Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy otagowane „NIK”

  • poniedziałek, 18 kwietnia 2016
    • Jak NIK manipuluje ws elektrowni wiatrowych

      O raporcie pokontrolnym NIK ws inwestycji wiatrowych w Polsce pisaliśmy już w 2014 r. Myśleliśmy, że temat ten został dobrze wyjaśniony, jak wielkim nadużyciem były wnioski prezentowane mediom. Ale temat wrócił przy okazji ustawy "antywiatrakowej" i jest jednym z dowodów mającym zniszczyć branżę wiatrową.

      Prezentacja wniosków to wręcz skandaliczny popis tego, jak z niczego zrobić aferę pod media. Rozumiemy, że temat "trzeba sprzedać", by NIK był postrzegany jako instytucja godna zaufania. No właśnie, jeżeli ma być godna zaufania, to nie może robić takich skandalicznych pokazówek, zupełnie przeinaczając wnioski płynące z kontroli.

       

      Ale od początku, zobaczmy jak "sprzedano" temat mediom:

      A teraz fakty:

      Duża grafika - NIK wiatraki fakty

       

      Nie 33% wiatraków

      stoi na gruntach osób związanych z urzędami gmin,

      tylko 1,3% (w gminach kontrolowanych),

      a być może mniej niż 0,6% !!!! (analizując wszystkie).

      Czyli 1 na ok 150-200, zamiast 1 na 3.

      Jednak wielka prośba do wszystkich, jeśli będziecie czytać w przyszłości jakieś "wnioski medialne" NIK, to proszę podchodzić z BARDZO WIELKĄ ostrożnością do tego! NIK zawsze coś znajdzie (i dobrze), ale sposób w jaki to prezentuje, jest czasem wręcz skandaliczny! Media są nastawione na afery, ale dlaczego NIK czasem zniża się do tego poziomu?

      Zasadnicze błędy we wspominanym raporcie to:

      1) niereprezentacyjny dobór próby - nawet jeśli NIK nie chce prowadzić kontroli losowo (bo ma do tego prawo), to trzeba to wyraźnie zaznaczyć we wnioskach! W przypadku elektrowni wiatrowych, do kontroli były wzięte te gminy, gdzie sami mieszkańcy (lub stowarzyszenia) poprzez listy lub media, donosili o możliwych nieprawidłowościach.

      2) uogólnianie jednego przypadku z całej gminy (np: z 1 "wiatraka" na wszystkie, np: 10), na całą gminę, licząc dalej wszystkie wiatraki, jako zlokalizowane u osób związanych z gminą;

      3) przekładanie wniosków (zawyżonych jak wyżej) z kontrolowanych gmin, na całą branżę i inne gminy.

      Suma wszystkich błędów sprowadza się do absurdu, sugerującego, że 1/3 elektrowni stoi u osób powiązanych z gminą. Jeżeli tak przedstawia się wszelkie wnioski z raportów pokontrolnych NIK, to można tylko zapłakać nad stanem tego, czego nie robi się by zaistnieć w mediach.

      NIK to instytucja niezwykle potrzebna, ale nie powinna ulegać presji mediów, by sprzedawać w tak zmanipulowany sposób wnioski. Tym bardziej, że media i tak podkręcają to wszystko x 5.


      Niezbędne linki:

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2016 15:02
  • wtorek, 30 września 2014
    • NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1

      16 lipca 2014 ukazał się raport NIK o procesie powstawania farm wiatrowych. Specjalnie odczekałem kilka miesięcy by te sprawę opisać, by po raz kolejny pokazać jak działają nastawione na tanią sensację media i populistyczni politycy. A to, że będzie się tym raportem manipulować, byłem pewien i potwierdziło się. Ostatecznym impulsem do opisania tej sprawy był wczorajszy materiał w telewizji TTV (29.09.2014), gdzie przekroczono wszelkie normy zasad rzetelności dziennikarskiej nie wspominając o szopce z zakłóceniem konferencji i przedstawieniu się w roli ofiary (żenujące).

      TTV reklamuje swoją stację jako "TTV - Przekraczamy granice!" Tak, przekroczono granice kłamstwa, głupoty i manipulacji. Bym nie był gołosłowny, wszystko opiszę krok po kroku. 

      Materiał telewizyjny był o jednej z miejscowości, gdzie protestuje kilkanaście osób, którzy uważają, że zostało złamane prawo. TTV w zasadzie przyznało im rację, choć o tym, czy prawo zostało złamane, decydują sądy przy udziale odpowiednich instytucji. Sprawa w toku, ale ludzie i TTV wie swoje. Jednak nie będę się rozpisywał o tej konkretnej gminie, bo inwestorzy są różni. Jedni robią to idealnie i sprawnie, drudzy gubią się w gąszczu naszego prawa, a zwłaszcza w gąszczu zmian i interpretacji prawa. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 6-7 lat, nastąpiło kilka poważnych zmian prawa, za każdym razem na niekorzyść inwestorów wiatrowych. Stąd być może są te problemy, że inwestor uzyskał jakieś pozwolenia kilka lat temu, a ludzie oceniają dziś sprawę z punktu widzenia obecnych przepisów.

      Natomiast drugą kwestią poruszaną w materiale był raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli (NIK), którzy tyczył się procedur powstawania farm wiatrowych w Polsce. I tutaj niestety zaczyna się pokaz amatorstwa, manipulacji i kłamstw w wykonaniu mediów, ale także i populistycznych polityków i działaczy społecznych. Otóż w programie padło kilkukrotnie stwierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na polach wójtów i radnych. Tutaj niestety kłania się wtórny analfabetyzm osób, które powtarzają te słowa (lub celowe okłamywanie opinii publicznej), a reporterzy TTV są totalnie nieprzygotowani do tematu.

      - - - -

      Z dedykacją dla dziennikarzy TVN i TTV: Wtórny analfabetyzm - definicja:  "niemożności zrozumienia i wykorzystania drukowanych informacji oraz przedstawień graficznych, tj. ikon, wykresów, diagramów), czyli praktycznej niezdolności posługiwania się słowem pisanym: braku zrozumienia treści najprostszych instrukcji, braku umiejętności wypełnienia najprostszych formularzy."

      Wtórny analfabetyzm w Polsce potwierdzają zresztą liczne badania, m.i.:  "Trzy czwarte bezradnie rozkładało ręce przy pytaniu, czy dostrzegają związek między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi liczby wypadków). W rezultacie na najwyższych (piątym i czwartym) poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego. Zajęliśmy ostatnie miejsce w rankingu."

      http://media.wp.pl/kat,1022939,title,Kraj-wtornych-analfabetow,wid,8239483,wiadomosc.html?ticaid=11389b

      - - - -

      A przejdźmy do rzeczy, czyli analizy raportu NIK. To będzie chyba jedyna rzetelna i obiektywna analiza dostępna w sieci, ponieważ napisana na podstawie przeczytania ZE ZROZUMIENIEM tekstu raportu NIK.

      1) Głównym zarzutem, który cytuje się z raportu NIK, to twierdzenie, że ponad 1/3 wiatraków stoi na gruntach radnych lub wójtów. Tymczasem opracowanie NIK podaje:

      - "W części gmin (ok. 30%) elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      - "Tymczasem, aż w 11 z 28 skontrolowanych gmin (39%) dochodziło do przypadków lokalizowania wiatraków na działkach należących m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin"

      http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-elektrowniach-wiatrowych.html

      Pomijając fakt, że w dokumencie pada raz 30% a innym razem 39%, to najważniejszy jest wniosek jaki z tego płynie. Otóż media i anty-wiatrowi działacze społeczni, przedstawiają to w następujący sposób: "ponad 1/3 wiatraków w Polsce jest na gruntach radnych i wójtów".

      Po pierwsze, wystarczył tylko 1 wiatrak z np: 15 wiatraków w gminie, który stałby na gruncie radnego, by cała gmina była dodana do gmin negatywnie ocenianych! To absolutnie nie oznacza, że 30% wiatraków stoi na gruntach radnych. Upraszczając i uśredniając, by pokazać te manipulację, mamy tak:

      - 28 zgłoszonych tendencyjnie gmin;

      - zakładamy, że w każdej gminie jest średnio 10 wiatraków (farmy wiatrowe mają zazwyczaj 5-20 siłowni wiatrowych) - czyli mamy razem 280 siłowni wiatrowych;

      - w 11 gminach odkryto choćby jeden przypadek lokalizacji na gruntach radnych, wójta lub pracowników urzędu. Załóżmy średnio 2 przypadki na gminę (tym bardziej, że wójt jest 1 na gminę, zaś 1 radny przypada przeważnie na 1-2 wsie), czyli razem 22 siłownie wiatrowe na tych gruntach.

      Podsumowując powyższy uproszczony przykład, razem mamy 22 wiatraki na 280 wszystkich, które stoją na gruntach, na których inni sobie nie życzą. Bo tak na prawdę, nie ma mowy o bezpośrednim złamaniu prawa. Czyli zaledwie 8% wszystkich wiatraków w najbardziej podejrzanych gminach, stało na gruntach osób, na których inni by sobie tego nie życzyli. Tymczasem mówi się o ponad 1/3 wiatraków, tylko dlatego, że wiele osób nie rozumie prostego przekazu.

      Po drugie, prawda jest taka, że te 28 gmin wybranych do kontroli, zostało dobranych na podstawie zgłoszenia (donosu) przez mieszkańców lub organizacje anty-wiatrowe, jako gminy gdzie podejrzewają, że zachodzi podejrzenie przestępstwa lub złamania prawa. Czyli z około 500 gmin (na prawie 2500 gmin w Polsce), gdzie toczą się jakieś procesy inwestycji wiatrowych, wybrano 28 najbardziej podejrzanych przypadków. Czy na tej podstawie, można interpolować te wyniki i wnioski na całą Polskę? Absolutnie NIE! To tak, jakby wybrać do analizy najbogatsze miasta w Polsce i próbować napisać raport o bogactwie lub biedzie w Polsce. Z góry jest to przekłamane i manipulacja! To nie jest sytuacja analogiczna, jak badanie losowe lub naukowo dobrana próba reprezentacyjna, wskazująca wyniki poparcia dla partii. Wtedy można to próbować przekładać na cały kraj.

      Natomiast sugerowanie, że po wyniku kontroli 28 najbardziej podejrzanych gmin, można to przełożyć na cały kraj i całą branżę, jest po prostu obrazą inteligencji Polaków. To tak, jakby zrobić sondaż wyborczy na wiecu wyborczym Ruchu Palikota, gdzie okaże się, że 40% Polaków popiera Palikota. Czy to jest mądre podejście do interpretacji wyników?

      Tak więc te 11 gmin (z tendencyjnie dobranych 28 gmin) zdecydowało, że cała branża wiatrowa jest dziś negatywnie postrzegana przez nieudolne czytanie raportu NIK. Czyli 11 gmin (poniżej 0,5% gmin), na prawie 2500 gmin w Polsce zdecydowało o wszystkim. Jak to nie jest manipulacja, to co nią jest?

      Dlaczego w ogóle trafiają się czasem lokalizacje siłowni na działkach np: radnych?

      * Po pierwsze wynika to z faktu, że ciężko w ogólne wyszukać takie miejsca oddalone o ponad 400-500 m od zabudowań. Praktycznie każdy rozsądny inwestor szuka jak najbardziej oddalonych miejsc od zabudowań, co oznacza zazwyczaj w praktyce, że są to działki po prostu duże. Najlepiej jeśli działka ma szerokość ponad 100 m w przypadku dużej siłowni, zaś długość ponad 700 m (co obrazuje grafika poniżej). W realiach gminnych, największe działki, które dają możliwość lokalizowania siłowni najdalej od zabudowań, posiadają często osoby "obrotne i zaradne" (np: skupujące inne działki), czyli w praktyce właśnie radni. Bo zazwyczaj takie osoby decydują się na start w wyborach i są wybierani. Jeśli inwestor więc chce lokalizować w danej gminie siłownie jak najdalej od zabudowań, może trafić na działki takich osób. Jeżeli miałby ich unikać, pewnie musiałby lokalizować bliżej zabudowań.

      * Po drugie, proces inwestycji trwa w gminie kilka lat, czasem jest to 5-6 lat. Tymczasem radnym się bywa, kadencja trwa 4 lata. Część osób mogła mieć umowy podpisane, zanim została radnymi.

      * Po trzecie, o ostatecznej lokalizacji, jej poprawności względem wielu stref i ograniczeń (np: hałasu, odległości od lasów, infrastruktury, dróg itp.) decydują konkretne czynniki lokalizacyjne, kontrolowane także przez inne instytucje na etapie uzgadniania i opiniowania planu. 

      * Po czwarte, często inwestor jest wręcz zmuszony zlokalizować na konkretnej działce, gdyż tylko ta wchodzi w grę, co doskonale obrazuje poniższa grafika:

       Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatraki_nik_raport.png

      Warto też wspomnieć, że czasem i tak nie da się rady minąć osoby funkcyjnej w gminie, choćby dlatego, że trasa kablowa od siłowni do GPZ (punkt odbioru energii), która ma często nawet ponad 5 km długości, biegnie przez dziesiątki działek, jedna po drugiej. Omijanie jednej z działek, tylko dlatego, że się to komuś nie podoba, oznacza że pozostałe np: 30 osób traci z tego korzyści.

       

      2) Kolejną podnoszoną kwestią jest polityka przestrzenna gminy, czyli procedura uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (w skrócie "plan" lub MPZP). 

      "W zdecydowanej większości skontrolowanych gmin (ok. 80%), zgoda organów gmin na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny w wysokości co najmniej ekwiwalentnej do kosztów zmiany założeń zagospodarowania przestrzennego. Przepisy prawa stanowią, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Finansowanie w ten sposób zadań własnych gminy mogło być źródłem wystąpienia konfliktu interesów między preferencjami inwestorów a obiektywnymi – z punktu widzenia gminy i lokalnych społeczności – rozwiązaniami planistycznymi. Tak ukształtowane relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowiły zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny."

      To bardzo ciekawy problem, ponieważ dokładnie KAŻDA prywatna inwestycja w Polsce, która chce dokonać zmiany lub uchwalenia nowego MPZP, może być o to oskarżona! Nie potrzeba nawet wykładać pieniędzy oficjalnie w ramach jakiś porozumień, może to być pod stołem! Dlaczego? Ponieważ zdecydowana większość gmin (właśnie te 80%) nie ma pieniędzy na wykonanie MPZP. Generalnie każda prośba inwestora lub osoby prywatnej o MPZP, to zawsze twardy orzech dla zgryzienia dla władz gmin. Gminy nie mają wolnej kwoty na wykonanie planu, a inwestor lub osoba prywatna, koniecznie chce plan bo może to przynieść obopólne korzyści. Należy podkreślić, że wiele MPZP są robione na bardzo małe obszary, często wręcz na pojedyncze działki rzędu 1-2 ha, mimo że ideałem jest pokrycie całej gminy w MPZP. Wniosek który płynie z raportu NIK, można tak na prawdę przełożyć na wszystkie MPZP w kraju, dotyczące każdej inwestycji w Polsce. Jeżeli Pan Jak Kowalski chce zmianę planu pod działkę jednorodzinną (teren o symbolu MN), to jeżeli gmina zrobi mu plan, też można oskarżyć gminę o działanie korupcjogenne. Ponieważ "może im dał pod stołem" by się tym planem zajęli. Ba , powiem więcej! Jeżeli gmina zrobi mu MPZP ze swoich środków, można wtedy tym bardziej oskarżyć o mechanizmy korupcyjne, ponieważ gmina robi coś komuś za darmo, że środków gminy. Tak czy inaczej, zawsze można oskarżyć o mechanizmy korupcyjne. Cokolwiek gmina nie zrobi, zawsze będzie źle. I tyle jest wart w tej kwestii raport NIKu, czyli czepialstwo na siłę.

      Gminy jeśli już robią plany miejscowe (MPZP), to zazwyczaj na małe obszary, bo na więcej ich nie stać po prostu. Często robi się więc MPZP na obszar 5 ha, za np: 30 tys. zł, co daje w przeliczeniu 600 tys. zł za 1 km2. Tymczasem gdyby władza zrobiła plan na cały obszar gminy, czyli np: 1500 ha (150 km2), to koszty planu mogłyby wynieść np: 180 tys. zł, czyli 1,2 tys. zł za 1 km2. Czyli robiąc małe plany, gmina może przepłacać 500-krotnie za km2. Nic więc dziwnego, że gminy oczekują pomocy, bo inaczej to zwykła darowizna na rzecz obcego podmiotu.

      Dlatego powszechną praktyką w całej Polsce jest to, że jak tylko pojawia się stosunkowo duży inwestor, to czegoś się od niego oczekuje, z myślą o dobru gminy. Od galerii handlowych czy marketów gminy i miasta wymagają, by przebudowali kilka dróg w najbliższej okolicy. Pierwszy lepszy przykład, zmiana MPZP pod budowę galerii handlowej, gdzie inwestor zobowiązuje się wykonać drogę:

      "Inwestor zobowiązał się do budowy drogi po tym, jak ruszą prace budowlane nowego centrum handlowego."

      http://www.ino-online.pl/n.php?wiadomosc=12885&nr=1

      Dokładnie tego samego często wymagają gminy od inwestorów wiatrowych. Wielu inwestorów ma więc stawiany wybór, dajecie na początek np.: 100 tys. darowizny, a my sobie przeznaczymy to potem albo na drogę lub procedurę planistyczną (gdzie trafią, to i tak bez znaczenia, bo to kwestia przesunięcia środków). Gminę stać więc na procedurę planistyczną, a potem uzyskuje coroczne wpływy z podatków od elektrowni wiatrowych, często rzędu 500 tys. i więcej. Z korzyścią dla wszystkich. NIK widzi tutaj problem. Pytam więc, dlaczego NIK nie widzi problemu dokładnie takiego samego, w przypadku lokalizacji marketów, zakładów czy nawet zmian na tereny mieszkalne dla prywatnych osób? To wszystko wymaga od gminy nakładu pieniędzy, więc każde przystąpienie do procedury MPZP, nosi znamiona pomocy dla jakiegokolwiek inwestora ..... a więc może nosić znamiona teoretycznej korupcji. Takie nasze prawo, takie nasze państwo. Ale kozioł ofiarny jest jeden, mimo że przez ponad 20 lat nikomu to nie przeszkadzało.

      Raport NIK porusza też inne kwestie, które opiszę w kolejnych wpisach, dla zachowania przejrzystości.

       

      PS. uzupełnienie z 13-10-2014

      Okazuje się, że nawet Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli nie zna raportu podległej mu służbie! Jeżeli wierzyć dziennikarzom, powiedział:

      "Jeśli się okazuje, że 1/3 wiatraków w Polsce stoi na działce wójta, burmistrza, radnego, który głosował zmianę planu zagospodarowania przestrzennego umożliwiającego tę inwestycję czy pracownika urzędu gminy, który obsługuje inwestora, to uważam, że jest to sytuacja patologiczna." 

      Źródło: http://odnawialnezrodlaenergii.pl/energia-wiatrowa-aktualnosci/item/1237-1-3-wiatrakow-w-polsce-stoi-na-dzialce-wojta-burmistrza-radnego

      Nawet nie wiem jak to skomentować, chyba tylko tak, że ręce opadają jak człowiek czyta takie bzdury. Bo absolutnie nie wynika to z jego kontroli, nie wspominając o tym, że takie przypadki zanotowano tylko w 11 specjalnie wybranych gminach na prawie 2500, więc to jest to 1/3 Polski? Tym bardziej, że dobór gmin nie był losowy, na przykład jedną z gmin był Kleczew, gdzie media donosiły że takie przypadki mają miejsce. Jakim więc prawem wyciąga się wnioski na całą Polskę i branżę?

      Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie najpierw manipulacyjnie dobiera się gminy (na podstawie donosów), a potem próbuje wyciągać się wnioski na całą branżę, w dodatku przedstawiając to zupełnie inaczej niż wynika z samej kontroli! Mamy więc do czynienia z trzema kłamstwami, jedno oparte na drugim! Szczyt manipulacji osiągnięty. Brawo, Panowie i Panie brawo.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „NIK o elektrowniach wiatrowych a manipulacje mediów cz.1”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 września 2014 16:13

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa