Wpisy

  • wtorek, 30 września 2014
    • NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1

      16 lipca 2014 ukazał się raport NIK o procesie powstawania farm wiatrowych. Specjalnie odczekałem kilka miesięcy by te sprawę opisać, by po raz kolejny pokazać jak działają nastawione na tanią sensację media i populistyczni politycy. A to, że będzie się tym raportem manipulować, byłem pewien i potwierdziło się. Ostatecznym impulsem do opisania tej sprawy był wczorajszy materiał w telewizji TTV (29.09.2014), gdzie przekroczono wszelkie normy zasad rzetelności dziennikarskiej nie wspominając o szopce z zakłóceniem konferencji i przedstawieniu się w roli ofiary (żenujące).

      TTV reklamuje swoją stację jako "TTV - Przekraczamy granice!" Tak, przekroczono granice kłamstwa, głupoty i manipulacji. Bym nie był gołosłowny, wszystko opiszę krok po kroku. 

      Materiał telewizyjny był o jednej z miejscowości, gdzie protestuje kilkanaście osób, którzy uważają, że zostało złamane prawo. TTV w zasadzie przyznało im rację, choć o tym, czy prawo zostało złamane, decydują sądy przy udziale odpowiednich instytucji. Sprawa w toku, ale ludzie i TTV wie swoje. Jednak nie będę się rozpisywał o tej konkretnej gminie, bo inwestorzy są różni. Jedni robią to idealnie i sprawnie, drudzy gubią się w gąszczu naszego prawa, a zwłaszcza w gąszczu zmian i interpretacji prawa. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 6-7 lat, nastąpiło kilka poważnych zmian prawa, za każdym razem na niekorzyść inwestorów wiatrowych. Stąd być może są te problemy, że inwestor uzyskał jakieś pozwolenia kilka lat temu, a ludzie oceniają dziś sprawę z punktu widzenia obecnych przepisów.

      Natomiast drugą kwestią poruszaną w materiale był raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli (NIK), którzy tyczył się procedur powstawania farm wiatrowych w Polsce. I tutaj niestety zaczyna się pokaz amatorstwa, manipulacji i kłamstw w wykonaniu mediów, ale także i populistycznych polityków i działaczy społecznych. Otóż w programie padło kilkukrotnie stwierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na polach wójtów i radnych. Tutaj niestety kłania się wtórny analfabetyzm osób, które powtarzają te słowa (lub celowe okłamywanie opinii publicznej), a reporterzy TTV są totalnie nieprzygotowani do tematu.

      - - - -

      Z dedykacją dla dziennikarzy TVN i TTV: Wtórny analfabetyzm - definicja:  "niemożności zrozumienia i wykorzystania drukowanych informacji oraz przedstawień graficznych, tj. ikon, wykresów, diagramów), czyli praktycznej niezdolności posługiwania się słowem pisanym: braku zrozumienia treści najprostszych instrukcji, braku umiejętności wypełnienia najprostszych formularzy."

      Wtórny analfabetyzm w Polsce potwierdzają zresztą liczne badania, m.i.:  "Trzy czwarte bezradnie rozkładało ręce przy pytaniu, czy dostrzegają związek między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi liczby wypadków). W rezultacie na najwyższych (piątym i czwartym) poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego. Zajęliśmy ostatnie miejsce w rankingu."

      http://media.wp.pl/kat,1022939,title,Kraj-wtornych-analfabetow,wid,8239483,wiadomosc.html?ticaid=11389b

      - - - -

      A przejdźmy do rzeczy, czyli analizy raportu NIK. To będzie chyba jedyna rzetelna i obiektywna analiza dostępna w sieci, ponieważ napisana na podstawie przeczytania ZE ZROZUMIENIEM tekstu raportu NIK.

      1) Głównym zarzutem, który cytuje się z raportu NIK, to twierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na gruntach radnych lub wójtów. Tymczasem opracowanie NIK podaje:

      - "W części gmin (ok. 30%) elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      - "Tymczasem, aż w 11 z 28 skontrolowanych gmin (39%) dochodziło do przypadków lokalizowania wiatraków na działkach należących m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-elektrowniach-wiatrowych.html

      Pomijając fakt, że w dokumencie pada raz 30% a innym razem 39%, to najważniejszy jest wniosek jaki z tego płynie. Otóż media i anty-wiatrowi działacze społeczni, przedstawiają to w następujący sposób: "ponad 1/3 wiatraków w Polsce jest na gruntach radnych i wójtów".

      Po pierwsze, wystarczył tylko 1 wiatrak z np: 15 wiatraków w gminie, który stałby na gruncie radnego, by cała gmina była dodana do gmin negatywnie ocenianych! To absolutnie nie oznacza, że 30% wiatraków stoi na gruntach radnych. Upraszczając i uśredniając, by pokazać te manipulację, mamy tak:

      - 28 zgłoszonych tendencyjnie gmin;

      - zakładamy, że w każdej gminie jest średnio 10 wiatraków (farmy wiatrowe mają zazwyczaj 5-20 siłowni wiatrowych) - czyli mamy razem 280 siłowni wiatrowych;

      - w 11 gminach odkryto choćby jeden przypadek lokalizacji na gruntach radnych, wójta lub pracowników urzędu. Załóżmy średnio 2 przypadki na gminę (tym bardziej, że wójt jest 1 na gminę, zaś 1 radny przypada przeważnie na 1-2 wsie), czyli razem 22 siłownie wiatrowe na tych gruntach.

      Podsumowując powyższy uproszczony przykład, razem mamy 22 wiatraki na 280 wszystkich, które stoją na gruntach, na których inni sobie nie życzą. Bo tak na prawdę, nie ma mowy o bezpośrednim złamaniu prawa. Czyli zaledwie 8% wszystkich wiatraków w najbardziej podejrzanych gminach, stało na gruntach osób, na których inni by sobie tego nie życzyli. Tymczasem mówi się o ponad 1/3 wiatraków, tylko dlatego, że wiele osób nie rozumie prostego przekazu.

      Po drugie, prawda jest taka, że te 28 gmin wybranych do kontroli, zostało dobranych na podstawie zgłoszenia (donosu) przez mieszkańców lub organizacje anty-wiatrowe, jako gminy gdzie podejrzewają, że zachodzi podejrzenie przestępstwa lub złamania prawa. Czyli z około 500 gmin (na prawie 2500 gmin w Polsce), gdzie toczą się jakieś procesy inwestycji wiatrowych, wybrano 28 najbardziej podejrzanych przypadków. Czy na tej podstawie, można interpolować te wyniki i wnioski na całą Polskę? Absolutnie NIE! To tak, jakby wybrać do analizy najbogatsze miasta w Polsce i próbować napisać raport o bogactwie lub biedzie w Polsce. Z góry jest to przekłamane i manipulacja! To nie jest sytuacja analogiczna, jak badanie losowe lub naukowo dobrana próba reprezentacyjna, wskazująca wyniki poparcia dla partii. Wtedy można to próbować przekładać na cały kraj.

      Natomiast sugerowanie, że po wyniku kontroli 28 najbardziej podejrzanych gmin, można to przełożyć na cały kraj i całą branżę, jest po prostu obrazą inteligencji Polaków. To tak, jakby zrobić sondaż wyborczy na wiecu wyborczym Ruchu Palikota, gdzie okaże się, że 40% Polaków popiera Palikota. Czy to jest mądre podejście do interpretacji wyników?

      Tak więc te 11 gmin (z tendencyjnie dobranych 28 gmin) zdecydowało, że cała branża wiatrowa jest dziś negatywnie postrzegana przez nieudolne czytanie raportu NIK. Czyli 11 gmin (poniżej 0,5% gmin), na prawie 2500 gmin w Polsce zdecydowało o wszystkim. Jak to nie jest manipulacja, to co nią jest?

      Dlaczego w ogóle trafiają się czasem lokalizacje siłowni na działkach np: radnych? Po pierwsze wynika to z faktu, że ciężko w ogólne wyszukać takie miejsca oddalone o ponad 400-500 m od zabudowań. Praktycznie każdy rozsądny inwestor szuka jak najbardziej oddalonych miejsc od zabudowań, co oznacza zazwyczaj w praktyce, że są to działki po prostu duże. Najlepiej jeśli działka ma szerokość ponad 100 m w przypadku dużej siłowni, zaś długość ponad 700 m (co obrazuje grafika poniżej). W realiach gminnych, największe działki, które dają możliwość lokalizowania siłowni najdalej od zabudowań, posiadają często osoby "obrotne i zaradne" (np: skupujące inne działki), czyli w praktyce właśnie radni. Bo zazwyczaj takie osoby decydują się na start w wyborach i są wybierani. Jeśli inwestor więc chce lokalizować w danej gminie siłownie jak najdalej od zabudowań, może trafić na działki takich osób. Jeżeli miałby ich unikać, pewnie musiałby lokalizować bliżej zabudowań.

      Często inwestor jest wręcz zmuszony zlokalizować na danej konkretnej działce, gdyż tylko ta wchodzi w grę, co doskonale obrazuje poniższa grafika:

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatraki_nik_raport.png

      Warto też wspomnieć, że czasem i tak nie da się rady minąć osoby funkcyjnej w gminie, choćby dlatego, że trasa kablowa od siłowni do GPZ (punkt odbioru energii), która ma często nawet ponad 5 km długości, biegnie przez dziesiątki działek, jedna po drugiej. Omijanie jednej z działek, tylko dlatego, że się to komuś nie podoba, oznacza że pozostałe np: 30 osób traci z tego korzyści.

       

      2) Kolejną podnoszoną kwestią jest polityka przestrzenna gminy, czyli procedura uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (w skrócie "plan" lub MPZP). 

      "W zdecydowanej większości skontrolowanych gmin (ok. 80%), zgoda organów gmin na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny w wysokości co najmniej ekwiwalentnej do kosztów zmiany założeń zagospodarowania przestrzennego. Przepisy prawa stanowią, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Finansowanie w ten sposób zadań własnych gminy mogło być źródłem wystąpienia konfliktu interesów między preferencjami inwestorów a obiektywnymi – z punktu widzenia gminy i lokalnych społeczności – rozwiązaniami planistycznymi. Tak ukształtowane relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowiły zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny."

      To bardzo ciekawy problem, ponieważ dokładnie KAŻDA prywatna inwestycja w Polsce, która chce dokonać zmiany lub uchwalenia nowego MPZP, może być o to oskarżona! Nie potrzeba nawet wykładać pieniędzy oficjalnie w ramach jakiś porozumień, może to być pod stołem! Dlaczego? Ponieważ zdecydowana większość gmin (właśnie te 80%) nie ma pieniędzy na wykonanie MPZP. Generalnie każda prośba inwestora lub osoby prywatnej o MPZP, to zawsze ciężki orzech dla zgryzienia dla władz gmin. Gminy nie mają wolnej kwoty na wykonanie planu, a inwestor lub osoba prywatna, koniecznie chce plan bo może to przynieść obopólne korzyści. Należy podkreślić, że wiele MPZP są robione na bardzo małe obszary, często wręcz na pojedyncze działki rzędu 1-2 ha, mimo że ideałem jest pokrycie całej gminy w MPZP. Wniosek który płynie z raportu NIK, można tak na prawdę przełożyć na wszystkie MPZP w kraju, dotyczące każdej inwestycji w Polsce. Jeżeli Pan Jak Kowalski chce zmianę planu pod działkę jednorodzinną (teren o symbolu MN), to jeżeli gmina zrobi mu plan, też można oskarżyć gminę o działanie korupcjogenne. Ponieważ "może im dał pod stołem" by się tym planem zajęli. Ba , powiem więcej! Jeżeli gmina zrobi mu MPZP ze swoich środków, można wtedy tym bardziej oskarżyć o mechanizmy korupcyjne, ponieważ gmina robi coś komuś za darmo, że środków gminy. Tak czy inaczej, zawsze można oskarżyć o mechanizmy korupcyjne. Cokolwiek gmina nie zrobi, zawsze będzie źle. I tyle jest warte w tej kwestii raport NIK, czyli czepialstwo na siłę.

      Dlatego powszechna praktyką w całej Polsce jest to, że jak tylko pojawia się stosunkowo duży inwestor, to się czegoś od niego oczekuje! Od galerii handlowych czy marketów gminy i miasta wymagają, by przebudowali kilka dróg w najbliższej okolicy. Pierwszy lepszy przykład, zmiana MPZP pod budowę galerii handlowej, gdzie inwestor zobowiązuje się wykonać drogę:

      "Inwestor zobowiązał się do budowy drogi po tym, jak ruszą prace budowlane nowego centrum handlowego."

      http://www.ino-online.pl/n.php?wiadomosc=12885&nr=1

      Dokładnie tego samego często wymagają gminy od inwestorów wiatrowych. Wielu inwestorów ma więc stawiany wybór, dajecie na początek np.: 100 tys. darowizny, a my sobie przeznaczymy to potem albo na drogę lub procedurę planistyczną (gdzie trafią, to i tak bez znaczenia, bo to kwestia przesunięcia środków). Gminę stać więc na procedurę planistyczną, a potem uzyskuje coroczne wpływy z podatków od elektrowni wiatrowych, często rzędu 500 tys. i więcej. Z korzyścią dla wszystkich. NIK widzi tutaj problem. Pytam więc, dlaczego NIK nie widzi problemu dokładnie takiego samego, w przypadku lokalizacji marketów, zakładów czy nawet zmian na tereny mieszkalne dla prywatnych osób? To wszystko wymaga od gminy nakładu pieniędzy, więc każde przystąpienie do procedury MPZP, nosi znamiona pomocy dla jakiegokolwiek inwestora ..... a więc może nosić znamiona teoretycznej korupcji. Takie nasze prawo, takie nasze państwo. Ale kozioł ofiarny jest jeden, mimo że przez 25 lat nikomu to nie przeszkadzało.

      Raport NIK porusza też inne kwestie, które opiszę w kolejnych wpisach, dla zachowania przejrzystości.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 września 2014 16:13
  • czwartek, 28 sierpnia 2014
    • Grunty rolne a elektrownie wiatrowe

      Trwają prace na ustawą o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Przypomnijmy, wszystko zaczęło się w 2013 r. kiedy to przyjęto zmianę ustawy, nakazujący nadzór resortu rolnictwa (czyli przez ministra) nad każdą próbą odrolnienia gruntów rolnych klasy I-III, niezależnie od ich powierzchni. Wcześniej ta zgoda resortu była wymagana tylko wtedy, gdy powierzchnia przekraczała 0,50 ha.

       Przez miesiące funkcjonowania tej zmiany zgłaszano coraz częściej problemy, które wynikły z tego powodu. Zrodziły się dwa obozy, z jednej strony PSL domagał się powrotu do stanu poprzedniego, z drugiej strony opozycja (głównie PIS) walczą o utrzymanie tego zapisu. Także Prezydent RP wyraził zdanie zbliżone do opozycji:

      "Zgodnie z obowiązującym prawem, aby przekształcić grunty rolne klas I-III na cele nierolnicze i nieleśne, wymagana jest każdorazowo zgoda ministra rolnictwa.

      Prezydent zawetował nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidującą nadzór resortu rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów.

      Według prezydenta nowelizacja zagrażałaby ładowi przestrzennemu i mogłaby prowadzić do degradacji krajobrazu.

      "Prezydent RP Bronisław Komorowski skierował do ponownego rozpatrzenia przez Sejm nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidująca nadzór ministerstwa rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów o powierzchni do 5 tys. m kw. Przyjęcie nowelizacji zagrażałoby ładowi przestrzennemu oraz mogłoby prowadzić do degradacji polskiego krajobrazu" - podano na stronie internetowej prezydenta."


      http://samorzad.pap.pl/depesze/wiadomosci_centralne/141098/Pole-dla-weta--Prezydent-nie-podpisal-noweli-ustawy-o-ochronie-gruntow

       

      PIS motywuje swoje stanowisko następująco:

      "Posłowie PiS wskazywali, że faktycznym celem nowelizacji jest ułatwienie budowy elektrowni wiatrowych, gdyż półhektarowa działka w zupełności wystarczy na postawienie jednego wiatraka. I można w dalszej okolicy odrolnić więcej takich niedużych kawałków ziemi, aby powstała farma wiatrowa. Tym samym – według PiS – nowelizacja służyła w rzeczywistości interesom lobby przedsiębiorstw energetycznych. "

      - Nasz Dziennik 177/2014

       

      Natomiast posłowie PSL chcą aby przy odrolnianiu gruntów klas I-III o powierzchni poniżej 0,5 ha nie była konieczna zgoda ministra rolnictwa. Zdaniem posłów PSL powyższe ograniczenie w uzyskiwaniu zgody na każdorazowe przekształcenie gruntów rolnych przyniosło bardzo negatywne skutki dla planowanych inwestycji budowlanych na tych terenach. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, że o budowie placu zabaw na wsi musiał decydowań Minister, nie mówiąc już o innych inwestycjach, które mogłyby być prorozwojowe.

      

      A jakie są fakty?

       

      Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcemy osiągnąć? Ustawa mówi wyraźnie, chodzi o ochronę gruntów rolnych i leśnych, ale też nie o ich całkowitą blokadę przed zmianami. Co może w takim razie zapewnić ochronę tych gruntów?

      Rozważmy więc:

      a) Zabudowa mieszkaniowa - pozwolenie na zabudowę mieszkaniową na gruntach rolnych klasy I-III: wprowadza (utrzymuje) nieład przestrzenny, otwiera furtkę do dalszej zabudowy terenów poprzez tworzenie osiedli oderwanych od tkanki miejskiej czy wiejskiej. To rodzi wymierne koszty i chaos. Więcej o tym stanie wyrażają się sami urbaniści:

      Biorąc dodatkowo pod uwagę, że w najbliższych 50 latach przewiduje się zmniejszenie liczby ludności kraju o prawie 5 mln osób, wydaje się, że utrudnianie zabudowy rozproszonej, zwłaszcza na dobrych klasach gruntowych, jest dobrym kierunkiem.

      b) Infrastruktura - tutaj wprowadzanie utrudnień nie ma sensu. Wiadomą rzeczą jest, że infrastruktura to przeważnie ciągi liniowe, które często są niezbędne, więc specjalne omijanie klas gruntowych nie ma sensu. 

      c) Inwestycje prorozwojowe (w tym elektrownie wiatrowe) - inwestycje, które nie wymagają wielkich powierzchni, nie powinny być blokowane, jeżeli zależy nam na rozwoju obszarów wiejskich. Większe powierzchnie (np: powyżej 0,50 ha), być może faktycznie powinny być weryfikowane na wyższym poziomie decyzyjnym.

      Jak w tym kontekście wygląda sprawa elektrowni wiatrowych? Czy wiatraki faktycznie "odrolnią" nam kraj, tak jak straszy PIS i Prezydent? A może to po prostu kolejna furtka, by zablokować rozwój tej gałęzi OZE? 

      Po pierwsze, elektrownie wiatrowe wbrew temu, co twierdzi Pan Prezydent RP, są GWARANTEM utrzymania w swoim otoczeniu gruntów rolnych! Stawia się je głównie na użytkach rolnych, gdzie teren ten jest potem chroniony przed dalszą zabudową (zazwyczaj minimum 300 m od siłowni, powinien być zakaz zabudowy).

      Po drugie, stworzenie parku wiatrowego powoduje wprowadzenie ŁADU PRZESTRZENNEGO, ponieważ ustala się jasne reguły na te 20-30 lat: tutaj się budujemy, a tutaj teren rolniczy. Wiatraki będą tam może 20-30 lat, ale przez ten czas, zachowają nam pustą przestrzeń, która tak szybko nam ubywa, poprzez masowe wydawanie warunków zabudowy (WZ) w zasadzie gdzie popadnie. A przecież raz postawiony dom/osiedle, będzie tam stało minimum 50-100 lat. Kto wie, czy wbrew temu co się mówi, to właśnie wiatraki uratowały w Polsce ostatnie puste przestrzenie, czyli tereny oddalone od wszelkiej zabudowy o ponad 400-500 m. No i co najważniejsze, praktycznie wszystkie większe inwestycje wiatrowe robi się obecne za pomocą miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a więc instrumentu wprowadzania ładu przestrzennego, który blokuje wydawanie WZ.

      Po trzecie, nie ma mowy, by elektrownie wiatrowe "odrolniły" nam kraj i znacząco uszczupliły powierzchnie użytków rolnych. Proste wyliczenie. Obecnie mamy w Polsce około 3700 MW zainstalowanych w energetyce wiatrowej, co daje obecnie około 2300 siłowni wiatrowych

      Przeciętnie powierzchnia odrolnienia na jedna siłownię wiatrową wynosi około 0,20 ha. Zazwyczaj jest to między 0,10-0,50 ha, wszystko zależy od długości drogi dojazdowej, mocy czy wymagań producenta turbiny. Poniżej typowy plac pod elektronie 2 MW:

      Przeliczmy więc 2300 siłowni x 0,20 ha = 460 ha, czyli 4,6 km2

      Nawet zakładając, że ilość siłowni na lądzie wzrośnie jeszcze o 50% (na więcej raczej nie ma miejsca), to otrzymujemy maksymalnie 7 km2.

      Teraz porównajmy to do powierzchni użytków rolnych w Polsce.

      Powierzchnia Polski = 312 679 km2w tym:

      - użytki rolne niezabudowane w 2005 roku = 184 180 km2 (58,9% kraju);

      - użytki rolne niezabudowane w 2014 roku = 179 770 km2 (57,5% kraju).

      W ciągu 9 lat ubyło więc bagatela 4410 km2 użytków rolnych!!!!!

      Oznacza to, że w całym okresie rozwoju energetyka wiatrowa potrzebowała zaledwie 4,6 km2, zaś z innych przyczyn zostało odrolnionych ponad 4400 km2. Czyli wiatraki przyczyniły się do zaledwie 1/1000 odrolnień (0,1%). Można wręcz śmiało powiedzieć, że być może dzięki nim, udało się uratować dużo więcej obszarów rolnych, niż same zajmują. Na 1 ha odrolniony z powodu wiatraków, odralnia się prawie 1000 ha z innych powodów!

      Jakie mogą być inne przyczyny odrolnień? Choćby autostrady, zalesienia czy nowa zabudowa. Dość powiedzieć, że odcinek 200 km autostrady to obszar o powierzchni ponad 20 km2 do przekształcenia, a więc kilka razy więcej niż wszystkie wiatraki w Polsce!

      Źródło: http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/maly-rocznik-statystyczny-polski-2014,1,15.html

      Wiatraki są problemem jeśli mówimy o odrolnieniach? Czy ktoś jeszcze tak uważa? Dlaczego więc PIS i Prezydent RP używają tego argumentu? Z niewiedzy czy też typowo pod publiczkę i chęć zyskania kilku głosów?

      Pozostaje jeszcze jedna ciekawa kwestia. Jeżeli będzie się prowadzić politykę blokowania elektrowni wiatrowych na gruntach klasy I-III oraz jednocześnie, prowadzi się politykę zalesiania gruntów słabszych (głównie klasa V-VI), a od lasów siłownie wiatrowe powinny być oddalane o minimum 200 m, pozostaje pytanie - gdzie lokalizować siłownie wiatrowe? Tylko na morzu? Pamiętajmy, że wiatr na lądzie jest najtańszym źródłem energii odnawialnej, tańszym nawet od wiatru na morzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 sierpnia 2014 15:52
  • poniedziałek, 28 lipca 2014
  • piątek, 04 lipca 2014
  • wtorek, 20 maja 2014
    • Wiatr w Polsce i na świecie

      O prędkości wiatru pisałem już kilka razy, prostując mit, że w Polsce są słabe warunki wietrzne. Są bardzo dobre, jedne z najlepszych na świecie patrząc na tereny stosunkowo gęsto zaludnione. Lepsze wiatry na terenach lądowych mają tylko obszary o małej liczbie ludności (np: Szkocja). Polecam zresztą wpisy poprzednie na ten temat:

      Tym razem wpis o serwisach, gdzie można śledzić aktualne jaki i archiwalne czy średnie prędkości wiatru.

      Przykład z legendą:

      Jak widać powyżej, można wybrać wiatry na różnych wysokościach:

      - 1000 hPa = około 100 m nad ziemią;

      - 850 hPa = około 1500 m;

      - 700 hPa = około 3000 m

      - 250 hPa = około 10,5 km

      Pomocna grafika pokazująca ciśnienie atmosferyczne na danej wysokości:

      Kalkulator ciśnienia: http://hyperphysics.phy-astr.gsu.edu/hbase/kinetic/barfor.html

       

      Generalnie prędkość wiatru rośnie wraz z wysokością. Jednak jest to bardzo dynamiczne. Jednego dnia najsilniejszy wiatr będzie na 100 m nad ziemią, by innego na 5 km. W Polsce zazwyczaj najsilniejszy wiatr jest na wysokościach 1000-1500 m npm, lub patrząc nieco inaczej, około 500-1000 m nad gruntem. Być może dlatego, średnia prędkość wiatru na Śnieżce (1602 m npm) jest większa niż na najwyższych szczytach tatrzańskich.

      Jednak najsilniejsze wiatry są jeszcze wyżej, powyżej 10 km nad gruntem. Chodzi o prądy strumieniowe na wysokościach 10-12 km o średnich prędkościach około 90 km/h (25 m/s), choć zdarzają się prędkości rzędu 300-400 km/h.

       

      Przykłady pionowego profilu wiatru:

      http://www.nhc.noaa.gov/gifs/JLF_Fig1.jpg

      http://www.stadtentwicklung.berlin.de/umwelt/umweltatlas/ed403_01.htm

      http://www.wind-power-program.com/windestimates.htm

       

      Prędkość wiatru w Polsce (w głębi lądu) na 10 m nad gruntem ocenia się na większości terenów na 3-4 m/s, natomiast na 100-120 m nad gruntem ocenia się już na 6-7 m/s, czyli prawie 2 razy mocniej niż na 10 m. Jak wygląda to na 80 m nad gruntem pokazuje w przybliżeniu poniższa mapa:

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/polska_wiatr_80m.png - duża grafika.

      http://windtrends.meteosimtruewind.com/wind_anomaly_maps.php?zone=EUR

       

      Należy jednak pamiętać, że największy udział wytworzonej energii w turbinach wiatrowych wcale nie pochodzi z wiatrów najczęstszych ("średnich"), tylko tych nieco mocniejszych, co dobrze obrazuje poniższy wykres:

      http://mobjectivist.blogspot.com/2010/04/wind-dispersion-and-renewable-hubbert.html

      To właśnie dlatego większość turbin wiatrowych jest optymalizowana na wiatry 10-13 m/s, pomimo że pracują zazwyczaj w warunkach 5-7 m/s. Błędem jest więc twierdzenie laików (w tym Henryka Wojciechowskiego, przeciwnika wiatraków), że w Polsce są za słabe wiaty. Są wystarczająco dobre, wręcz jedne z najlepszych na lądzie na świecie (analizując tereny gęsto zaludnione)!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 maja 2014 16:32
  • wtorek, 13 maja 2014
  • środa, 26 marca 2014
    • Prośba do Pani poseł Anny Zalewskiej i PIS ws. 2-3 km od zabudowań

        W ostatnim programie na temat energetyki wiatrowej na Polsacie, Pani poseł Anna Zalewska (PIS, nauczycielka języka polskiego) wmawiała, że są miejsca w Polsce, gdzie można postawić siłownie wiatrowe 3 km od zabudowań i lasów, czyli należy wyszukać przestrzeń 6 km między domami bez lasów.

      Duża grafika: http://c.wrzuta.pl/wi697/51e47e41001232765333e92a/wiatraki_3km_ustawa.png

       

      Więc gorąca prośba do Pani poseł, by podała te miejsca, gdyż wszystkie analizy jakie znam, nie pokazują takich miejsc. Skoro są, proszę podesłać na kontakt: wiatrowa(at*)interia.eu 

      * - zamiast (at) wstawić @ (zabezpieczenie antyspamowe).

      ps. może jakiś nauczyciel geografii pomoże?

      Co prawda, Pani poseł zwala to na firmy wiatrowe, by wykonały analizy .... i wykonały, nie ma takich miejsc. Rozumiem, że mają pokazać, coś co nie istnieje? Pytanie za 100 ptk. skoro istnieją takie miejsca, to dlaczego takie firmy się tam nie pchają? Na złość Pani poseł? Z kosztów? Taniej jest wejść w takie miejsca, niż ryzykować konflikty i utratę inwestycji po 5 latach. Nie wchodzą, bo brak takich miejsc.

      Poniżej kilka analiz, które pokazały absurd żądań 2-3 km od zabudowań.

      1) Analiza Instytutu Badań Ryzyk i Zagrożeń - wykazała, że już przy istniejących farmach wiatrowych, wprowadzenie strefy 1-1,5 km od zabudowań, likwiduje większość farm i lokalizacji. Przy 2 km nie ma żadnej lokalizacji, a przy 1 km farmy wiatrowe nie mają racji bytu (zbyt mała ilość siłowni zostaje).

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/odleglosci_wiatraki_pl.png

       

      2) Analiza PAN dla Kujawsko-Pomorskiego, która pokazywała strefy 500-1000 m od zabudowań. Opracowanie wskazało wiele takich miejsc, ale dokładne sprawdzenie tych miejsc, wykazało, że analiza nie była dokładna. Z miejsc gdzie sugerowano możliwość postawienia parku na nawet 10-20 turbin, nie udało się wstawić żadnej już przy strefie 500 m!

       Nasz artykuł o tym opracowaniu: http://wiatrowa.blox.pl/2013/10/Wiatraki-ile-metrow-od-domow-w-UE-i-USA.html

      I część graficzna: http://wiatrowa.blox.pl/resource/ilosc_miejsca_pod_ew_kuj_pom.jpg

      Po dokładnym sprawdzeniu wskazanych stref, wychodzi, że w całym województwie można zlokalizować co najwyżej kilka wiatraków przy odległości 500-1000 m od zabudowań. Przy strefie 1000 m od zabudowań nie powstałby żaden park wiatrowy.

       

      3) Nasze analizy odległości w innych państwach.  Często za wzór dużych odległości siłowni od domów podaje się USA, gdzie sugeruje się, że wiatraki stoją bardzo daleko od domów. Jest to nieprawdą. Na typowych amerykańskich farmach rolnych zabudowania stoją średnio co 1 km od siebie, co oznacza 500 m od wiatraków (bo 2x500 m = 1 km). Kto nie wierzy, zaprasza do wpisu:

      http://wiatrowa.blox.pl/2012/09/Wiatraki-1-3-km-od-domow.html

       Duża grafika: http://i.imgur.com/Wf0JJaq.jpg - USA.

       

      4) Analiza możliwości w Polsce dla typowego obszaru wiejskiego (gospodarstwa rolne 5-25 ha, 25% lasów):

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/wies_typowa400p.png - jak widać, problemem jest znalezienie miejsc odległych o 400 m od zabudowań, dlatego zdarzają się lokalizacje, gdzie stawiano turbiny 150-300 m od zabudowań. Te 150-300 m to za blisko, to fakt, ale 400-600 m jest jest wystarczające w większości przypadków.

      5) Analizy obszarów predysponowanych do rozwoju energetyki wiatrowej wykonane w kilku województwach. Przy strefach 500 m od zabudowy, zostaje około 1% obszaru. Przy strefach 1 km, mniej niż 0,1%. Realnie wychodzi jeszcze mniej, gdyż takie analizy nie obejmują zazwyczaj innych stref: od lasów, jezior, lotnisk, radarów, linii energetycznych i przesyłowych, dróg, form ochrony przyrody itp. Można więc powiedzieć, że przy strefie 500 m od zabudowań, realnie nadaje się mniej niż 0,5% kraju, przy strefach 1 km, mniej niż 0,05% kraju. Czy to oznacza "zawiatraczenie" całego kraju? Wystarczy wprowadzić zapis mówiący już o 500 m (lub 3 wysokościach turbiny), a już odpadają wszystkie złe lokalizacje, które stawiano 150-300 m od zabudowań.

       

      Pytanie zasadnicze, dlaczego więc tak usilnie PIS promuje te ustawę o 3 km? Odpowiedź jest niezwykle prosta - pieniądze i interesy. Pani Anna Zalewska mówi, że to lobby wiatrowe wywalczyło sobie coś więcej, niż inne formy energii odnawialnej (OZE). Pytanie co wywalczyło, skoro żadna ustawa w naszym kraju nie promuje wiatraków bardziej niż inne formy OZE, nie ma żadnego takiego zapisu! Na równych zasadach startują inne formy energetyki OZE. Więc dlaczego rozwija się głównie wiatr? Bo chce tego jakieś mityczne lobby? Nie, nikt nie kocha wiatraków z urodzenia i dla zasady! Bo tak chcą producenci turbin? Bzdura, to nie producenci turbin stawiają i inwestują, tylko inwestorzy! A co wybierają inwestorzy? To .... co jest racjonalne i się opłaca. A wiatr jest najtańszym rodzajem OZE, dlatego dominuje. Jeżeli więc inny rodzaj energii chce wkroczyć na rynek np: woda, fotowoltaika lub geotermia, wtedy musi zdusić innych rywali. Dziś ten rywal i chłopiec do bicia jest w zasadzie jeden: wiatr.

      Nie od dziś wiadomo, że PIS widziałby inne formy OZE i je otwarcie promuje, czyli lobbuje (skoro tak bardzo lubi te słowo pani poseł). To, że Radio Maryja nadal wierzy w geotermię, też wiemy, dlatego też walczy z atomem czy wiatrem.

      Walka toczy się więc o ostatnie MW jakie można włączyć w system krajowy, czyli w GPZ i linie 110 kV. Jak więc to przejąć? Ano zablokować wiatr i promować, lobbować swoje. Jak to się odbywa, oto te sposoby:

      - wprowadzić ustawę o 3 km, co zablokuje całkowicie wiatr. Zamiast rozsądnych 500-600 m (lub 3 wysokościach turbiny), mówi się o 3 km, co oznacza 100% blokadę;

      - wprowadzić nakaz rozbiórki istniejących siłowni, co oznacza uwolnienie 3000 MW w systemie dla innych źródeł;

      - dać wyższą cenę dla innych źródeł OZE, czyli promować droższe źródła energii niż wiatr.

      Kto nie wierzy, proszę spojrzeć na jedną z wersji planowanej ustawy o OZE. Wyliczono tam realne koszty różnych rodzajów energii, tak by dać wszystkim szanse rozwoju (czyli promować droższe). Im wyższy poziom wsparcia, tym ta energia jest droższa. Jak widać, wiatr na lądzie jest najtańszy:

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/oze_wiatr_zielona_energia.png

       

      A może jednak chodzi o ochronę zdrowia mieszkańców? W odległości 500 m od wiatraków jest 30-40 dB, średnio 35 dB (przy średnim, najczęstszym wietrze). Tymczasem 1,5 km od dróg krajowych i autostrad mamy 45 dB w dzień i 40 dB w nocy - non stop, gdyż cała dobę trwa tam ruch.

      Duża grafika: http://i.imgur.com/7NLxPww.jpg

      Oznacza to, że pas 3 km (2x1,5 km w obie strony) mamy hałas wyższy niż od wiatraków. W Polsce mamy obecnie ponad 2800 km takich dróg ekspresowych i autostrad, czyli 8400 km2, co przyjmując przy gęstości zaludnienia około 100 osób na km2, daje nam prawie 1 mln mieszkańców! Czyli około 1 mln mieszkańców na wsiach żyje w hałasie o 5-10 dB wyższym niż od wiatraków. W miastach zaś normy hałasu dopuszczają nawet 50 dB w nocy (a nawet ponad 55 dB dla dróg!!), ile to osób 5-10 mln? Nimi nikt się nie przejmuje, kto by chciał walczyć z drogami - PIS? Przypominam, że wyższy poziom infradźwięków jest także od naszych dróg i fabryk. Czyli nie o zdrowie chodzi, tylko o interesy i promowanie innych form energii. Najlepiej uczynić to strasząc innych, bo wtedy można zbić kapitał polityczny i wyrobić sobie nazwisko. Dziś z byłej nauczycielki języka polskiego, Pani Anna Zalewska mieni się być najlepszym ekspertem w kraju, samozwańczym ekspertem. Sama przyznała, że tylko do kwietnia 2013 r. miał ponad 300 spotkań, ile ma dziś - 500? I kto tutaj mówi o lobbingu? Setki spotkań posłów jednej partii, którzy otwarcie mówią, by zablokować jednej rodzaj energii i promować inny. Ja to nazwać? Lobbing czy kampania wyborcza trwająca 4 lata?

      Dziś wiatr rozwija się w zasadach równych szans dla wszystkich OZE, nie ma więc mowy o lobbingu. Tymczasem jedna partia chce zmienić ten układ na sztuczny twór, czyli promować jednej rodzaj, blokując drugi. I dzieje się na na styku polityka-branża X. To nie jest lobbing? Więc co?

      A jaka jest alternatywa dla gmin? Przez 25 lat większość gmin wiejskich nie umiała wyszukać żadnego poważnego inwestora. Czeka nas zapaść demograficzna, liczba ludności ma spaść o kilka mln. Jeżeli tak traktuje się inwestycje na terenie gminy, by rezygnować pod naporem manipulacji, to mamy prostą drogę do zatracenia. Wspaniała propozycja dla Polski. Alternatywą mają być mikroinstalacje? Koszmarnie drogie i niewydolne? A może węgiel .... za który płacimy Rosji, Chinom i Czechom, bo mają tańszy:

      Źródło: http://www.chronmyklimat.pl/theme/UploadFiles/File/_2013_pliki/07/Zmierzch_wegla_kamiennego_w_Polsce.pdf

      ZMIERZCH WĘGLA KAMIENNEGOW POLSCE - czerwiec 2013

       

      Warto też wspomnieć, że nie tylko OZE jest wspomagane, ale także gigantyczne pieniądze idą na paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz). Pisaliśmy o tym już nie raz:

      http://wiatrowa.blox.pl/2013/12/Jaka-energia-dostaje-najwieksze-doplaty.html

      Do tego dochodzą koszty środowiskowe:

      http://wyborcza.pl/1,75248,15684693,Zanieczyszczenie_powietrza_zabija_rocznie_miliony.html

      "Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła w Genewie raport na temat skutków skażenia powietrza za 2012 r. Spaliny samochodowe, pyły przemysłowe, ale też dym z domowych piecyków opalanych węglem i drewnem tylko w ciągu jednego roku zabił 7 milionów osób."
      Oznacza to 1000 osób na 1 mln mieszkańców, co w Polsce oznacza 38 tys. przedwczesnych zgonów. Tych kosztów nie da się przeliczyć na pieniądze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Prośba do Pani poseł Anny Zalewskiej i PIS ws. 2-3 km od zabudowań”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 14:34

Kalendarz

Październik 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa