponad 80% osób wierzy w te wyliczenia bez zająknięcia.

      Ale przejdźmy do rzeczy. Jak wygląda typowa manipulacja? 

      1) Po pierwsze musimy przedstawić kawałek prawdy i wyciągnąć wniosek z tego małego kawałka rzeczywistości. Czyli każda manipulacja musi mieć jakieś ziarenko prawdy.

      2) Po drugie, ten kawałek prawdy ma nam posłużyć, by oszukać w czymś większym.

      Czyli mały kawałek prawdy, ma nam posłużyć do przeforsowania dużego kłamstwa. Coś na zasadzie: skoro tam mówiłem prawdę, to tutaj też mówię. Niestety to tak nie działa. I choć PO to nie moja bajka, to czas na kilka słów prawy, prawdy od początku do końca.

      A więc zaczynamy, wnioski i wyliczenia Pana Ziobry i spółki:

      No ładnie, ładnie, Pan Ziobro sugeruje nam, że płacimy obecnie 160 zł/MWh. Mistrzostwo. Nie mówi kto, gdzie, jak. Ot, niedopowiedzenia, które mogą się przydać do manipulacji i wyciągania błędnych wniosków. Właśnie się Państwo dowiedzieli, że płacicie ok 26 zł miesięcznie za energię. Czy tak płacicie? 

      * zobacz średnie zużycie energii w gospodarstwie domowym

      Wmawia nam tym samym, że jeżeli jeden ze składników ceny energii wzrośnie o np: 70%, to cena całkowita (ostateczna) też wzrośnie o 70%. A niestety TAK NIE JEST!

      W ostatnim czasie ceny ropy i węgla spadły, a ceny gazu nawet bardzo o ponad 30%. Czy ceny za prąd spadły nam o ponad 30%? Spadły, ale ledwo o około 5%. A więc absolutnie nie jest tak, że jak jeden ze składników wzrasta o np: 30%, to cena końcowa też zmienia się o 30%. Na ostateczną cenę po której kupujemy energię (potocznie "prąd") składa się wiele czynników. Zobaczmy przykład:

      Odpowiedzmy więc sobie na najważniejsze pytanie, o ile mogą wzrosnąć wzrosnąć ceny, przeliczają prawidłowo, a nie w sposób zmanipulowany. Niestety posługując się "liczbami Ziobro" nie do końca da się to zrobić prawiłowo. Niestety Pan Ziobro nie podał nikomu, czy to ceny netto/brutto, wszystko jest w kwestii niedomówień. Dlatego VAT i wszelkie inne czynniki, które wpływają na ostateczną cenę na naszym rachunku za prąd, będą ujęte w pojęciu "inne koszty". Wszystko po to, by trzymać się już "liczb Ziobry", czyli owych 160 i 110 zł.

       

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/klamstwa_kopacz_ziobro.png

      Zachodzi więc pytanie, czy 70% to to samo co 18%? I czy wzrost o 18% za kilka lat to bardzo duży wzrost, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 10 lat końcowa cena energii wzrosła nam o ponad 100% (i to licząc już po obniżkach).

      Jakie inne koszty kształtują nasz ostateczny rachunek za prąd? Zobaczmy:

      http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,14888550,Jak_czytac_rachunek_za_prad.html

      - - - - -

      Czy więc ceny energii za 10 lat wzrosną? Prawdopodobnie tak, tyle że:

      - z powodu emisji CO2 mogą wzrosnąć, acz nie muszą. I nawet jeśli wzrosną, to nie o 70%;

      - ceny energii i tak rosną "od zawsze", choćby dlatego, że rośnie inflacja, dochód PKB itd. a w ślad za tym idą i zmiany cen;

      - ceny wzrosną, bo posiadamy wiele bardzo starych elektrociepłowni i bardzo starą sieć linii średniego i wysokiego napięcia. Czeka nas więc sporo inwestycji w najbliższych latach, szacuje się, że na samą wymianę linii WN potrzeba 55 mld zł!

      - do tego, szykują się tez być może odszkodowania za linie WN/NN.

       

      Poniżej zobaczmy jak zmieniały się końcowe ceny energii dla odbiorców indywidualnych, czyli średnia cena za kWh wliczając wszystkie koszty (czyli po prostu nasz rachunek za prąd):

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ceny_energii.png

      Poniżej nasza symulacja do 2025 r. - zakładająca średni coroczny wzrost cen energii o 4% (choćby z powodu inflacji i wzrostu PKB):

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ceny_energii_2025r.png

       Gdyby ceny wzrastały jak w tym przykładzie powyżej, większość z nas nie odczuła by tego wzrostu. Jeżeli nasze pensje będą rosły równo z inflacją (lub delikatnie szybciej), to będzie to dla nas bez zmian.

      I jeszcze taka ciekawostka, w 2013 r. koszty wsparcia całej branży energii odnawialnej stanowiły 9% kosztów energii, czyli tyle co nic. Dlaczego? Ponieważ źródła odnawialne dają ma właśnie około 9% energii, a jej udział w rachunku to te 9%.

      http://forsal.pl/galerie/728890,duze-zdjecie,1,to-nie-koniec-spadkow-cen-energii-prad-bedzie-jeszcze-tanszy.html

       

      Źródła i powiązane adresy:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Kłamstwa Kopacz, czyli manipulacje Ziobry”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 listopada 2014 13:08
  • piątek, 14 listopada 2014
  • środa, 12 listopada 2014
    • Posłanka Anna Zalewska (PIS) kontroluje głosowanie ws wiatraków

      Demokracja w pigułce, czyli rządy przestraszonej i zmanipulowanej grupy osób (nie zawsze będącej realną większością). Tak poczyna sobie pani poseł Anna Zalewska (PIS), kontrolując głosowanie, które następuje zazwyczaj po godzinnym monologu anty-wiatrowym.

      Tutaj słyszymy ją od 0:10 min:

      https://www.youtube.com/watch?v=M6bggSWUgTk

      Źródło: http://walbrzych24.home.pl/

       

      Tak wygląda prawdziwe lobby, które wywiera realny wpływ na politykę. Przypomnę może, że tzw. lobby wiatrowe NIE WYWALCZYŁO żadnej ustawy, żadnego rozporządzenia specjalnego tylko dla siebie. Nie ma czegoś takiego. Działa w ramach prawa, jakie obowiązuje całą branżę odnawialnych źródeł energii (OZE), bez żadnych specjalnych praw dla siebie!

      Tymczasem PIS podejmuje kroki, które już teraz praktycznie zablokowały rozwój energetyki wiatrowej (choćby przez podburzanie protestów, co kończy się anulowaniem inwestycji szykowanych przez wiele lat). W planach mając nawet rozbiórkę istniejących wiatraków. O ile w poprzednich latach rocznie przybywało około 25% nowych MW z wiatru, tak w obecnym roku przybyło ledwo 10%.

      Cała walka jest pod pretekstem ochrony ludzi, realnie jednak jest to lobbing za innymi źródłami energii (np: geotermia), w zasadzie prawie zawsze droższymi, ponieważ wiatr lądowy jest najtańszym źródłem OZE. Walka idzie bowiem o pozostałe MW jakie można przyłączyć do systemu energetycznego kraju. Jak zablokuje się wiatr, to będzie można przyłączyć inne źródło energii. I o to idzie cała gra. Dlatego też, środowisko Radio Maryja i TV Trwam walczy też między innymi z atomem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      środa, 12 listopada 2014 11:53
  • piątek, 24 października 2014
    • Energetyka wiatrowa najtańsza - raport

      W najnowszym raporcie, przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej firma doradcza Ecofys oszacowała, że najtańszym źródłem energii są lądowe farmy wiatrowe. Według firmy koszt wytworzenia energii elektrycznej w tego typu źródłach kształtuje się na poziomie 105 euro/MWh.

       

      Więcej na:

      http://www.cire.pl/item,100817,1,0,0,0,0,0,ecofys-energetyka-wiatrowa-najtansza.html

      "Według wyliczeń Ecofys koszt produkcji energii z węgla waha się między 160 – 230 euro/MWh, w przypadku fotowoltaiki wynosi 217 euro/MWh, w źródłach gazowych to ok. 129 – 164 euro/MWh, a w elektrowniach jądrowych – ok. 133 euro/MWh. 


      Twórcy raportu podjęli się również próby oszacowania zakresu interwencji publicznej na rynkach energii w 28 Państwach Członkowskich UE. W 2012 roku, łączna wartość interwencji publicznych w sektorze energii (z wyłączeniem transportu) w UE-28 wyniosła 122 mld € (przedział 120-140 mld euro). Na tą wartość składa się wysokość publicznej interwencji w roku 2012 (113 mld euro) oraz oszacowana wartość historycznego bezpośredniego wsparcia (9 mld euro).


      Najczęściej interwencje przyjmowały formę taryf gwarantowanych (26 mld euro), dotacji inwestycyjnych (13 mld euro) i zwolnień podatkowych (12 mld euro). Ok. 40 mld euro zostało zapłacone przez konsumentów w rachunkach za energię. Wsparcie całego sektora energetycznego w Polsce wyniosło 970 mln euro (niecały 1% całkowitego wsparcia w skali całej UE). Wartość uprawnień do emisji w systemie EU ETS w roku 2012 wyniosła 14 mld euro. Spośród wszystkich odnawialnych źródeł energii największe wsparcie otrzymała energetyka słoneczna – 14 730 mln euro, biomasa – 8 340 mln euro, energetyka wodna – 5 180 mln euro. Porównując energetykę wiatrową do węglowej – technologie te otrzymały wsparcie na takim samym poziomie wynoszącym 10 120 mln euro.


      Jak informuje Komisja Europejska powołując się na wyniki raportu, koszty produkcji energii w nowych elektrowniach, bez uwzględnienia subsydiów, dla energetyki węglowej wynoszą obecnie ok. 75 EUR/MWh, a koszt produkcji energii z wiatru, w ujęciu LCOE (Levelised Cost of Electricty) wynosi 80 euro/MWh. Koszt produkcji energii w elektrowniach fotowoltaicznych dzięki zanotowanemu w ostatnich latach wyraźnemu spadkowi cen paneli fotowoltaicznych wynosi już ok. 100-115 EUR/MWh – w zależności od wielkości instalacji. Z kolei koszt produkcji energii w elektrowniach gazowych i jądrowych wynosi ok. 100 EUR/MWh."

      Inne nasze wpisy o kosztach energii:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      piątek, 24 października 2014 17:26
  • wtorek, 30 września 2014
    • NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1

      16 lipca 2014 ukazał się raport NIK o procesie powstawania farm wiatrowych. Specjalnie odczekałem kilka miesięcy by te sprawę opisać, by po raz kolejny pokazać jak działają nastawione na tanią sensację media i populistyczni politycy. A to, że będzie się tym raportem manipulować, byłem pewien i potwierdziło się. Ostatecznym impulsem do opisania tej sprawy był wczorajszy materiał w telewizji TTV (29.09.2014), gdzie przekroczono wszelkie normy zasad rzetelności dziennikarskiej nie wspominając o szopce z zakłóceniem konferencji i przedstawieniu się w roli ofiary (żenujące).

      TTV reklamuje swoją stację jako "TTV - Przekraczamy granice!" Tak, przekroczono granice kłamstwa, głupoty i manipulacji. Bym nie był gołosłowny, wszystko opiszę krok po kroku. 

      Materiał telewizyjny był o jednej z miejscowości, gdzie protestuje kilkanaście osób, którzy uważają, że zostało złamane prawo. TTV w zasadzie przyznało im rację, choć o tym, czy prawo zostało złamane, decydują sądy przy udziale odpowiednich instytucji. Sprawa w toku, ale ludzie i TTV wie swoje. Jednak nie będę się rozpisywał o tej konkretnej gminie, bo inwestorzy są różni. Jedni robią to idealnie i sprawnie, drudzy gubią się w gąszczu naszego prawa, a zwłaszcza w gąszczu zmian i interpretacji prawa. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 6-7 lat, nastąpiło kilka poważnych zmian prawa, za każdym razem na niekorzyść inwestorów wiatrowych. Stąd być może są te problemy, że inwestor uzyskał jakieś pozwolenia kilka lat temu, a ludzie oceniają dziś sprawę z punktu widzenia obecnych przepisów.

      Natomiast drugą kwestią poruszaną w materiale był raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli (NIK), którzy tyczył się procedur powstawania farm wiatrowych w Polsce. I tutaj niestety zaczyna się pokaz amatorstwa, manipulacji i kłamstw w wykonaniu mediów, ale także i populistycznych polityków i działaczy społecznych. Otóż w programie padło kilkukrotnie stwierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na polach wójtów i radnych. Tutaj niestety kłania się wtórny analfabetyzm osób, które powtarzają te słowa (lub celowe okłamywanie opinii publicznej), a reporterzy TTV są totalnie nieprzygotowani do tematu.

      - - - -

      Z dedykacją dla dziennikarzy TVN i TTV: Wtórny analfabetyzm - definicja:  "niemożności zrozumienia i wykorzystania drukowanych informacji oraz przedstawień graficznych, tj. ikon, wykresów, diagramów), czyli praktycznej niezdolności posługiwania się słowem pisanym: braku zrozumienia treści najprostszych instrukcji, braku umiejętności wypełnienia najprostszych formularzy."

      Wtórny analfabetyzm w Polsce potwierdzają zresztą liczne badania, m.i.:  "Trzy czwarte bezradnie rozkładało ręce przy pytaniu, czy dostrzegają związek między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi liczby wypadków). W rezultacie na najwyższych (piątym i czwartym) poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego. Zajęliśmy ostatnie miejsce w rankingu."

      http://media.wp.pl/kat,1022939,title,Kraj-wtornych-analfabetow,wid,8239483,wiadomosc.html?ticaid=11389b

      - - - -

      A przejdźmy do rzeczy, czyli analizy raportu NIK. To będzie chyba jedyna rzetelna i obiektywna analiza dostępna w sieci, ponieważ napisana na podstawie przeczytania ZE ZROZUMIENIEM tekstu raportu NIK.

      1) Głównym zarzutem, który cytuje się z raportu NIK, to twierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na gruntach radnych lub wójtów. Tymczasem opracowanie NIK podaje:

      - "W części gmin (ok. 30%) elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      - "Tymczasem, aż w 11 z 28 skontrolowanych gmin (39%) dochodziło do przypadków lokalizowania wiatraków na działkach należących m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-elektrowniach-wiatrowych.html

      Pomijając fakt, że w dokumencie pada raz 30% a innym razem 39%, to najważniejszy jest wniosek jaki z tego płynie. Otóż media i anty-wiatrowi działacze społeczni, przedstawiają to w następujący sposób: "ponad 1/3 wiatraków w Polsce jest na gruntach radnych i wójtów".

      Po pierwsze, wystarczył tylko 1 wiatrak z np: 15 wiatraków w gminie, który stałby na gruncie radnego, by cała gmina była dodana do gmin negatywnie ocenianych! To absolutnie nie oznacza, że 30% wiatraków stoi na gruntach radnych. Upraszczając i uśredniając, by pokazać te manipulację, mamy tak:

      - 28 zgłoszonych tendencyjnie gmin;

      - zakładamy, że w każdej gminie jest średnio 10 wiatraków (farmy wiatrowe mają zazwyczaj 5-20 siłowni wiatrowych) - czyli mamy razem 280 siłowni wiatrowych;

      - w 11 gminach odkryto choćby jeden przypadek lokalizacji na gruntach radnych, wójta lub pracowników urzędu. Załóżmy średnio 2 przypadki na gminę (tym bardziej, że wójt jest 1 na gminę, zaś 1 radny przypada przeważnie na 1-2 wsie), czyli razem 22 siłownie wiatrowe na tych gruntach.

      Podsumowując powyższy uproszczony przykład, razem mamy 22 wiatraki na 280 wszystkich, które stoją na gruntach, na których inni sobie nie życzą. Bo tak na prawdę, nie ma mowy o bezpośrednim złamaniu prawa. Czyli zaledwie 8% wszystkich wiatraków w najbardziej podejrzanych gminach, stało na gruntach osób, na których inni by sobie tego nie życzyli. Tymczasem mówi się o ponad 1/3 wiatraków, tylko dlatego, że wiele osób nie rozumie prostego przekazu.

      Po drugie, prawda jest taka, że te 28 gmin wybranych do kontroli, zostało dobranych na podstawie zgłoszenia (donosu) przez mieszkańców lub organizacje anty-wiatrowe, jako gminy gdzie podejrzewają, że zachodzi podejrzenie przestępstwa lub złamania prawa. Czyli z około 500 gmin (na prawie 2500 gmin w Polsce), gdzie toczą się jakieś procesy inwestycji wiatrowych, wybrano 28 najbardziej podejrzanych przypadków. Czy na tej podstawie, można interpolować te wyniki i wnioski na całą Polskę? Absolutnie NIE! To tak, jakby wybrać do analizy najbogatsze miasta w Polsce i próbować napisać raport o bogactwie lub biedzie w Polsce. Z góry jest to przekłamane i manipulacja! To nie jest sytuacja analogiczna, jak badanie losowe lub naukowo dobrana próba reprezentacyjna, wskazująca wyniki poparcia dla partii. Wtedy można to próbować przekładać na cały kraj.

      Natomiast sugerowanie, że po wyniku kontroli 28 najbardziej podejrzanych gmin, można to przełożyć na cały kraj i całą branżę, jest po prostu obrazą inteligencji Polaków. To tak, jakby zrobić sondaż wyborczy na wiecu wyborczym Ruchu Palikota, gdzie okaże się, że 40% Polaków popiera Palikota. Czy to jest mądre podejście do interpretacji wyników?

      Tak więc te 11 gmin (z tendencyjnie dobranych 28 gmin) zdecydowało, że cała branża wiatrowa jest dziś negatywnie postrzegana przez nieudolne czytanie raportu NIK. Czyli 11 gmin (poniżej 0,5% gmin), na prawie 2500 gmin w Polsce zdecydowało o wszystkim. Jak to nie jest manipulacja, to co nią jest?

      Dlaczego w ogóle trafiają się czasem lokalizacje siłowni na działkach np: radnych?

      * Po pierwsze wynika to z faktu, że ciężko w ogólne wyszukać takie miejsca oddalone o ponad 400-500 m od zabudowań. Praktycznie każdy rozsądny inwestor szuka jak najbardziej oddalonych miejsc od zabudowań, co oznacza zazwyczaj w praktyce, że są to działki po prostu duże. Najlepiej jeśli działka ma szerokość ponad 100 m w przypadku dużej siłowni, zaś długość ponad 700 m (co obrazuje grafika poniżej). W realiach gminnych, największe działki, które dają możliwość lokalizowania siłowni najdalej od zabudowań, posiadają często osoby "obrotne i zaradne" (np: skupujące inne działki), czyli w praktyce właśnie radni. Bo zazwyczaj takie osoby decydują się na start w wyborach i są wybierani. Jeśli inwestor więc chce lokalizować w danej gminie siłownie jak najdalej od zabudowań, może trafić na działki takich osób. Jeżeli miałby ich unikać, pewnie musiałby lokalizować bliżej zabudowań.

      * Po drugie, proces inwestycji trwa w gminie kilka lat, czasem jest to 5-6 lat. Tymczasem radnym się bywa, kadencja trwa 4 lata. Część osób mogła mieć umowy podpisane, zanim została radnymi.

      * Po trzecie, o ostatecznej lokalizacji, jej poprawności względem wielu stref i ograniczeń (np: hałasu, odległości od lasów, infrastruktury, dróg itp.) decydują konkretne czynniki lokalizacyjne, kontrolowane także przez inne instytucje na etapie uzgadniania i opiniowania planu. 

      * Po czwarte, często inwestor jest wręcz zmuszony zlokalizować na konkretnej działce, gdyż tylko ta wchodzi w grę, co doskonale obrazuje poniższa grafika:

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatraki_nik_raport.png

      Warto też wspomnieć, że czasem i tak nie da się rady minąć osoby funkcyjnej w gminie, choćby dlatego, że trasa kablowa od siłowni do GPZ (punkt odbioru energii), która ma często nawet ponad 5 km długości, biegnie przez dziesiątki działek, jedna po drugiej. Omijanie jednej z działek, tylko dlatego, że się to komuś nie podoba, oznacza że pozostałe np: 30 osób traci z tego korzyści.

       

      2) Kolejną podnoszoną kwestią jest polityka przestrzenna gminy, czyli procedura uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (w skrócie "plan" lub MPZP). 

      "W zdecydowanej większości skontrolowanych gmin (ok. 80%), zgoda organów gmin na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny w wysokości co najmniej ekwiwalentnej do kosztów zmiany założeń zagospodarowania przestrzennego. Przepisy prawa stanowią, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Finansowanie w ten sposób zadań własnych gminy mogło być źródłem wystąpienia konfliktu interesów między preferencjami inwestorów a obiektywnymi – z punktu widzenia gminy i lokalnych społeczności – rozwiązaniami planistycznymi. Tak ukształtowane relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowiły zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny."

      To bardzo ciekawy problem, ponieważ dokładnie KAŻDA prywatna inwestycja w Polsce, która chce dokonać zmiany lub uchwalenia nowego MPZP, może być o to oskarżona! Nie potrzeba nawet wykładać pieniędzy oficjalnie w ramach jakiś porozumień, może to być pod stołem! Dlaczego? Ponieważ zdecydowana większość gmin (właśnie te 80%) nie ma pieniędzy na wykonanie MPZP. Generalnie każda prośba inwestora lub osoby prywatnej o MPZP, to zawsze twardy orzech dla zgryzienia dla władz gmin. Gminy nie mają wolnej kwoty na wykonanie planu, a inwestor lub osoba prywatna, koniecznie chce plan bo może to przynieść obopólne korzyści. Należy podkreślić, że wiele MPZP są robione na bardzo małe obszary, często wręcz na pojedyncze działki rzędu 1-2 ha, mimo że ideałem jest pokrycie całej gminy w MPZP. Wniosek który płynie z raportu NIK, można tak na prawdę przełożyć na wszystkie MPZP w kraju, dotyczące każdej inwestycji w Polsce. Jeżeli Pan Jak Kowalski chce zmianę planu pod działkę jednorodzinną (teren o symbolu MN), to jeżeli gmina zrobi mu plan, też można oskarżyć gminę o działanie korupcjogenne. Ponieważ "może im dał pod stołem" by się tym planem zajęli. Ba , powiem więcej! Jeżeli gmina zrobi mu MPZP ze swoich środków, można wtedy tym bardziej oskarżyć o mechanizmy korupcyjne, ponieważ gmina robi coś komuś za darmo, że środków gminy. Tak czy inaczej, zawsze można oskarżyć o mechanizmy korupcyjne. Cokolwiek gmina nie zrobi, zawsze będzie źle. I tyle jest wart w tej kwestii raport NIKu, czyli czepialstwo na siłę.

      Gminy jeśli już robią plany miejscowe (MPZP), to zazwyczaj na małe obszary, bo na więcej ich nie stać po prostu. Często robi się więc MPZP na obszar 5 ha, za np: 30 tys. zł, co daje w przeliczeniu 600 tys. zł za 1 km2. Tymczasem gdyby władza zrobiła plan na cały obszar gminy, czyli np: 1500 ha (150 km2), to koszty planu mogłyby wynieść np: 180 tys. zł, czyli 1,2 tys. zł za 1 km2. Czyli robiąc małe plany, gmina może przepłacać 500-krotnie za km2. Nic więc dziwnego, że gminy oczekują pomocy, bo inaczej to zwykła darowizna na rzecz obcego podmiotu.

      Dlatego powszechną praktyką w całej Polsce jest to, że jak tylko pojawia się stosunkowo duży inwestor, to czegoś się od niego oczekuje, z myślą o dobru gminy. Od galerii handlowych czy marketów gminy i miasta wymagają, by przebudowali kilka dróg w najbliższej okolicy. Pierwszy lepszy przykład, zmiana MPZP pod budowę galerii handlowej, gdzie inwestor zobowiązuje się wykonać drogę:

      "Inwestor zobowiązał się do budowy drogi po tym, jak ruszą prace budowlane nowego centrum handlowego."

      http://www.ino-online.pl/n.php?wiadomosc=12885&nr=1

      Dokładnie tego samego często wymagają gminy od inwestorów wiatrowych. Wielu inwestorów ma więc stawiany wybór, dajecie na początek np.: 100 tys. darowizny, a my sobie przeznaczymy to potem albo na drogę lub procedurę planistyczną (gdzie trafią, to i tak bez znaczenia, bo to kwestia przesunięcia środków). Gminę stać więc na procedurę planistyczną, a potem uzyskuje coroczne wpływy z podatków od elektrowni wiatrowych, często rzędu 500 tys. i więcej. Z korzyścią dla wszystkich. NIK widzi tutaj problem. Pytam więc, dlaczego NIK nie widzi problemu dokładnie takiego samego, w przypadku lokalizacji marketów, zakładów czy nawet zmian na tereny mieszkalne dla prywatnych osób? To wszystko wymaga od gminy nakładu pieniędzy, więc każde przystąpienie do procedury MPZP, nosi znamiona pomocy dla jakiegokolwiek inwestora ..... a więc może nosić znamiona teoretycznej korupcji. Takie nasze prawo, takie nasze państwo. Ale kozioł ofiarny jest jeden, mimo że przez ponad 20 lat nikomu to nie przeszkadzało.

      Raport NIK porusza też inne kwestie, które opiszę w kolejnych wpisach, dla zachowania przejrzystości.

       

      PS. uzupełnienie z 13-10-2014

      Okazuje się, że nawet Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli nie zna raportu podległej mu służbie! Jeżeli wierzyć dziennikarzom, powiedział:

      "Jeśli się okazuje, że 1/3 wiatraków w Polsce stoi na działce wójta, burmistrza, radnego, który głosował zmianę planu zagospodarowania przestrzennego umożliwiającego tę inwestycję czy pracownika urzędu gminy, który obsługuje inwestora, to uważam, że jest to sytuacja patologiczna." 

      Źródło: http://odnawialnezrodlaenergii.pl/energia-wiatrowa-aktualnosci/item/1237-1-3-wiatrakow-w-polsce-stoi-na-dzialce-wojta-burmistrza-radnego

      Nawet nie wiem jak to skomentować, chyba tylko tak, że ręce opadają jak człowiek czyta takie bzdury. Bo absolutnie nie wynika to z jego kontroli, nie wspominając o tym, że takie przypadki zanotowano tylko w 11 specjalnie wybranych gminach na prawie 2500, więc to jest to 1/3 Polski? Tym bardziej, że dobór gmin nie był losowy, na przykład jedną z gmin był Kleczew, gdzie media donosiły że takie przypadki mają miejsce. Jakim więc prawem wyciąga się wnioski na całą Polskę i branżę?

      Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie najpierw manipulacyjnie dobiera się gminy (na podstawie donosów), a potem próbuje wyciągać się wnioski na całą branżę, w dodatku przedstawiając to zupełnie inaczej niż wynika z samej kontroli! Mamy więc do czynienia z trzema kłamstwami, jedno oparte na drugim! Szczyt manipulacji osiągnięty. Brawo, Panowie i Panie brawo.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 września 2014 16:13

Kalendarz

Marzec 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa