Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy

  • czwartek, 14 kwietnia 2016
  • poniedziałek, 11 kwietnia 2016
    • Realizacja zobowiązań klimatyczno-energetycznych do 2020 r. - stan na 2016 r.

      Jak wygląda stan naszej polityki w zakresie zobowiązań klimatyczno-energetycznych w perspektywie zbliżającego się 2020 roku, czy zdążymi z realizacją celów?

      Na początek kilka niezbędnych adresów:

      Jeśli mówimy o perspektywie do 2020 r. to mamy na myśli słynny pakiet "3x20". Zastosowano elastyczne podejście do każdego kraju, więc wartości znacząco się różnią w każdym z państw. Pakiet 3x20 to trzy główne zobowiązania:

      1) Zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych przynajmniej o 20% w 2020 r. w porównaniu do bazowego 1990 r. i 30% zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych w 2020 r. w UE w przypadku, gdyby uzyskano światowe porozumienie co do redukcji gazów cieplarnianych.

      2) Zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych  (OZE) w zużyciu energii końcowej do 20% w 2020 r., w tym 10% udziału biopaliw w zużyciu paliw pędnych.

      3) Zwiększenie efektywności wykorzystania energii o 20% do 2020 r. w porównaniu do prognozy zapotrzebowania na paliwa i energię.

      To co nas najbardziej interesuje, czyli wymagania udziału OZE względem Polski do 2020 r. na tle innych krajów UE:

      http://wiatrowa.blox.pl/resource/cele_2020r_oze_ue.png

      Źródło grafiki: http://www.cire.pl/pliki/2/realiz_zobow.pdf

      Jak widać powyżej, Polska została potraktowana raczej w łagodny sposób, choć pojawiają się głosy, że zostaliśmy wręcz poszkodowani. Dla Polski wyznaczono cele: 

      • możliwość 14% wzrostu emisji w 2020 roku w porównaniu do 2005 roku w sektorach nieobjętych EU ETS, kierując się wielkością Produktu Krajowego Brutto (PKB) na mieszkańca, niższą w Polsce od średniej w UE;
      • zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych do 15% w 2020 roku, zamiast 20% jak średnio w UE z uwagi na mniejsze zasoby i efektywność odnawialnych źródeł energii w Polsce.

      Są to wymagania, które należą do najłagodniejszych w UE, ale i tak wielu odbiera jako zbyt radykalne. Pytanie tylko zbyt radykalne względem kogo? Wymaga się od każdego i nikt nie mówił, że to prosty i łatwy cel.

      Jak to wygląda według najnowszych danych.

      Źródło: Dane GUS - Udział energii ze źródeł odnawialnych w Polsce do 2014 roku

      GUS - Produkcja energii ze źródeł odnawialnych w Polsce do 2014 roku

      http://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5485/1/3/1/energia2015.pdf

      Jak widać do 15% nam jeszcze sporo brakuje, a rozwój OZE spowalnia! Wszystko wskazuje na to, że nie przekroczymy 13% do 2020 r.

      * "Według najnowszych danych GUS końcowe zużycie energii z OZE w Polsce wyniosło w 2014 r. 11,45 proc. (to i tak najnowsze dane), czyli niemal tyle samo co w 2013 r. - Jeżeli obecny trend się utrzyma, to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że Polska w 2020 roku osiągnie nie 15 proc., ale tylko 12,9 proc. udziału energii z OZE - mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energii Odnawialnej (IEO)"

      - artykuł: http://odnawialny.blogspot.com/2015/12/jak-polska-realizuje-unijne.html


      Sam wiatr miał docelowo dawać około 10% energii w krajowym zużyciu, za rok 2015 było to 6,2%, w tym roku szykuje się ponad 7%. Jednak wiele wskazuje na to, że przy takie polityce względem wiatru, jego udział z czasem spadnie do poniżej 5%, a być może i poniżej 1%. Co zapełni ten ubytek w OZE?

      Dla porównania Niemcy w 2015 r. osiągnęły 30% z OZE.

      "W Polsce musi wzrosnąć udział OZE. Węgiel będzie obciążeniem dla gospodarki"

      - artykuł: http://odnawialnezrodlaenergii.pl/oze-aktualnosci/item/2605-w-polsce-musi-wzrosnac-udzial-oze-wegiel-bedzie-obciazeniem-dla-gospodarki


      Rząd zakłada, że "siłą rozpędu" spełnimy wymagania do 2020 r. Według mnie, jest to bardzo naiwne założenie, przy prowadzonej polityce energetycznej względem OZE. Szykowane zmiany to realne zastopowanie rozwoju OZE, a projekt ustawy ws elektrowni wiatrowych, to wręcz szykowanie rozwiązań pod demontaż energetyki wiatrowej. Dlaczego? Choćby dlatego, że podniesienie opodatkowania i wprowadzenie dodatkowych opłat, podwyższa koszty o 4-5 razy, to może prowadzić do bankructw. Ale nawet zakładając, że rząd poczyni tutaj jakieś ustępstwa, to nie zmieni to faktu, że

      około 95% farm wiatrowych, będzie likwidowanych z powodu niespełnienia wymagań odległościowych, w momencie gdy przyjdzie ich czas wymiany na nowe (np: z powodu zużycia czy spłacenia).

      I zamiast planowanych na rok 2020 mocy około 7000-7500 MW w wietrze, być może skończy się na obecnych 5400 MW (kwiecień 2016 r.), bo ilość oddawanych elektrowni, będzie równoważyła te, które będą wychodzić z systemu. A po 2020 r. być może będzie już tylko spadek mocy aż do okolic 500 MW (ze względu na odległości). A to może oznaczać, że zamiast około 7% energii z wiatru, będziemy mieli nie więcej niż 1%. Co zapewni resztę?

      A to oznacza, że mocy wiatrowej będzie ubywać tak czy inaczej! Pierwsze farmy wiatrowe mogą być już rozbierane lada moment, ponieważ częstą praktyką jest wymiana turbin już po około 15 latach, a do takiego wieku dochodzi już wiele parków wiatrowych.

       Nasza polityka energetyczna do 2050 r. zakłada:

      • wzrost produkcji OZE z 20,6 TWh w 2015 r. do 34 TWh w 2020 r.
      • wzrost udziału produkcji energii elektrycznej z 13% do 19%.

      Przy obecnych założeniach ustawowych ws OZE, takie wartości są niemożliwe. A realizacja planów po 2020 r. to już czysta abstrakcja.

      Źródło i więcej: http://wysokienapiecie.pl/statystyka/991-prognoza-prudukcja-energii-polsce-2050-2030

      A może skończy się tak:

      Na podstawie założeń polityki energetycznej kraju do 2050 r.: duża grafika 

      Podsumowując to wszystko, czego możemy się spodziewać w najbliższych latach? Jeżeli wejdzie ustawa odległościowa tak radykalna, to powrót do rozsądnych odległości będzie już prawie niemożliwy (nawet za innych rządów). Danie sygnału raz, że muszą być tak wielkie odległości, to ścieżka w jedną stronę.

      Możliwe warianty:

      Duża grafika tutaj - moc średnioroczna (okolice czerwca danego roku)

      • Mamy więc wariant skrajnie optymistyczny (ponad 13000 MW w 2030 r.), raczej już nierealny, nawet gdyby nic już nie zmieniać (brak miejsc, zepsute nastawienie społeczne itp.). 
      • Mamy wariant racjonalny (czyli bardzo powolny rozwój, oparty z czasem głównie o repowering - czyli zamianę kilku małych turbin na jedną większą), czyli poprawienie największych błędów, przez wprowadzenie zasady: oddalenie o 3,5-krotności wysokości całkowitej (lub 5 wysokości wieży) + oddziaływanie akustyczne na dzisiejszych normach (noc 40/45 dB), ale liczone metodą alternatywną. Opis naszej propozycji - tutaj.
      • No i mamy dwa warianty po wprowadzeniu obecnego projektu ustawy. W zależności jak ostre zapisy wejdą, taka będzie dynamika spadku. Bo raczej tylko spadków należy się spodziewać, zwłaszcza po 2020 r. Po prostu takie odległości oznaczają likwidację obecnych parków wiatrowych.

      Dziś decydują się losy tego, czy zamykamy drogę rozwoju tej najtańszej i czystej formy OZE, czy też będziemy musieli iść tylko w droższe formy. Pamiętajmy, że względem innych form OZE też z czasem pojawią się protesty, tutaj nie chodzi o racjonalizm. Wystarczy wystraszyć kilka osób na wsi, trochę zazdrości, kilka złych lokalizacji i lawina protestów rusza! To jest nieuniknione, bo już dziś są zalążki protestów względem innych form. Im większa skala, tym większe protesty.

      = = = = =

      PS

      Dla tych co uważają, że energia wiatrowa jest energią drogą polecam wnikliwe przeczytanie:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 kwietnia 2016 17:19
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Petycje ws wiatraków - czyli jak PIS steruje demokracją (SKANDAL!)

      Dziś mija okres składania petycji w sprawie ustawy antywiatrowej, o której pisaliśmy już nie raz.

      Strona zbierająca petycje:

      http://mib.bip.gov.pl/petycje/37951_petycja.html

      Akcję te zapoczątkowali przeciwnicy wiatraków, którzy namawiali się do tego na swoich stronach i profilach serwisów społecznościowych. Wszystko po to by rząd miał podporę "demokratyczną", jak będzie chciał je (wiatraki) zablokować. Niestety nie poszło im tak łatwo, gdyż większość osób nic do wiatraków nie ma. 

      Zaczęły więc spływać petycje "za wiatrakami". Mieliśmy informacje, że pisały to setki osób, władze gmin, radni no i oczywiście firmy (różnego rodzaju, od środowiskowych po transportowe, budowalne i wiele innych), nie ma tutaj co ukrywać, życie. 

      Dość powiedzieć, że ilość osób, które dostaje pieniędze za dzierżawy lub udostępnienie terenu pod: place, rotor, drogi, łuki dojazdowe czy linie kablowe to z całą pewnością ponad 10 000 osób!


      Jednym z celów było pokazanie, że ta grupa istnieje, choć do tej pory była cicho, po drugie w celu sprawdzenia, co zrobi z tym PIS. I co zrobił?! Zignorował udając, że tych głosów nie ma! Nie zrobiono nawet konsultacji społecznych, więc sama branża musiała je na szybko robić w sejmie, rzecz jasna, posłowie PIS się tam nie pojawili! Więc w zasadzie żadnych konsultacji nie było, mimo że posłowie PIS najczęsciej krytykowali inwestycje wiatrowe, za brak konsultacji społecznych (co nie do końca jest prawdą, bo od kilku lat to standard).

      Na potwierdzenie słów, że listy były pisane, dostaliśmy wiele zdjęć, jedno z nich:

      A dostaliśmy to od wielu osób, ponieważ są one zaniepokojone, dlaczego nie ma ich petycji na stronach MINISTERSTWA INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA.

       

      Napisało więc setki osób, firm i gmin! Od listów wysyłanych tradycyjną pocztą, po maile na wskazane przez ministerstwo. I co? Wszystko wskazuje na to, że pojawiło się na stronach petycji MNIEJ NIŻ 10% (a pewnie mniej niż 5%) wysłanych listów i skarg na te ustawę! Nawet gdyby nie było takiej praktyki, że umieszcza sie absolutnie wszystkie, to dlaczego "antywiatrowych" jest akurat o 1 więcej? W ciągu ostatnich kilku dni przybywało tylko antywiatrowych, a wiemy, że za wiatrakami były dosyałne do samego końca. I tym sposobem nadgoniły i przegoniły .... akurat o 1 petycję więcej? I gdzie informacja, ile przyszło?

      Dlaczego tak mało? Moja teoria, która wg mnie na 99,9% jest prawdziwa jest taka, że:

      - przeciwnicy wysłali 47 petycji (przez długi czas "przegrywali" w ilości petycji);

      - więc pracownicy ministerstwa lub osoby odpowiedzialne za to, wstawiły tylko tyle petycji "za wiatrakami", by ich liczba nie przekroczyła tego, co wysłali przeciwnicy wiatraków.

      A dowodem jest  choćby to, że ja sam wysłałem petycje:

      - do posła Bogdana Rzońcy;

      - do Pani Permier;

      - do dwóch ministerstw (w tym MIiB);

      - na adresy mail wskazane do pisania skarg i petycji.

      Zrobiłem to jeszcze w marcu. Nie ma żadnego mojego listu. Zbyt merytoryczny?

      To jest po prostu kpina. I choć same petycje wg mnie nie powinny o tym decydować, bo to absurd by w sprawie jakiejkowliek ustawy ścigac się na petycje, powinny liczyć się argumenty. To nawet w czymś takim, dochodzi do manipulacji. Smutny obraz. Nie lepiej od razu powiedzieć (i zaznaczyć to na stronach z petycjami), że np: nie umieszczamy więcej niż 50 petycji, by nie było takich cyrków.

      A co do samych protestów antywiatrowych w Polsce, to temat jest tak mocno nadmuchany, że posłowie PIS chyba sami go przeceniają! Protestuje ponad 500 miejsc przeciw wiatrakom? A czy posłowie PIS zdają sobie sprawę, że na mapę protestów są nanoszeni:

      - do 1 parku wiatrowego, nanoszonych jest czasem kilka miejsc!

      - wystarczy, że maila przyśle 1 osoba, miescowośc już pojawia się na mapie protestów! Coś pięknego, 200 osób może być za wiatrakami, a maila wysyła 1 osoba i już "miejsce protestuje"

      - na mapach protestu są nawet te miejscowości, w których przeważają zwolennicy wiatraków (co wychodziło na konsultacjach lub głosowaniach);

      - ponad 80% miejsc protestów pojawiło się za czasów, gdy w okolicy nie było żadnego wiatraka (lub nie ma tam ich do dziś, jak prawie cały Dolny Śląsk)! Osoby protestowały, bo je wystraszono. 

      - jest kilka miejsc, gdzie faktycznie lokalizacje są fatalnie umiejscowione. Choćby słynne Suczki koło Gołdapi, gdzie jeden z wiatraków duzego parku wiatrowego, stoi zaledwie ok 210 m od domu! Te 210 m przy kumulacji hałasu z innymi, to mniej wiecej ten sam poziom hałasu, co 100-150 m od elektrowni 2 MW.

      Dlaczego do takich przypadków mogło kiedyś dochodzić? Pisaliśmy już o tym, jak bardzo zmieniło się prawo w ostatnich latach, a właściwie jego interpretacja, głównie przez RDOŚ:

      Tylko jak z takiego przypadku wyciągać taki wniosek:

      "skoro kiedyś ktoś postawił wiatraki 150-200 m od domów, to teraz wszyscy za kare macie 1500-2000 m."

      Przecież to absurd typu:

      skoro ktoś zabił się jadac samochodem przy 100 km/h, to teraz wprowadzamy przepis, by jeździć maksymalnie 10 km/! Co tam zmiana prawa o 10 razy, ot "drobna różnica". 

      Prawda o Stopwiatrakom i protestach - duża grafika

      Duża grafika

      Co nas więc czeka? Czyżby to:

      Duża grafika

      = = = = =

      Zapraszamy na nasz profil FB:

      https://www.facebook.com/Lubimy-wiatraki-292637987519930/

      oraz manifestację za wiatrakami, OZE i przeciw zwiększonemy spalaniu węgla!

      https://www.facebook.com/manifestacjaOZE/

       

      MINISTERSTWO INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 19:37
  • środa, 06 kwietnia 2016
  • środa, 30 marca 2016
  • wtorek, 29 marca 2016
    • Ile mieszka dziś osób pod elektrowniami wiatrowymi w odległości 10-krotności wysokości?

      Projekt ustawy o którym ostatnio często piszemy, przynosi tak wielkie zmiany dla obszaów gdzie są już elektrownie wiatrowe, że aż dziw bierze, że to się dzieje naprawdę. Otóż władza na wielkim obszarze Polski (zaraz wyliczenia), wprwadza zakaz nowej zabudowy mieszkalnej! Był nawet "śmieszny" moment na jednej komisji procedującej ten projekt ("procedowanie" = w 2 dni wszystko gotowe), gdzie pojawili się nawet posłowie PIS z innych komisji, którzy ostrzegali przed tym swoich kolegów. Jednak posłowie PIS zajmujący się tą ustawą (komisja infrastruktury), chyba mówiąc po młodzieżowemu "nie ogarniają" nad czym pracują.

      Kto nie wierzy, zapraszam do czytania ustawy lub chociaż analizy najważniejszych paragrafów:

      Duża grafika - tutaj

      Projekt ustawy - tutaj po sprawozdaniu komisji

      Teoretycznie jest to całkiem logiczne, skoro PIS wyznaje zasadę, że w odległości 10 wysokości od elektrowni wiatrowych wszelkie życie zamiera, krowy przestają nieść mleko a ludzie dostają AIDS i hemoroidy (o czym donoszą niektóre ulotki antywiatrowe), to brawo za konsekwencje! 

      Problem w tym, że realnie protestujących w tych okolicach jest przeważnie mniej niż 3% osób, a wiemy to po dziesiątkach konsultacji społecznych, gdzie czasem na 300 zebranych podpisów przychodziło zaledwie 20 osób, z tego ponad połowa była za wiatrakami, donosząc, że podpisy wymuszono przez presję ("podpisuj, bo każdy podpisał").

      Na około 600 tzw. "protestów w Polsce" (wystarczy że podeśle maila 1 osoba), około 90% jest w miejscach gdzie NIE ma żadnych elektorwni wiatrowych. Ludzie zostali wystraszeni i opowadają głupoty, tak jak dziś na konsultacjach społecznych, gdzie pewna Pani z Mazur wmawiała, że wiatrak jak zaczyna pracować, to hałasuje jak startujący odrzutowiec. To trochę dziwny odrzutowiec zważywszy że siłownie na prędkościach startowych wiatru (około 4 m/s na gondoli i 2 m/s na dole) eminuje zazwyczaj tylko 25-30 dB w odległości 500 m. Dla porównania, autostrada z 1000 m: 45 dB.

      Jak wygląda praca i dźwięki, gdy "startuje" elektrownia wiatrowa? Proszę  zobaczyć - video z pomiarów:

       

      Część protestów jest słusznych, ponieważ sami znamy przypadki, gdzie elektrownie wiatrowe o wysokości 150 m lokalizowano poniżej 250 m od domów! Takie lokalizacje odpowiadają za czarny PR dla całej branży, szkoda.

      Ale przejdźmy do głównego wątku, ile osób mieszka dziś w obszarze tzw. "10-krotności".


      Obecnie mamy (początek 2016 r.) około 5300 MW zanistalowanych w energetyce wiatrowej. Według moich szacunków, daje to ponad 3600 elektrowni wiatrowych. Obszar tzw. 10-krotności wysokości, który ma być określany jako "strefa oddziaływania" z zakazem zabudowy, to dla:

      - elektrowni wiatrowej o wyokości 150 m (2MW): prawie 707 ha (czyli 7,07 km2);

      - elektrowni wiatrowej o wysokości 200-210 m (3-6 MW): prawie 1400 ha!

      Wartości te nieco maleją w parkach wiatrowych i spadają czasem poniżej 200 ha na 1 elektrownię wiatrową. Dobrzym przykładem jest tutaj Park Wiatrowy Dobrzyń (17 EW), gdzie obszar 10 H zajmuje około 26,6 km2, czyli niecałe 160 ha na siłownię.

      Według moich wyliczeń, obszar o promieniu 10 wysokości od istniejących już elektrowni wiatrowych wynosi w tej chwili w Polsce około 7000-10000 km2. Średnia gęstość zaludnienia dla obszarów wiejskich to około 80 osób na km2 (powierzchnia terenów wiejskich bez lasów, wód, miast itp. to ok 60% kraju przy ok 15 mln mieszkańców wsi). Gęstość zaludnienia całej Polski to około 123 osoby na km2. Choć elektrownie wiatrowe stawia się w miejscach raczej niezamieszkałych, to jednak w promieniu 1,5 km bywają już całe wsie a nawet miasta! Załóżmy więc do obliczeń gęstość zaludnienia na poziomie ok 40-80 osób na km2.

      Policzmy więc:

      a) 7000 km2 x 80 osób = 560 tys. osób;

      b) 10000 km2 x 40 osób = 400 tys. osób.

      Można więc przyjąć, że w obszarze 10 H od istniejącyh już elektrowni wiatrowych mieszka około 500 tys. osób. Co to oznacza? Z każdym miesiącem będzie przybywać lawina wniosków o nowe domy, co skończy się ostatecznie protestami. Życzymy powodzenia. 

      No chyba, że PIS faktycznie wierzy, że  NIKT nie chce się budować koło wiatraków. No więc zobaczymy .....

      Potwierdzenie moich słów na przykładach:

      Duża grafika - tutaj

      PS

      Niczego tutaj nie zmieni też ewentualny zapis, by zasadę 10 H stosować tylko od nowych elektrowni (tych, które wybudowano po wejściu ustawy). Dlaczego? Ponieważ może dojść do sytuacji, gdy np:

      - nie dostaniemy pozwolenia na budowę dla domu położonego 1290 m od "nowej elektrowni" o wysokośći 130 m (bo nie ma 10H), ale dostaniemy już pozwolenie w odległości 1310 m od niej, pomimo że nasz dom będzie np: 500 m od już istniejącej elektrowni, która była wybudowana przed ustawą. Czyli ustawodawca zakazuje nam się budować 1290 m od "nowej elektrowni", ale nie widziałby przeszkód już 500 od "starej elektrowni" i 1310 od "nowej".

      To nonsens rzecz jasna, więc zasada 10H z pewnością musi obowiazywać też od "starych". Do tego sprowadza się promowanie skrajnych rozwiązań, których nie ma w żadnym kraju. A wystarczy wprowadzić choćby ten pomysł, o którym już pisaliśmy.

       AKTUALIZACJA 30-03-2016 r.: 

      Poniżej przedstawiamy mapę online, z miejscami które są zagrożone zakazem zabudowy. Na mapie NIE ma wszystkich elektrowni wiatrowych. Brakuje wielu najnowszych plus brak większości wiatraków o wysokościach poniżej 100 m. Natomiast są prawdopodobnie prawie wszystkie elektrownie wiatrowe o wysokości powyżej 100 m, które powstały przed 2016 r.

      Mapa online - tutaj: http://arcg.is/1MCgOmG


      Mimo, że nie są pokazane wszystkie elektrownie wiatrowe, to obszar wykluczeń to już około 5000 km2 na minimum 510 gminach.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 marca 2016 20:07
  • niedziela, 27 marca 2016
    • Absurdy uzasadnienia "Ustawy Antywiatrowej" oparte na manipulacjach i niewiedzy Witodla Jaszczuka

      Kilka niezbitych dowodów, że obecna propozycja ustawy to czysty absurd ze szkodą dla wszystkich. Jeżeli rząd faktycznie chce uregulować energię wiatrową, to można to zrobić dużo lepiej! Wiele wskazuje jednak na to, że rząd jest całkowice głuchy na głosy specjalistów, co prowadzi do wniosku, że chodzi o realną blokadę najważniejszego i najtańszego źródła energii odnawialnej. Gdyby tak nie było, to proszę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dopuszcza się do takich absurdów opisanych poniżej.

      Jeśli Państwo przetrwają troszkę czytania, to zobaczą jak tworzy się prawo w Polsce. Wystarczy pierwsza lepsza opinia (kilka stron w PDF) osoby, która nie ma żadnego pojęcia o branży, którą chce "uregulować", co sprowadza się realnie do całktowitego zablokowania wszystkich inwestycji w Polsce oraz wiele wskazuje na to, że rozbiórce istniejących już elektrowni wiatrowych - patrz więcej. A to oznacza utratę dochodów dla mieszkańców, gmin a także pozwy inwestorów.

      Niezbędne adresy i źródła, które będę analizował:

      Mamy do czynienia z efektem Krugera-Dunninga, gdzie nie tylko Witold Jaszczu, ale i Pani Barbara Lebiedowska czy Marcin Przychodzki (prowadzący Stopwiatrakom.eu - serwis lobbujący wśród posłów) wypowiadają się na dziesiątki aspektów związanych z elektrowniami wiatrowymi (od energetycznych, prawnych, ekonomicznych, zdrowotnych, akustycznych, budowalnych itp.), nie mając o nich realnie zielonego pojęcia. Bycie specjalistą w bardzo wąskiej dziedzinie, nie czyni automatycznie ekspertem w innych dziedzinach. Zabieranie głosu z pozycji "eksperta" (samozwańczego) w nie swojej dziedzinie, to liczenie na tzw. "efekt autorytetu" i oszukiwanie osób postronnych jak i wpływowych (np: posłów).

      Głos prawdziwych specjalistów (badających te zjawiska) nie jest słyszany, bo nie tworzą oni żadnych serwisów "do krzyczenia", nie jeżdżą po dziesiątkach spotkań nawołujących do tego czy owego zachowania.

      Tym sposobem dotarliśmy do tego momentu, który mamy teraz, czyli prawo pisane na szybko, po łebkach, pod publiczkę. A być może taki był cel. Ktoś robi za pożytecznego idiotę, by ktoś mógł zablokować jedno, by puścić drugie. Nie wnikam, brzydzą mnie takie gierki.

      Początek uzasadnienia wspomnianej "ustawy antywiatrowej" (lub "odległościowej") jest już porażający w swojej niezgrabności i niewiedzy. Pisany na szybko przez osobę, która nie ma pojęcia co uzasadnia i jakie niesie to skutki:

      Wybaczcie Państwo, ale nie mam nawet siły tego mądrze skomentować, przejdźmy dalej ...

      CZĘŚĆ I

      W tym miejscu następuje chyba kluczowy moment, gdzie uzasadnienie opiera się o zasadę "10-krotności" na podstawie pewnego wyliczenia rzucania lodem i częściami rozwalonej łopaty. Przynajmniej na to powoływał sie podczas komisji i podkomisji Pan poseł Bogdan Rzońca (PIS), przewodniczący komisji zresztą. Proszę Państwa, za moment opiszę badania, które jasno pokazują, że takie niewielkie zagrożenie jest zazwyczaj do 100-200 m, ale na potrzeby chwili i pokazania absurdu, założymy wspomiane rzucanie lodem lub częściami na te ok 700 m. Stosując dokładnie te samą trajektorię upadku części (lub lodu) na 700 m na który powołuje się Witold Jaszczuk, wykażę Państwu, że nie ma tutaj ABSOLUTNIE ŻADNEJ zależności "10-krotności"! W dodatku obliczenie te było oparte na kłamstwie i fałszywych doniesieniach (!): list PSEW w tej sprawie.

      Poniższy przykład zakłada:

      - ten sam rotor (r=45m) i te samą prędkość (a więc ta sama trajektoria);

      - dwie różne wieże 60 i 135 m, tym samym 2 różne wysokości maksymalne (105 i 180 m).

      Duża grafika

      Jak widzimy, nie ma żadnej zasady 10-krotności. Co więcej, niezależnie od wysokości odległości teoretycznego (nierealnego) upadku są bardzo podobne. Także wielkość rotora nic nie zmienia, wszystkie poruszają się podobnie szybko, czy to 0,3 MW czy 7 MW! Czyli może od małych 20 m siłowni też zaproponować 1 km?


      Prawdopodbieństwo trafienia nas przez element elektrowni wiatrowej, zakładając że może upaść nawet na teoretycznie 750 m, jest praktycznie 1 do nieskończoności, co potwierdzją realnia:

      • ponad 3500 elektrowni wiatrowych w Polsce;
      • żadnego potwierdzonego przypadku uszkodzenia ciała u mieszkańców przez upadek lodu czy częśći (i to pomimo prowadzonych akcji szukających takich przypadków!)

      Duża grafika

      Badania przeprowadzone w szwajcarskich Alpach pokazały, że wcześniej obliczone za pomocą wzorów empirycznych zasięgi rzucania lodem dla pracującej turbiny (135 m dla H 50 m i D 40 m) podczas 2 sezonów zimowych (2005/2006 i 2006/2007) nie zostały osiągnięte (Cattin et al. 2007).  Przeanalizowana literatura badań wskazuje, że przebywanie w odległości zasięgu rzutu lodem z turbiny nie jest równoznaczne z pewnością trafienia fragmentem lodu. Według przeprowadzonych badań terenowych i komputerowych symulacji (Morgan et al.1998) w odległości 220 m prawdopodobieństwo to wynosi 1:100, a powyżej tej granicy ryzyko gwałtownie spada i przy 400 m wynosi 1:1000000, co jest porównywalne do prawdopodobieństwa trafienia jednej osoby piorunem na obszarze Wielkiej Brytanii. Ponadto inwestycja będzie realizowana na terenie pól uprawnych, czyli na obszarze, gdzie w okresie potencjalnego zagrożenia rzucania lodem nie będą prowadzone prace polowe. Zatem zagrożenie wynikające z rzucania lodem jest krótkotrwałe i pomijalne w odległościach ponad 200 m.

      Inne badania zagrożenia rzucania lodem lub częściami łopat:

      Duża grafika ze źródłami badań

      Jak widać, badania pokazują, że teoretyczne zagrożenie jest do odległości 100-150 m, powyżej 200-300 m jest już na tyle małe, że powinno być pomijalne. Natomiast sugerowane 700 m a nawet ponad 1 km przez polskie wyliczenie na którym opiera się uzasadnienie, jest juz czystym absurdem nie mającym oparcia ani w innych badaniach, ani w realnym zagrożeniu o czym pisaliśmy tutaj.

      Główne zagrożenie do ok 100 m: duża grafika - Study and development of a methodology for the estimation of the risk and harm to persons from wind turbinesPrepared by MMI Engineering Ltd for the Health and Safety Executive 2013

      Wiele lat stoi już wiatrak tuż koło hotelu i ruchliwej drogi w Poczesnej koło Częstochowy. Zgadzamy się, że to za blisko ludzi, jednak wiatrak nie zagroził do tej pory nikomu, pomimo że jest to już raczej wiekowa konstrukcja.

      W jakim piśmie recenzowanym była wydana ta "opinia" mówiąca o lotach na ponad 700 m? Kto się do niej ustosunkował ze światka naukowego? Z tego co zdążyłem sprawdzić, to jedyne gdzie krążyła, to po stronach typu "Stop wiatrakom". Obliczenia, które nie uwzględniają choćby zawirowań, które momentalnie wypaczają tor lotu. Nawet nagrania video w YouTube pokazują, że praktycznie wszystkie znaczące części spadają w promieniu 100-200 m - video.


      Podsumowując, nie można wyznaczyć żadnej zależności rzędu 10-krotności, ponieważ nie pokazuje tego ani opracowanie przywołane w uzasadnieniu, ani też żadne inne badania jak i praktyka. Jeśli jakiekolwiek części spadają dalej niż 300 m, są to zazwyczaj lekkie poszycia łopat, które opadają bardzo wolno. Niektóre części po opadnięciu na ziemię, mogą przetaczać się bardzo powoli dalej, przez co można odnieść wrażenie, że być może spadły tak daleko. Dzieje się to jednak zazwyczaj podczas wiatrów huraganowych, więc nie jest to dominujące zagrożenie w danej chwili.

      = = = =

      CZĘŚĆ II

      Dalsze uzasadnienie ustawy jest równie absurdalne. Przywoływane są tak stare i nieprawdziwe mity, że mam wrażenie, cofnięcia się w czasie o minimum 5 lat, gdy to budziło jeszcze jakieś obawy. Czytamy więc:

      "Przy ustalaniuopisanej wyżej wartości przeanalizowano również następujące dostępne informacje i dane odnośnieimmisji generowanych przez elektrownie wiatrowe, co pozwala na zdefiniowanie kwestii potrzebyochrony siedzib ludzkich przed:

      1) hałasem i infradźwiękami,

      2) promieniowaniem elektromagnetycznym,

      3) drganiami,

      4) efektem migotania cienia i refleksów światła."

      A więc krótko, bo pisaliśmy o tym wiele razy, sprawy te są też opisane w każdym raporcie środowiskowym. Widać dokładnie, że piszący te ustawę NIGDY do nich nie zajrzeli, bo powielają mity na poziomie nastolatków szperających po spiskowych stronach internetu.

      1) Odpowiedź na hałas i infradźwięki:

      Wprowadzenie zasady 10-krotności wprowadza takie paradoksy:

      Duża grafika

      Jak widać na przykładzie turbin o wysokościach całowitych 76,5 m i 175 m, mieszkańcy NIE zyskują nic z takiej zasady (względem rozsądnych propozycji). Jeżeli inwestor nie znajdzie miejsc położonych o ponad 1 km od zabudowań, to będzie mógł stawiać mniejsze, ale bliżej zabudowań, hałasowo to nic nie daje, a nawet pogarsza sprawę.

      Nie zyskuje też gmina (małe podatki z małych EW) ani nasz krajowy system energetyczny (mało enegrii). Prawdziwy potencjał energetyczny jest na wiatrach powyżej 100 m, czyli gdy siłownie przekraczają rotorem ponad 150 m. 

      Im wyżej, tym silniejszy i bardziej stabilny wiatr, dlaczego to ważne:

      Duża grafika

      Obliczenia akustyczne pokazują, że stosując zasadę 10-krotności otrzymane wyniki od turbin wynoszą odpowiednio:

      • 26,4 dB dla punktów położonych 1750 m od siłowni wysokich na 175 m (3,3 MW);
      • 33,0 dB dla punktów położonych 765 m od siłowni wysokich na 76,5 m (0,8 MW).

      Takie podejście to jawna DYSKRYMINACJA! Dozwolone wartości dla dróg (na terenach wiejskich) to:

      • 56 dB (noc) i 65 dB (dzień).

      Zaś dozwolone wartości między innymi od elektrowni wiatrowych to zazwyczaj:

      • 45 dB (noc) i 55 dB (dzień).

      Oddalając o zasadę 10-krtoności, wprowadza się tylnymi drzwiami normy na poziomie 25-35 dB!!! To czysty absurd, gdyż poziom naturalnego tła akustycznego w terenach wiejskich to zazwyczaj 30-50 dB (m.i. w zależności od prędkości wiatru).

      Wprowadza się "dyskryminację akustyczną" na około 20-30 dB względem innych źródeł i obowiązujących przepisów!

      Krótko jeszcze o infradźwiękach, tutaj zasada 10-krotności niczego nie zmienia. W odległości ok 500 m od elektrowni wiatrowych poziom infradźwięków jest równy tłu akustycznemu typowych terenów wiejskich. Czy elektrownie wiatrowe pracują czy nie, poziom infradźwięków jest praktycznie bez zmian.

      Pisaliśmy o tym naście razy: w tym PDF do pobrania.

      http://www.windpark-eichenzell.de/infraschall/

      Reasumując temat infradźwięków:

      1) wyższy poziom infradźwięków jest choćby od naszych samochodów i ciągów komunikacyjnych;

      2) już w odległościach 400-500 m poziom infradźwięków od siłowni jest na poziomach zbliżonych do tła akustycznego;

      3) infradźwięki od elektrowni wiatrowych występują na poziomach, które są poniżej progu percepcji i wpływu (czerwona linia) na człowieka.

      4) poziom infradźwięków w odległościach 500 m od siłowni to zazwyczaj około 70 dBG, a przy normach 86 i 102 dBG.

      Opisywany przez Witodla Jaszczuka poziom ponad 110 dB tyczył się zakresu w okolicy 2 Hz. Dla tego przedziały dopuszczalne normy to zazwyczaj około 130 dB, a próg bólu to 165 dB. Badania pokazujący realny poziom - PL oraz niemieckie.

      Podsumowanie manipulacji Witolda Jaszczuka:

      Duża grafika


      Inne zarzuty, typu cień, promieniowanie elektromagnetyczne - przecież to idzie sprawdzić w 15 sek, że poziom od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden:

      Co do cienia, uciążliwy cień sięga zazwyczaj do 500 m i nie stanowi koła (np: nie pada na południe!!), więc nie można wprowadzić nawet zasady 500 m, tylko muszą być wyliczenia!

      Inne mity można rozwiać - tutaj

      Chciałem ustosunkować się jeszcze do 3 innych zarzutów Witolda Jaszczuka. A mianowicie:

      1) Cytat: 

      "ograniczenie prędkości wiatru w warunkach pomiarowych do poniżej 5 m/s uniemożliwia pomiary hałasu elektrowni wtedy, gdy działa ona z pełną mocą i hałasuje najbardziej (turbina rusza bowiem dopiero przy prędkości wiatru ok. 4 m/s, a pełną moc rozwija przy prędkości powyżej 12 m/s);"

      Totalna bzdura Panie Witoldzie, ręce opadają, jak się to czyta. Miesza Pan różne prędkości wiatrowe (wiatr u dołu z wiatrem u góry), typowy błąd laików. Od razu widać, że NIE ma pan bladego pojęcia w tym temacie, czy robił Pan kiedyś pomiary od elektrowni wiatrowych? Bo ja i robiłem a także mieszkam przy nich.

      Bardzo krótko (ze względów technicznych bloga) tak by nie tylko Pan zrozumiał. Elektrownia wiatrowa NIE hałasuje najbardziej, przy wietrze 12 m/s na wysokości pomiarów (tzn. może, ale nie musi), tylko:

      - gdy osiąga maksymalną moc akustyczną w warunkach wiatrowych panujących NA WYSOKOŚCI GONDOLI. Taka maksymalna moc akustyczna jest osiągana praktycznie zawsze 2-4 m/s wcześniej, niż maksymalna moc produkcyjna! Większość nowoczesnych lądowych turbin wiatrowych, osiąga maksymalną moc akustyczną przy wietrze na wysokości gondoli (czyli zazwyczaj na 80-130 m) rzędu 8-11 m/s. W tym samym czasie na dole w punkcie pomiarowym może być 3-5 m/s.

      - prędkość wiatru na wysokości pomiarów nie ma tutaj NIC do rzeczy, jest ona tylko istotna z tego powodu, by NIE zakłócała pomiarów. Innymi słowy, duża prędkość wiatru generuje zbyt wysokie tło akustyczne. Wiele opracowań podaje dla przykładu, że sam wiatr o prędkości 10-12 m/s generuje hałas rzędu 50-55 dB!

      - maksymalna moc akustyczna może być osiągnięta zarówno gdy wiatr na wysokości pomiarów ma 1 m/s jak i 7 m/s. Wszystko zależy od aktualnego profilu wiatru.

      - najbardziej uciążliwa (słyszalna ponad tło akustyczne) elektrownia wiatrowa jest wtedy, gdy (niech Pan notuje!!!!): wiatr na wysokości pomiarów ma 0-1 m/s (!!!!!!!!!!!!), zaś na wysokości gondoli jest w  okolicach 10 m/s. Czy teraz będzie się Pan domagał pomiarów przy 1 m/s?

      Domaganie czy sugerowanie konieczności pomiarów nawet przy 12 m/s na wysokości pomiarów to absolutny nonsens, aż rodzi pytanie, czy kojarzy Pan choć minimalnie specyfikę tematu, za który Pan się zabrał? Teoretycznie można mierzyć przy 10-12 m/s, ale wprowadzając poprawki na tło i odzielając to od wyników, sprawa koszmarnie trudna, dlatego prawie nikt tego nie stosuje na świecie.

      A tak wygląda możliwy profil wiatru w Polsce (w głębi lądu, na obszarach równinnych) w dwóch ujęciach. Po lewej przy typowej średniej prędkości wiatru w Polsce na 10 m (około 3,5 m/s), po prawej przy wietrze na 100 m o prędkości 10 m/s, czyli takiej gdy większość turbin osiąga maksymalny poziom akustyczny:

      Profil wiatru - duża grafika

      Potwierdzenie z realnych pomiarów:

      Źródło - tutaj

      I jeszcze jedna pomocna grafika, pokazująca typowy profil wiatru w ciągu doby w Polsce (nieco uproszczony, bo uśredniony z wielu danych):


      Duża grafika -tutaj

      Jak widać, nie ma najmniejszego problemu (zwłaszcza w nocy patrząc na profil wiatru), by badać w Polsce hałas od turbin wiatrowych przy ich maksymalnym poziomie akustycznym. Inną sprawą natomiast jest to, że faktycznie nie zawsze turbiny pracują na 100% tej mocy. To akurat dobrze z punktu widzenia akustyki, że turbiny nie zawsze pracują pełną mocą akustyczną, prawda Panie Witoldzie?

      2) Cytat:

      "Niestety szkodliwe są nie tylko dźwięki słyszalne, ale także niesłyszalne aż do infradźwięków włącznie. Ich zawartość w widmie turbiny wiatrowej jest przeważająca (dominują w nim częstotliwości niesłyszalne) i dlatego moim zdaniem wystąpiła nagląca potrzeba ustanowienia dodatkowych kryteriów hałasu środowiskowego w postaci poziomów skorygowanych charakterystyką C, bardziej odpowiadającą urządzeniom technicznym współczesnej cywilizacji."

      Co znaczy "szkodliwe"? Tak może napisać gimnazjalista na forum internetowym, a nie ktoś, kto chce wpływać na prawo w Polsce. Wszystko zależy od dawki (poziomu). Nie sposób się nie zgodzić z Paracelsusem:

      „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę”

      Wiemy dobrze, jakie poziomy są szkodliwe, jakie uciążliwe a jakie wręcz relaksujące czy obojętne.

      Natomiast druga sprawa, czyli domaganie się pomiarów skorygowanych charakterystyką C - znowu świadczy o niewiedzy! Pierwszą ofiarą byłby ruch samochodowy w miastach. Odnoszę wrażenie, że nie ma Pan pojęcia, jaka zostały skonstruowane krzywe ważone A, C czy G. Więc dla pewności:

      • krzywa ważenia A: powstała z odwrócenia krzywej głośności 40 fon;
      • krzywa ważenia C: powstała z odwrócenia krzywej głośności 100 fon.

      Charakterystyka A odpowiada reakcji ucha ludzkiego na dźwięki o niskich poziomach, czyli jest wzorowana na krzywej izofonicznej 40 fonów (stanowi jej odbicie zwierciadlane). Z kolei charakterystyka częstotliwościowa C odpowiada reakcji ucha ludzkiego na dźwięki o wysokich poziomach ciśnienia akustycznego (krzywej izofonicznej 100 fonów). Zalecano przy tym stosowanie tych charakterystyk dla wybranych zakresów poziomu ciśnienia akustycznego, np. charakterystyki częstotliwościowej A w zakresie poziomów dźwięków 20–55 dB.

      Krzywa C jest stosowana do dźwięków bardzo głośnych (powyżej 80 dB), często o szczytowych poziomach. I tak powinno zostać, bo tak jest logicznie dla każdego, kto choć trochę ma o tym pojęcie.

      Źródło: http://www.bksv.com/Library/dictionary.aspx?key=all

      Elektrownie wiatrowe NIE przekraczają dopuszczalnych poziomów, zarówno w ujęciu krzywej A, G ale także i C, gdyby taką normę pośrednią opracowano na podstawie krzywej ISO-226:

      Jak widać, nie ma tutaj żadnego zagrożenia, a pomiary były wykonywane często w odległościach juz około 150 m od siłowni.

      3) Cytat: 

      "Na etapie obliczeń należy zwrócić uwagę, że w polskim klimacie, w którym przez parę miesięcy w roku występują temperatury ujemne i ziemia bywa zmrożona, nie jest dopuszczalne przyjmowa-nie w obliczeniach współczynnika gruntu G > 0 .... Stosowanie współczynnika gruntu większego od 0 powinno dyskwalifikować zawodowo akusty-ka sporządzającego raport, a także urzędnika uzgadniającego inwestycję."

      Na tym tle ta prośba wygląda wręcz komicznie i dopełnia obraz braku wiedzy. Współczynnik gruntu G=0, nie polega na tym, że grunt jest zmrożony. Nie będę już tego tłumaczył, bo można wyszukać wiele opracowań naukowych na ten temat, że w najgorszych możliwych przypadkach spada to z G=1 do G=0,5. Raczej zostawiam to, by pokazać jakie to fundamentalne ideologiczne stanowisko, które nie ma nic wspólnego z rozsądkiem czy wiedzą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2016 13:50

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa