Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy otagowane „infradźwięki”

  • niedziela, 27 marca 2016
    • Absurdy uzasadnienia "Ustawy Antywiatrowej" oparte na manipulacjach i niewiedzy Witodla Jaszczuka

      Kilka niezbitych dowodów, że obecna propozycja ustawy to czysty absurd ze szkodą dla wszystkich. Jeżeli rząd faktycznie chce uregulować energię wiatrową, to można to zrobić dużo lepiej! Wiele wskazuje jednak na to, że rząd jest całkowice głuchy na głosy specjalistów, co prowadzi do wniosku, że chodzi o realną blokadę najważniejszego i najtańszego źródła energii odnawialnej. Gdyby tak nie było, to proszę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dopuszcza się do takich absurdów opisanych poniżej.

      Jeśli Państwo przetrwają troszkę czytania, to zobaczą jak tworzy się prawo w Polsce. Wystarczy pierwsza lepsza opinia (kilka stron w PDF) osoby, która nie ma żadnego pojęcia o branży, którą chce "uregulować", co sprowadza się realnie do całktowitego zablokowania wszystkich inwestycji w Polsce oraz wiele wskazuje na to, że rozbiórce istniejących już elektrowni wiatrowych - patrz więcej. A to oznacza utratę dochodów dla mieszkańców, gmin a także pozwy inwestorów.

      Niezbędne adresy i źródła, które będę analizował:

      Mamy do czynienia z efektem Krugera-Dunninga, gdzie nie tylko Witold Jaszczu, ale i Pani Barbara Lebiedowska czy Marcin Przychodzki (prowadzący Stopwiatrakom.eu - serwis lobbujący wśród posłów) wypowiadają się na dziesiątki aspektów związanych z elektrowniami wiatrowymi (od energetycznych, prawnych, ekonomicznych, zdrowotnych, akustycznych, budowalnych itp.), nie mając o nich realnie zielonego pojęcia. Bycie specjalistą w bardzo wąskiej dziedzinie, nie czyni automatycznie ekspertem w innych dziedzinach. Zabieranie głosu z pozycji "eksperta" (samozwańczego) w nie swojej dziedzinie, to liczenie na tzw. "efekt autorytetu" i oszukiwanie osób postronnych jak i wpływowych (np: posłów).

      Głos prawdziwych specjalistów (badających te zjawiska) nie jest słyszany, bo nie tworzą oni żadnych serwisów "do krzyczenia", nie jeżdżą po dziesiątkach spotkań nawołujących do tego czy owego zachowania.

      Tym sposobem dotarliśmy do tego momentu, który mamy teraz, czyli prawo pisane na szybko, po łebkach, pod publiczkę. A być może taki był cel. Ktoś robi za pożytecznego idiotę, by ktoś mógł zablokować jedno, by puścić drugie. Nie wnikam, brzydzą mnie takie gierki.

      Początek uzasadnienia wspomnianej "ustawy antywiatrowej" (lub "odległościowej") jest już porażający w swojej niezgrabności i niewiedzy. Pisany na szybko przez osobę, która nie ma pojęcia co uzasadnia i jakie niesie to skutki:

      Wybaczcie Państwo, ale nie mam nawet siły tego mądrze skomentować, przejdźmy dalej ...

      CZĘŚĆ I

      W tym miejscu następuje chyba kluczowy moment, gdzie uzasadnienie opiera się o zasadę "10-krotności" na podstawie pewnego wyliczenia rzucania lodem i częściami rozwalonej łopaty. Przynajmniej na to powoływał sie podczas komisji i podkomisji Pan poseł Bogdan Rzońca (PIS), przewodniczący komisji zresztą. Proszę Państwa, za moment opiszę badania, które jasno pokazują, że takie niewielkie zagrożenie jest zazwyczaj do 100-200 m, ale na potrzeby chwili i pokazania absurdu, założymy wspomiane rzucanie lodem lub częściami na te ok 700 m. Stosując dokładnie te samą trajektorię upadku części (lub lodu) na 700 m na który powołuje się Witold Jaszczuk, wykażę Państwu, że nie ma tutaj ABSOLUTNIE ŻADNEJ zależności "10-krotności"! W dodatku obliczenie te było oparte na kłamstwie i fałszywych doniesieniach (!): list PSEW w tej sprawie.

      Poniższy przykład zakłada:

      - ten sam rotor (r=45m) i te samą prędkość (a więc ta sama trajektoria);

      - dwie różne wieże 60 i 135 m, tym samym 2 różne wysokości maksymalne (105 i 180 m).

      Duża grafika

      Jak widzimy, nie ma żadnej zasady 10-krotności. Co więcej, niezależnie od wysokości odległości teoretycznego (nierealnego) upadku są bardzo podobne. Także wielkość rotora nic nie zmienia, wszystkie poruszają się podobnie szybko, czy to 0,3 MW czy 7 MW! Czyli może od małych 20 m siłowni też zaproponować 1 km?


      Prawdopodbieństwo trafienia nas przez element elektrowni wiatrowej, zakładając że może upaść nawet na teoretycznie 750 m, jest praktycznie 1 do nieskończoności, co potwierdzją realnia:

      • ponad 3500 elektrowni wiatrowych w Polsce;
      • żadnego potwierdzonego przypadku uszkodzenia ciała u mieszkańców przez upadek lodu czy częśći (i to pomimo prowadzonych akcji szukających takich przypadków!)

      Duża grafika

      Badania przeprowadzone w szwajcarskich Alpach pokazały, że wcześniej obliczone za pomocą wzorów empirycznych zasięgi rzucania lodem dla pracującej turbiny (135 m dla H 50 m i D 40 m) podczas 2 sezonów zimowych (2005/2006 i 2006/2007) nie zostały osiągnięte (Cattin et al. 2007).  Przeanalizowana literatura badań wskazuje, że przebywanie w odległości zasięgu rzutu lodem z turbiny nie jest równoznaczne z pewnością trafienia fragmentem lodu. Według przeprowadzonych badań terenowych i komputerowych symulacji (Morgan et al.1998) w odległości 220 m prawdopodobieństwo to wynosi 1:100, a powyżej tej granicy ryzyko gwałtownie spada i przy 400 m wynosi 1:1000000, co jest porównywalne do prawdopodobieństwa trafienia jednej osoby piorunem na obszarze Wielkiej Brytanii. Ponadto inwestycja będzie realizowana na terenie pól uprawnych, czyli na obszarze, gdzie w okresie potencjalnego zagrożenia rzucania lodem nie będą prowadzone prace polowe. Zatem zagrożenie wynikające z rzucania lodem jest krótkotrwałe i pomijalne w odległościach ponad 200 m.

      Inne badania zagrożenia rzucania lodem lub częściami łopat:

      Duża grafika ze źródłami badań

      Jak widać, badania pokazują, że teoretyczne zagrożenie jest do odległości 100-150 m, powyżej 200-300 m jest już na tyle małe, że powinno być pomijalne. Natomiast sugerowane 700 m a nawet ponad 1 km przez polskie wyliczenie na którym opiera się uzasadnienie, jest juz czystym absurdem nie mającym oparcia ani w innych badaniach, ani w realnym zagrożeniu o czym pisaliśmy tutaj.

      Główne zagrożenie do ok 100 m: duża grafika - Study and development of a methodology for the estimation of the risk and harm to persons from wind turbinesPrepared by MMI Engineering Ltd for the Health and Safety Executive 2013

      Wiele lat stoi już wiatrak tuż koło hotelu i ruchliwej drogi w Poczesnej koło Częstochowy. Zgadzamy się, że to za blisko ludzi, jednak wiatrak nie zagroził do tej pory nikomu, pomimo że jest to już raczej wiekowa konstrukcja.

      W jakim piśmie recenzowanym była wydana ta "opinia" mówiąca o lotach na ponad 700 m? Kto się do niej ustosunkował ze światka naukowego? Z tego co zdążyłem sprawdzić, to jedyne gdzie krążyła, to po stronach typu "Stop wiatrakom". Obliczenia, które nie uwzględniają choćby zawirowań, które momentalnie wypaczają tor lotu. Nawet nagrania video w YouTube pokazują, że praktycznie wszystkie znaczące części spadają w promieniu 100-200 m - video.


      Podsumowując, nie można wyznaczyć żadnej zależności rzędu 10-krotności, ponieważ nie pokazuje tego ani opracowanie przywołane w uzasadnieniu, ani też żadne inne badania jak i praktyka. Jeśli jakiekolwiek części spadają dalej niż 300 m, są to zazwyczaj lekkie poszycia łopat, które opadają bardzo wolno. Niektóre części po opadnięciu na ziemię, mogą przetaczać się bardzo powoli dalej, przez co można odnieść wrażenie, że być może spadły tak daleko. Dzieje się to jednak zazwyczaj podczas wiatrów huraganowych, więc nie jest to dominujące zagrożenie w danej chwili.

      = = = =

      CZĘŚĆ II

      Dalsze uzasadnienie ustawy jest równie absurdalne. Przywoływane są tak stare i nieprawdziwe mity, że mam wrażenie, cofnięcia się w czasie o minimum 5 lat, gdy to budziło jeszcze jakieś obawy. Czytamy więc:

      "Przy ustalaniuopisanej wyżej wartości przeanalizowano również następujące dostępne informacje i dane odnośnieimmisji generowanych przez elektrownie wiatrowe, co pozwala na zdefiniowanie kwestii potrzebyochrony siedzib ludzkich przed:

      1) hałasem i infradźwiękami,

      2) promieniowaniem elektromagnetycznym,

      3) drganiami,

      4) efektem migotania cienia i refleksów światła."

      A więc krótko, bo pisaliśmy o tym wiele razy, sprawy te są też opisane w każdym raporcie środowiskowym. Widać dokładnie, że piszący te ustawę NIGDY do nich nie zajrzeli, bo powielają mity na poziomie nastolatków szperających po spiskowych stronach internetu.

      1) Odpowiedź na hałas i infradźwięki:

      Wprowadzenie zasady 10-krotności wprowadza takie paradoksy:

      Duża grafika

      Jak widać na przykładzie turbin o wysokościach całowitych 76,5 m i 175 m, mieszkańcy NIE zyskują nic z takiej zasady (względem rozsądnych propozycji). Jeżeli inwestor nie znajdzie miejsc położonych o ponad 1 km od zabudowań, to będzie mógł stawiać mniejsze, ale bliżej zabudowań, hałasowo to nic nie daje, a nawet pogarsza sprawę.

      Nie zyskuje też gmina (małe podatki z małych EW) ani nasz krajowy system energetyczny (mało enegrii). Prawdziwy potencjał energetyczny jest na wiatrach powyżej 100 m, czyli gdy siłownie przekraczają rotorem ponad 150 m. 

      Im wyżej, tym silniejszy i bardziej stabilny wiatr, dlaczego to ważne:

      Duża grafika

      Obliczenia akustyczne pokazują, że stosując zasadę 10-krotności otrzymane wyniki od turbin wynoszą odpowiednio:

      • 26,4 dB dla punktów położonych 1750 m od siłowni wysokich na 175 m (3,3 MW);
      • 33,0 dB dla punktów położonych 765 m od siłowni wysokich na 76,5 m (0,8 MW).

      Takie podejście to jawna DYSKRYMINACJA! Dozwolone wartości dla dróg (na terenach wiejskich) to:

      • 56 dB (noc) i 65 dB (dzień).

      Zaś dozwolone wartości między innymi od elektrowni wiatrowych to zazwyczaj:

      • 45 dB (noc) i 55 dB (dzień).

      Oddalając o zasadę 10-krtoności, wprowadza się tylnymi drzwiami normy na poziomie 25-35 dB!!! To czysty absurd, gdyż poziom naturalnego tła akustycznego w terenach wiejskich to zazwyczaj 30-50 dB (m.i. w zależności od prędkości wiatru).

      Wprowadza się "dyskryminację akustyczną" na około 20-30 dB względem innych źródeł i obowiązujących przepisów!

      Krótko jeszcze o infradźwiękach, tutaj zasada 10-krotności niczego nie zmienia. W odległości ok 500 m od elektrowni wiatrowych poziom infradźwięków jest równy tłu akustycznemu typowych terenów wiejskich. Czy elektrownie wiatrowe pracują czy nie, poziom infradźwięków jest praktycznie bez zmian.

      Pisaliśmy o tym naście razy: w tym PDF do pobrania.

      http://www.windpark-eichenzell.de/infraschall/

      Reasumując temat infradźwięków:

      1) wyższy poziom infradźwięków jest choćby od naszych samochodów i ciągów komunikacyjnych;

      2) już w odległościach 400-500 m poziom infradźwięków od siłowni jest na poziomach zbliżonych do tła akustycznego;

      3) infradźwięki od elektrowni wiatrowych występują na poziomach, które są poniżej progu percepcji i wpływu (czerwona linia) na człowieka.

      4) poziom infradźwięków w odległościach 500 m od siłowni to zazwyczaj około 70 dBG, a przy normach 86 i 102 dBG.

      Opisywany przez Witodla Jaszczuka poziom ponad 110 dB tyczył się zakresu w okolicy 2 Hz. Dla tego przedziały dopuszczalne normy to zazwyczaj około 130 dB, a próg bólu to 165 dB. Badania pokazujący realny poziom - PL oraz niemieckie.

      Podsumowanie manipulacji Witolda Jaszczuka:

      Duża grafika


      Inne zarzuty, typu cień, promieniowanie elektromagnetyczne - przecież to idzie sprawdzić w 15 sek, że poziom od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden:

      Co do cienia, uciążliwy cień sięga zazwyczaj do 500 m i nie stanowi koła (np: nie pada na południe!!), więc nie można wprowadzić nawet zasady 500 m, tylko muszą być wyliczenia!

      Inne mity można rozwiać - tutaj

      Chciałem ustosunkować się jeszcze do 3 innych zarzutów Witolda Jaszczuka. A mianowicie:

      1) Cytat: 

      "ograniczenie prędkości wiatru w warunkach pomiarowych do poniżej 5 m/s uniemożliwia pomiary hałasu elektrowni wtedy, gdy działa ona z pełną mocą i hałasuje najbardziej (turbina rusza bowiem dopiero przy prędkości wiatru ok. 4 m/s, a pełną moc rozwija przy prędkości powyżej 12 m/s);"

      Totalna bzdura Panie Witoldzie, ręce opadają, jak się to czyta. Miesza Pan różne prędkości wiatrowe (wiatr u dołu z wiatrem u góry), typowy błąd laików. Od razu widać, że NIE ma pan bladego pojęcia w tym temacie, czy robił Pan kiedyś pomiary od elektrowni wiatrowych? Bo ja i robiłem a także mieszkam przy nich.

      Bardzo krótko (ze względów technicznych bloga) tak by nie tylko Pan zrozumiał. Elektrownia wiatrowa NIE hałasuje najbardziej, przy wietrze 12 m/s na wysokości pomiarów (tzn. może, ale nie musi), tylko:

      - gdy osiąga maksymalną moc akustyczną w warunkach wiatrowych panujących NA WYSOKOŚCI GONDOLI. Taka maksymalna moc akustyczna jest osiągana praktycznie zawsze 2-4 m/s wcześniej, niż maksymalna moc produkcyjna! Większość nowoczesnych lądowych turbin wiatrowych, osiąga maksymalną moc akustyczną przy wietrze na wysokości gondoli (czyli zazwyczaj na 80-130 m) rzędu 8-11 m/s. W tym samym czasie na dole w punkcie pomiarowym może być 3-5 m/s.

      - prędkość wiatru na wysokości pomiarów nie ma tutaj NIC do rzeczy, jest ona tylko istotna z tego powodu, by NIE zakłócała pomiarów. Innymi słowy, duża prędkość wiatru generuje zbyt wysokie tło akustyczne. Wiele opracowań podaje dla przykładu, że sam wiatr o prędkości 10-12 m/s generuje hałas rzędu 50-55 dB!

      - maksymalna moc akustyczna może być osiągnięta zarówno gdy wiatr na wysokości pomiarów ma 1 m/s jak i 7 m/s. Wszystko zależy od aktualnego profilu wiatru.

      - najbardziej uciążliwa (słyszalna ponad tło akustyczne) elektrownia wiatrowa jest wtedy, gdy (niech Pan notuje!!!!): wiatr na wysokości pomiarów ma 0-1 m/s (!!!!!!!!!!!!), zaś na wysokości gondoli jest w  okolicach 10 m/s. Czy teraz będzie się Pan domagał pomiarów przy 1 m/s?

      Domaganie czy sugerowanie konieczności pomiarów nawet przy 12 m/s na wysokości pomiarów to absolutny nonsens, aż rodzi pytanie, czy kojarzy Pan choć minimalnie specyfikę tematu, za który Pan się zabrał? Teoretycznie można mierzyć przy 10-12 m/s, ale wprowadzając poprawki na tło i odzielając to od wyników, sprawa koszmarnie trudna, dlatego prawie nikt tego nie stosuje na świecie.

      A tak wygląda możliwy profil wiatru w Polsce (w głębi lądu, na obszarach równinnych) w dwóch ujęciach. Po lewej przy typowej średniej prędkości wiatru w Polsce na 10 m (około 3,5 m/s), po prawej przy wietrze na 100 m o prędkości 10 m/s, czyli takiej gdy większość turbin osiąga maksymalny poziom akustyczny:

      Profil wiatru - duża grafika

      Potwierdzenie z realnych pomiarów:

      Źródło - tutaj

      I jeszcze jedna pomocna grafika, pokazująca typowy profil wiatru w ciągu doby w Polsce (nieco uproszczony, bo uśredniony z wielu danych):


      Duża grafika -tutaj

      Jak widać, nie ma najmniejszego problemu (zwłaszcza w nocy patrząc na profil wiatru), by badać w Polsce hałas od turbin wiatrowych przy ich maksymalnym poziomie akustycznym. Inną sprawą natomiast jest to, że faktycznie nie zawsze turbiny pracują na 100% tej mocy. To akurat dobrze z punktu widzenia akustyki, że turbiny nie zawsze pracują pełną mocą akustyczną, prawda Panie Witoldzie?

      2) Cytat:

      "Niestety szkodliwe są nie tylko dźwięki słyszalne, ale także niesłyszalne aż do infradźwięków włącznie. Ich zawartość w widmie turbiny wiatrowej jest przeważająca (dominują w nim częstotliwości niesłyszalne) i dlatego moim zdaniem wystąpiła nagląca potrzeba ustanowienia dodatkowych kryteriów hałasu środowiskowego w postaci poziomów skorygowanych charakterystyką C, bardziej odpowiadającą urządzeniom technicznym współczesnej cywilizacji."

      Co znaczy "szkodliwe"? Tak może napisać gimnazjalista na forum internetowym, a nie ktoś, kto chce wpływać na prawo w Polsce. Wszystko zależy od dawki (poziomu). Nie sposób się nie zgodzić z Paracelsusem:

      „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę”

      Wiemy dobrze, jakie poziomy są szkodliwe, jakie uciążliwe a jakie wręcz relaksujące czy obojętne.

      Natomiast druga sprawa, czyli domaganie się pomiarów skorygowanych charakterystyką C - znowu świadczy o niewiedzy! Pierwszą ofiarą byłby ruch samochodowy w miastach. Odnoszę wrażenie, że nie ma Pan pojęcia, jaka zostały skonstruowane krzywe ważone A, C czy G. Więc dla pewności:

      • krzywa ważenia A: powstała z odwrócenia krzywej głośności 40 fon;
      • krzywa ważenia C: powstała z odwrócenia krzywej głośności 100 fon.

      Charakterystyka A odpowiada reakcji ucha ludzkiego na dźwięki o niskich poziomach, czyli jest wzorowana na krzywej izofonicznej 40 fonów (stanowi jej odbicie zwierciadlane). Z kolei charakterystyka częstotliwościowa C odpowiada reakcji ucha ludzkiego na dźwięki o wysokich poziomach ciśnienia akustycznego (krzywej izofonicznej 100 fonów). Zalecano przy tym stosowanie tych charakterystyk dla wybranych zakresów poziomu ciśnienia akustycznego, np. charakterystyki częstotliwościowej A w zakresie poziomów dźwięków 20–55 dB.

      Krzywa C jest stosowana do dźwięków bardzo głośnych (powyżej 80 dB), często o szczytowych poziomach. I tak powinno zostać, bo tak jest logicznie dla każdego, kto choć trochę ma o tym pojęcie.

      Źródło: http://www.bksv.com/Library/dictionary.aspx?key=all

      Elektrownie wiatrowe NIE przekraczają dopuszczalnych poziomów, zarówno w ujęciu krzywej A, G ale także i C, gdyby taką normę pośrednią opracowano na podstawie krzywej ISO-226:

      Jak widać, nie ma tutaj żadnego zagrożenia, a pomiary były wykonywane często w odległościach juz około 150 m od siłowni.

      3) Cytat: 

      "Na etapie obliczeń należy zwrócić uwagę, że w polskim klimacie, w którym przez parę miesięcy w roku występują temperatury ujemne i ziemia bywa zmrożona, nie jest dopuszczalne przyjmowa-nie w obliczeniach współczynnika gruntu G > 0 .... Stosowanie współczynnika gruntu większego od 0 powinno dyskwalifikować zawodowo akusty-ka sporządzającego raport, a także urzędnika uzgadniającego inwestycję."

      Na tym tle ta prośba wygląda wręcz komicznie i dopełnia obraz braku wiedzy. Współczynnik gruntu G=0, nie polega na tym, że grunt jest zmrożony. Nie będę już tego tłumaczył, bo można wyszukać wiele opracowań naukowych na ten temat, że w najgorszych możliwych przypadkach spada to z G=1 do G=0,5. Raczej zostawiam to, by pokazać jakie to fundamentalne ideologiczne stanowisko, które nie ma nic wspólnego z rozsądkiem czy wiedzą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2016 13:50
  • środa, 16 marca 2016
  • wtorek, 15 marca 2016
    • Jakie odległości wiatraków od zabudowań - propozycja racjonalna

      Weszliśmy w ostateczny okres, w którym decydują się losy całej energetyki wiatrowej w Polsce - więcej tutaj. Zarówno przyszłych inwestycji, jak i już wybudowanych. Niestety nowe prawo jest procedowane absolutnie bez konsultacji z branżą i specjalistami. Czytając uzasadnienie ustawy, wiem kto ją pisał. Jest to grupa kilku osób, bardzo emocjonalnie zaangażowanych by zablokować rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Argumenty są absurdalne, o czym już nie raz pisaliśmy. Uzasadnienia typu, że wiatrak może rzucać lodem lub częściami na 1 km, podczas gdy w Polsce jest 3500 wiatraków, a nie mamy żadnego przypadku uszkodzenia ciała wśród mieszkańców, to o czym tutaj racjonalnie dyskutować? Jest zresztą kilka publikacji, które mówią o potencjalnym zagrożeniu tylko do 200 m, dalej to już czysta abstrakcja. Może lepiej zakazać używania opon w samochodach, bo pękają? A może zakazać samochodów i dróg, bo autostrady słychać dzień i noc z 5-8 km?

      Ale wróćmy do meritum. Dlaczego mamy problemy?

      Ano dlatego, że w pierwszych latach prawo nie działało doskonale, były to nowe inwestycje i wszyscy się tego uczyli. Jednak to wszystko w międzyczasie bardzo się zmieniło. Jak bardzo? Do tego stopnia, że dla przykładu nałożono na analizy akustyczne takie rygory, że wyniki są zawyżane o prawie 6-7 dB względem tego, co było jeszcze kilka lat temu!

      Proszę bardzo, kiedyś liczono:

      * bez kumulacji inwestycji (kumulacja podwyższa wyniki czasem o ponad 5 dB!);

      * na współczynniku gruntu G=1 (nakaz stosowania np: G=0,3 podwyższa wynik o około 3 dB!);

      * punkty pomiarowe były wybierane na 1,5 m (zamiast na 4 m), co przy G=1 obniżało wyniki o kolejne 2-3 dB.

      Podsumowując te zmiany, oznacza to, że licząc tak jak dziś narzucają to RDOŚ-ie (Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska), to dzisiejszy wynik obliczeń 40 dB = równa się 28-37 dB, uzyskiwanym kiedyś! Dziś wyniki bywają więc podwyższane o nawet 12 dB - sprawdź tutaj.

      Obliczenia w programach akustycznych wg normy PN-ISO 9613-2

      Te kilka dB oznacza bardzo wielkie zmiany, to już zupełnie inny świat niż nawet 2 lat temu! Dość powiedzieć, że wiatraki i tak mają najbardziej rygorystyczne normy stosowane w Polsce. Na hałas od dróg i kolei pozwala się o 11-16 dB więcej! Patrz normy akustyczne w Polsce poniżej:


      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/rozporzadzenie_halas_normy_drogi.png


      Czy obecne praktyki i prawo zapewnia więc już bezpieczeństwo i jest na tyle rozsądne, by nie rodziło to dalszych konfliktów, a mimo to pozwalało choć w minimalny sposób się dalej rozwijać. 

      Otóż tak, wystarczy dodać jedną małą poprawkę.

      Najpierw jednak to, co się proponuje (ustawa PIS), czyli zasada tzw. "10-krotności wysokości oddalenia":

      10 wysokości nowoczesnych siłowni to 1,5-2 km, czyli potrzeba terenu o prawie 4 km między domami. Ale to nie wszystko, bo oznacza to także:

      • prawie 2 km od domów;
      • prawie 2 km od terenów chronionych (w tym nawet od rezerwatów paproci w środku lasu!) i wielu lasów;
      • prawie 2 km od granic innych gmin, mimo że to właśnie tereny graniczne bywają najbardziej odludne.

      W praktyce, nie powstanie już żadna nowoczesna siłownia wiatrowa. Jak wygląda zasada 10-krotności w praktyce od strony wizualnej? Poniżej 150 m wiatraki widoczne z ok 1,5 km, czyli 10-odległości swojej wysokości.

      Duże zdjęcie: http://wiatrowa.blox.pl/resource/odl_1570m.jpg - Turbiny 150 m z ok 1,6 km.

      Dlaczego promuje się zasadę 10-krotności? Oprócz tego, by całkowicie zablokować wiatr, powołuje się na Bawarię, gdzie taka zasada jest tam generalnie zaleceniem i w pewnych określonych warunkach, można to obejść. W pozostałych landach Niemiec i większości państw świata, stosuje się przepisy, które mówią o 300-800 m. W Bawarii zastosowano te zasadę głównie z 2 powodów:

      - w Bawarii nie ma dobrych wiatrów, są dużo słabsze niż w Polsce. Więc sens ekonomiczny wiatraków w Bawarii, to lokalizowanie ich na wzgórzach. Wtedy taki wiatrak stanowi dominantę, ponieważ sam jest wysoki + dodatkowo wysokość wzniesienia. Jak to wygląda w praktyce? Otóż liczą wzniesienia, może być tak, że realnie są to tylko 4 wysokości siłowni.

      Powyżej wietrzność Niemiec: Bawaria - dobry wiatr tylko na wzniesieniach.

      Duże zdjęcie: http://wiatrowa.blox.pl/resource/bawaria_porownanie.jpg

      Zasada "10-krotności" w terenach wzniesień (np: Bawaria) wcale nie oznacza tego samego, co na płaskich terenach Polski. Czasem 10=4 - jeśli uwzględnić wzniesienia, czyli podchodząc realnie.

      Więcej o doświadczeniach niemieckich w lokalizaowaniu wiatraków - tutaj

      Jaka jest moja propozycja i jak wygląda stan na dziś, czyli interpretacje RDOŚ?

      Otóż dzisiejsze prawo także nakazuje odsunięcia czasem nawet o ponad 1,5 km od zabudowań jednorodzinnych (40 dB) i prawie 1 km od pozostałych typowych zabudowań wiejskich! Przynajmniej od dużych parków wiatrowych, na turbinach o maksymalnej mocy akustycznej na poziomie ok 107 dB i większych. Oto wyliczenia dla parku złożonego z 12 siłowni wiatrowych, 3 grupy po 4 wiatraki:

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/park_g00j.jpg

      Inny przykład:

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/symulacje_akustyczne.png - zasięg izofony 40 db do nawet ok 1600 m!


      Jak widać JUŻ DZIŚ, licząc na G=0, otrzymujemy:

      • ponad 1500 m dla izofony 40 dB (zabudowa 1-rodzinna);
      • ponad 900 m dla izofony 45 dB (zabudowa typowa dla wsi).

      Tymczasem jeszcze kilka lat temu, pozwalano na lokalizowanie siłowni odległych o 150-250 m od zabudowań. Czy jest więc sens wprowadzać tak drakońskie normy nawet na pojedyńczy wiatrak?

      Jaki sens jest stosować zasadę 1,5 km dla 20 wiatraków jak i 1 wiatraka?

      No i najważniejsze pytanie, jakie odległości są bezpieczne? Zobaczmy kilka grafik, które mówią więcej niż 1000 słów:

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infradziwki_wiatraki.png

      Źródło badań: http://we.po.opole.pl/dmdocuments/autoreferat/Malec_autoreferat.pdf

      Jak widać, wiatraki są w pełni bezpieczne już w odległości 150 m od najbliższego wiatraka! Zarówno na poziomie dźwięków słyszalnych (w dBA), jak i na poziomie infradźwięków (w dBG).

      Wielu przeciwników elektrowni wiatrowych powołuje się na słynne już badania Eja Pedersena i Kerstin Persso, które wykazywały (ankiety!), że 5-35% osób mocno narzeka na poziomy 32,5-45 dB. Szkoda tylko, że nie wspomina się, o jakich odległościach mówiły badania, otóż skokowy wzrost narzekających był dopiero przy odległościach poniżej 400 m od najbliższej turbiny:

      Co to oznacza dla typowej turbiny 2 MW o mocy akustycznej w zależności od prędkości wiatru 90-104 dB? Otóż odległość ok 500 m można uznać za nieuciążliwą już dla ok 95% osób! Pewien procent osób będzie zawsze narzekać, pewnie będą tacy, którym wiatraki będą przeszkadzać nawet z 10 km, w myśl zasady nie bo nie. Sam mam sąsiada, któremu wszystko przeszkadza, bez wyjątków :) ot urok "badań ankietowych".

       

      Kilka grafik opisujących oddziaływanie akustyczne wiatraków ale tez dróg.

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infra_australia_noc.png

      O tych badaniach pisaliśmy już tutaj: http://wiatrowa.blox.pl/2014/12/Kolejne-badanie-MIT-wiatraki-nie-szkodza-zdrowiu.html

      Jak widać, poziom akustyczny mieści się w wartościach w pełni bezpiecznych, zaś w przypadku infradźwięków nawet bardzo bezpiecznych! Dużo poniżej progów odczuwania i słyszenia. Potwierdzają to praktycznie wszystkie badania. Co więcej, poziom akustyczny w odległościach ok 500 m od wiatraków, jest porównywalny z naturalnym tłem akustycznym! Co widać to nie tylko po powyższych badaniach z Australii, ale także i w Polsce:

      Innymi słowy, poziom infradźwięków jest na poziomie tła naturalnego. Co to oznacza? W skrócie, jeżeli ktoś się boi wiatraków, równie dobrze może bać się samego wiatru!

      Oddziaływanie parku wiatrowego na tle "krzywych jednakowej głośności" (wg. ISO: 226-2003)

      Duża grafika - tutaj - Elektrownie wiatrowe są bezpieczne w odległościach 400-500 m.


      Poziomy akustyczne od elektrowni wiatrowych na tle norm - duża grafika.


      Porównanie akustyki od ruchliwych dróg i wiatraków - duża grafika.

      Czy wiesz, że:

      wiatrak z odległości 500 m jest zagłuszany przez ruchliwą drogę, odległą od nas o 1500 m?

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/tlumienie_akustyka.png

      Podsumowanie

      Jakie przepisy powinny więc zostać wprowadzone? Jak już wspomniałem, od turbin 2-5 MW już dzisiejsze przepisy w swojej zaostrzonej formie (np: nakaz stosowania G=0,3 a nawet 0), oddala duże parki czasem o ponad 900-1500 m, w zależności od form zabudowy. Można pomyśleć, czy nie dodać dodatkowego zabezpieczenia dla pojedynczych wiatraków, które "pilnowałoby", by duże wiatraki nie zbliżały się poniżej 500 m do zabudowań mieszkalnych. Te zasadę zapewnia zastosowanie już zasady "3-krotności wysokości" oddalenia. Dla typowej elektrowni wiatrowej o mocy ok 3 MW, oznacza to zazwyczaj ok 550 m (np: 3x180-190 m).

      Ewentualnie można pomyśleć nad tym, by potraktować różne rodzaje zabudowy jednakowo, czyli nie różnicować na 40 i 45 dB, tylko obie normy zastosować jednocześnie. Jak? Ano najbardziej racjonalnie jak tylko można. 

      * normę 45 dB (noc) - stosować dla zimy, ponieważ praktycznie nikt nie śpi wtedy przy otwartych oknach i norma śmiało może być o 5 dB wyższa. Można wtedy liczyć na np: G=0, a więc wskaźniku dla powierzchni idealnie równych i twardych (jak np: lód).

      * normę 40 dB (noc) - stosować dla pozostałej części roku, ale liczyć już na G=1 (wyliczenia na G=1 potwierdzają badania porealizacyjne hałasu)

      (ewentualnie zastosować jedną normę, np: max 43 dB liczone na G=0,5 + "3-krotność wysokości oddalenia")

      Co otrzymujemy wtedy? 

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/park_g_mieszanej.jpg

      Wyniki są następujące dla wspomnianego już przykładowego parku wiatrowego złożonego z siłowni 2-5 MW:

      * około 1000 m od zabudowań zarówno dla izofony 40 i 45 dB - dla dużych parków wiatrowych.

      Dodatkowo zastosowanie zasady pomocniczej, czyli "3-krotności wysokości oddalenia", co zapewni minimum 500 m od nawet pojedynczej siłowni. Otrzymujemy wtedy wzorcowe przepisy, korzystające z doświadczeń i standardów europejskich! 

      W Europie stawia się już 300-800 m od zabudowań, zaś powyższa propozycja to minimum 500-1000 m dla dużych siłowni, w  zależności od ich ilości, wysokości i mocy akustycznej.

      Po części te przepisy już u nas obowiązują, ze względu na bardzo rygorystyczną interpretację przepisów akustycznych przez RDOŚ. 

      Warto tez zauważyć, że zastosowanie jako głównego kryterium tylko zasady wysokości, prowadzi do absurdów i patologii. Wysokie turbiny potrafią być dziś:

      - 2 x razy bardziej wydajne, będąc jednocześnie dużo cichsze niż kiedyś.

      Dla porównania:

      - Vestas V90-3,0 MW: wieża 90 m, wysokość łączna 135 m, moc akustyczna: 109 dB, popularna turbina jeszcze 5-7 lat temu:

      produkcja z wysokości 90 m (wiatr na 90 m: 6,5 m/s): 6300 MWh/rok;

      Dziś, nowoczesna i wysoka turbina:

      - Vestas V126-3 MW: wieża 117 m, wysokość łączna 180 m, moc akustyczna: 106 dB:

      produkcja z wysokości 117 m: (wiatr na 119 m: 7,2 m/s): 11700 MWh/rok.

       

      Czyli dziś turbina robi 3 dB mniej hałasu (np: zamiast 40 dB, będziemy mieli tylko 37 dB), natomiast robi prawie 2-razy więcej energii z tej samej mocy. Tymczasem cichszą i lepszą turbinę chce się oddalać w propozycji ustawy dużo dalej.

      Wprowadzenie zasady 10-krotności także i z tego punktu widzenia to absurd.

      - - - - -

      Polecamy też inne artykuły:

       

       Tagi: wind turbine, windpower, poland, efficiency, distance, distance from buildings, standard acoustic, infrasound, noise, acoustics

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Jakie odległości wiatraków od zabudowań - propozycja racjonalna”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 marca 2016 18:34
  • poniedziałek, 08 grudnia 2014
    • Kolejne badanie - MIT: wiatraki nie szkodzą zdrowiu

      Jedna z najbardziej znanych uczelni świata Massachusetts Institute of Technology (MIT) poinformowała o wynikach raportu na temat wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie mieszkających w ich pobliżu ludzi. 

      Wyniki badania “Wind Turbines and Health: A Critical Review of the Scientific Literature” opublikowano w "Journal of Environmental and Occupational Medicine".


      W badaniu MIT postawiono trzy pytania związane z oddziaływaniem elektrowni wiatrowych na zdrowie:

      1) czy są wystarczające dowody na to, czy turbiny wiatrowe wpływają negatywnie na ludzkie zdrowie, a jeśli tak, jakie są czynniki wpływające na negatywne oddziaływanie wiatraków i jak można je wyeliminować?
      2) czy mieszkanie w pobliżu elektrowni wiatrowych może powodować stres i zaburzenia snu? 
      3) czy są dowody na to, że praca turbin może być źródłem infradźwięków i czy mogą one wpływać negatywnie na zdrowie ludzi - niezależnie od innych występujących w otoczeniu czynników?


      W badaniu przeanalizowano ponad 160 lokalizacji farm wiatrowych. 
      Jak informują autorzy raportu, o ile dźwięki niskiej częstotliwości są emitowane przez pracujące elektrownie wiatrowe, poziomy tych dźwięków są z reguły poniżej poziomów słyszalności mieszkańców domostw znajdujących się w pobliżu farm wiatrowych. 

      MIT wnioskuje też, że w zbadanych przypadkach nie ma bezpośredniego związku pomiędzy pracą turbin a chorobami i zaburzeniami występującymi wśród osób mieszkających w ich pobliżu, w tym na notowane u nich rozdrażnienie (ang. annoyance). 

      Jak informuje CanWEA, wyniki badań MIT są zbieżne z innymi opracowaniami na ten temat, w tym z badaniem wykonanym przez kanadyjską rządową agencję Health Canada. 

      - Ten dokument to istotny wkład w literaturę naukową na temat związków pracy turbin wiatrowych i ludzkiego zdrowia, i jego wyniki są zbieżne z badaniem wykonanym przez CanWEA pięć lat wcześniej. Będziemy kontynuować monitoring badań naukowych w tym zakresie, jednak jest jasne, że pokazują one jednoznacznie, iż odpowiednio ulokowane turbiny wiatrowe nie szkodzą zdrowiu ludzi i że energetyka wiatrowa pozostaje jedną z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych środowisku form produkcji energii elektrycznej - wnioskuje CanWEA. 

       

      Przy tej okazji, warto też wspomnieć o innej publikacji (Acoustic Ecology - Acousticecology.org), która również udowadnia, że wpływ infradźwięków i dźwięków o niskiej częstotliwości od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden, ponieważ ich poziom jest porównywalny do naturalnego poziomu tła akustycznego.

      Doskonale obrazuje to poniższa grafika:

      Waga G (dBG) zakres 10-30 Hz, próg między słyszalny dźwięk o niskiej częstotliwości oraz infradźwięki i obejmuje 2 Hz-70Hz)

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infradzwieki_2013australia.png

      Raport z Australii, który ostatecznie pokazuje, że wpływ infradźwięków od elektrowni wiatrowych nie jest wyższy niż tło wiatru czy innych rodzajów naszej działalności.

      Jakie wnioski można z tego wysnuć? Po pierwsze poziom natężenia dźwięków jest związany głównie z prędkością samego wiatru. Po drugie, otrzymane wartości w badanym zakresie na pograniczu dźwięków słyszalnych i infradźwięków (a więc zakres podobno najbardziej uciążliwy) wykazały, że poziom jest praktycznie identyczny zarówno gdy pracują turbiny, jak i w okresie, gdy turbin nie było. Czyli np: przy wietrze 10 m/s podczas pracy turbin uzyskiwano zazwyczaj 55-70 dB(G), ale również w okresie, gdy turbin nie było, były identyczne wartości rzędu 55-70 dB(G).

      Gdyby już silić się na wykazanie jakiejś różnicy, to będzie to wartość na granicy błędu, czyli ok 1 dB. To pokazuje, że elektrownie wiatrowe są po prostu częścią składową tła akustycznego, mają niższy poziom niż infradźwięki samego wiatru a ewentualny wzrost to wynik co najwyżej nieznacznej kumulacji. Ich teoretyczna uciążliwość może być więc związana ze stosunkiem do nich, a nie realną uciążliwością niezależną od innych czynników. 

      To niestety pokazuje, że strasznie wiatrakami napędza niepotrzebny efekt uciążliwości, który wynika tylko z negatywnego nastawiania. Trochę to smutne, bo przypomina straszenie elektrycznością lub motoryzacją w XIX wieku.

      Źródło: http://aeinews.org/archives/2429

      Inne nasze wpisy związane z tematem:

      Więcej o badaniach MIT:

      infrasound, wind turbine, syndrom, windpark

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 grudnia 2014 12:43
  • piątek, 14 listopada 2014
  • wtorek, 26 listopada 2013
    • Infradźwięki i wiatraki - audycja J. Weissa w radiowej Jedynce

      Polecam ciekawą audycję Janusza Weissa: "Wszystko, co chciałbyś wiedzieć i nie boisz się zapytać" w sprawie infradźwięków i siłowni wiatrowych:

      http://www.polskieradio.pl/7/3086/Artykul/984922,Elektrownie-wiatrowe-nie-wytwarzaja-dzwiekow-groznych-dla-zdrowia

      Wypowiadają się tam eksperci, którzy potwierdzają, że wiatraki co prawda wytwarzają infradźwięki, ale na poziomie dużo niższym niż uciążliwe i szkodliwe. Na poziomie niższym niż otaczająca nas choćby komunikacja czy nasze urządzenia.

      Przy tej okazji jak zwykle komiczny jest nius na stronie StopWiatrakom, który żąda sprostowania od PR1. Podają informację, że specjaliści, którzy się wypowiadają, wprowadzają ludzi w błąd, a dodatkowo są niby zamieszani z branżą wiatrową. 

      A więc drogie "StopWiatrakom", postaram się wam to sprostować, byście to zrozumieli. Po pierwsze są to osoby, które zajmują się tematyką wiatrową (choćby badając poziom dźwięków słyszalnych i infradźwięków), więc są związani z branżą, ponieważ inaczej się nie da. Jeżeli ktoś chce się na tym znać, to musi mieć kontakt z branżą. Ktoś musi dokonywać pomiarów, badać opinię publiczną i stan zdrowia.

      Rozumiem, że StopWiatrakom promuje swoich "specjalistów", którzy nie mają bladego pojęcia o wiatrakach, a jedynie powtarzają mity z internetu i brzydzą się wiatraków, więc ich kontakt jest prawie zerowy z tematyką, która się zajmują. Ot, jakiś pan doktor przeczytał w internecie, że infradźwięki szkodzą i teraz jeździ po protestach i powiela te wiedzę. Nie doczyta, że szkodliwość infradźwięków była wykazana na potężnych poziomach natężenia (np: śmigłowce, czołgi itp.), które w przypadku wiatraków nie występują. Zobaczmy porównanie poziomy infradźwięków od wiatraków i komunikacji:

       

       

      Także drogie "StopWiatraki", rozumiem walkę ze swoim strachem, ale co mają ci specjaliści prostować? Mają wmawiać, że wiatraki powodują wyższy poziom infradźwięków niż otaczające nas otoczenie, komunikacja, mimo, że tak nie jest. Mają kłamać tak jak wasi pseudo specjaliści od wszystkiego i niczego? Wali się wasz mit, straszenia niewidzialnym i niesłyszalnym wrogiem? To was boli?

       

      PS.

       By jednak było jeszcze śmieszniej, najnowsze badania (publikacja 2013r.) przy pomocy najnowszego sprzętu medycznego i pomiarowego wykazały, że nawet tak wysoki poziom infradźwięków i wibracji jaki jest w lotnictwie (helikoptery) nie jest szkodliwy dla zdrowia, jak do tej pory sądzono. Oto najnowsze wyniki:

       

      Do tej pory straszono infradźwiękami i wibracjami (VAD) na podstawie badań w lotnictwie, ponieważ siłownie wiatrowe nie emitują tak wysokich poziomów. Ale jak widać, nawet ten argument traci na sile.

      Przy okazji polecam nasze wcześniejsze wpisy o infradźwiękach:

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Infradźwięki i wiatraki - audycja J. Weissa w radiowej Jedynce”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 listopada 2013 11:11
  • niedziela, 27 października 2013
    • Departament Zdrowia Publicznego a wiatraki - analiza opinii

      Na łamach tego bloga umieszczam nie tylko swoje opinie, ale także osób, które zechcą podsyłać swoje materiały związane z energetyką wiatrową i odnawialną. Jeżeli są one ciekawe, opierają się na materiałach źródłowych i sprawdzonych faktach, wtedy jest szansa na publikację. Zastrzegam, teksty w stylu "w innych krajach jest 3 km - źródło internet", nie mają szans się pojawić, bo to nic innego, jak internetowe śmieci, które stanowią 95% internetu. Czyli powtarzanie bzdur i mitów, na podstawie innych zasłyszanych bzdur, które po sprawdzeniu okazują się manipulacją.

      Tym razem trafiło do mnie pismo Pana dr Michała Sikorskiego, który zawodowo zajmuje się między innymi raportami środowiskowymi.

      Tutaj wersja PDF do pobrania:

      http://wiatrowa.eu.interia.pl/pliki/min_zdrowia_wiatrowe_analiza_opinii.pdf

      a poniżej tekst:

      =======

       

      W ostatnim czasie koronnym argumentem przeciwników turbin wiatrowych są opinie pochodzące z Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Poniżej zawarto analizę treści przedmiotowych opinii.

      W nawiązaniu do treści pisma pochodzącego z Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia (z dnia 27 lutego 2012 roku MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12, podpisane przez Piotra Dąbrowskiego), zwracam uwagę na zapisy, które pojawiają się w jej treści:

      Zgodnie z raportem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), energetyka wiatrowa jest jednym z najmniej szkodliwych dla zdrowia ludzi sposobów wytwarzania energii elektrycznej” – (strona 1 pisma)

      Wiele opublikowanych badań pokazuje, że problem wrażliwości ludzi na szkodliwość elektrowni wiatrowych, szczególnie w kwestii hałasu, zależy od wielu czynników i ma swoje źródło głównie w psychice człowieka, a problemy zdrowotne mogą być tego konsekwencją. Zwolennicy tej teorii podkreślają, że odbiór hałasu uzależniony jest przede wszystkim od tego, co sądzimy na temat jego źródła.” (strona 1 pisma)

      Całe pismo MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12 jest bogate w podobne sformułowania. Jego treść nie wyraża jednoznacznie negatywnej opinii na temat elektrowni wiatrowych. Jednocześnie zwracam uwagę, że w świetle powyższego stanowiska osoby, które wprowadzają w błąd opinię publiczną, głosząc twierdzenia na temat szkodliwości elektrowni wiatrowych, mogą być odpowiedzialne za ewentualne pojawienie się problemów zdrowotnych w przyszłości.

      Jednym z podstawowych argumentów, zgodnie ze stanowiskiem osób protestujących przeciwko lokalizacji turbin wiatrowych i znajdującym się w przedmiotowym piśmie jest sformułowanie: „Wydaje się, że odległością gwarantującą zarówno dotrzymanie norm hałasu jak i zminimalizowanie potencjalnych uciążliwości z nim związanych oraz ograniczającą do minimum wpływ emisji pola elektromagnetycznego i efektu migotania cieni dla mieszkańców przebywających w okolicach farm wiatrowych jest odległość nie mniejsza niż 2-4 km (W zależności od ukształtowania terenu i warunków pogodowych)”. W kolejnym piśmie, datowanym na 6 listopada 2012 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-24839-1/EM/12, podpisane przez Wojciecha Kłosińskiego) możemy odnaleźć następujące sformułowania: „W literaturze można odnaleźć wiele informacji potwierdzających potencjalny wpływ infradźwięków na zdrowie człowieka. Z jednej strony badania pokazują, że poziomy infradźwięków emitowane przez nowoczesne farmy wiatrowe mieszczą się poniżej zakresu odbieranego przez człowieka, zaś z drugiej, że nadmierna i długotrwała ekspozycja na infradźwięki i dźwięki o niskiej częstotliwości może powodować różne objawy chorobowe, w tym wywoływać chorobę wibroakustyczną (VAD).

      Powstaje pytanie na jakiej podstawie Departament Zdrowia Publicznego formułuje podobne wnioski, jeżeli przy późniejszym piśmie datowanym na 25 stycznia 2013 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-25520-1/EM/13, podpisanym przez Wojciecha Kłosińskiego) czytamy co następuje: „Odpowiadając na Pana e-mail przekazujący link do wykładu wygłoszonego podczas konferencji w Olecku w sprawie lokalizacji elektrowni wiatrowych, Departament Zdrowia Publicznego uprzejmie informuje, że nie posiada kompetencji do merytorycznej oceny wykładów ani ich wykładowców”. Oznacza to, że Departament Zdrowia Publicznego nie ma kompetencji do wypowiadania się na tematy dotyczące lokalizacji elektrowni wiatrowych w swojej własnej opinii. Skąd w związku z tym wcześniejsza opinia o lokalizacji turbin w odległościach rzędu 2-4 km?

      W kolejnym piśmie z Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia (z dnia 5 marca 2013 roku, znak MZ-ZP-Ś-078-25731-3/EM/13, podpisanym przez Justynę Mieszalską) dostrzeżono m. in. „potrzebę ustalenia dopuszczalnych wartości poziomu hałasu powodowanego przez turbiny/farmy wiatrowe” oraz „próbę ustalenia minimalnej zalecanej odległości domostw od najbliższej turbiny wiatrowej uzależnionej od jej mocy”. Po raz kolejny powstaje pytanie jakie są podstawy do takich wniosków jeżeli wcześniej ten sam Departament przyznał, że „nie posiada kompetencji” w tym zakresie?

      Sprzeczne tezy w opiniach Departamentu Zdrowia Publicznego są stawiane w odniesieniu do oddziaływań infradźwięków pochodzących od turbin wiatrowych.

      I tak w piśmie z 27 lutego 2012 roku MZ-ZP-Ś-078-21233-13/EM/12 napisano, że „nadmierna i długotrwała ekspozycja na infradźwięki i dźwięki o niskiej częstotliwości może wywoływać chorobę wibroakustyczną (VAD)” jednocześnie twierdząc, że: wszystkie badania pokazują, że hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe w bezpośrednim sąsiedztwie nie przekracza poziomu ciśnienia akustycznego równego 85 dB. Dlatego, teoretycznie nie ma podstaw by twierdzić, że hałas o tym natężeniu może powodować bezpośrednie negatywne skutki zdrowotne. I dalej:Na całym świecie tysiące ludzi żyje w pobliżu turbin bez zauważalnych konsekwencji zdrowotnych”.

      Z kolei w piśmie z 5 marca 2013 roku, znak MZ-ZP-Ś-078-25731-3/EM/13 Departament Zdrowia Publicznego zwraca uwagę, że: „W świetle danych literaturowych, opublikowanych w czasopismach recenzowanych oraz wyników własnych badań Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, infradźwięki towarzyszące pracy nowoczesnych turbin wiatrowych z racji poziomów ciśnienia akustycznego niższych od progu percepcji słuchowej nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i samopoczucia ludzi mieszkających w ich sąsiedztwie. I dalej „W literaturze można znaleźć wiele informacji potwierdzających potencjalny wpływ infradźwięków na zdrowie człowieka”. W mojej ocenie liczba sprzecznych tez dyskwalifikuje wartość merytoryczną opinii Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Jednocześnie należy zgodzić się z tezą postawioną w piśmie z 25 stycznia 2013 roku (znak MZ-ZP-Ś-078-25520-1/EM/13), tzn. że Departament Zdrowia Publicznego „nie posiada kompetencji” w tym zakresie.

                  W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że Dyrekcja Generalna ds. Energii Komisji Europejskiej formułuje odważniejsze opinie w tej materii. I tak w piśmie z 19 sierpnia 2013 roku (znak Ref.Ares(2013)2893477 – 19/08/2013) czytamy: „Energia wiatrowa jest jednym z najbardziej opłacalnych źródeł energii odnawialnej i odgrywa znaczącą rolę w wielu państwach członkowskich UE.”  I dalej: W prawie unijnym nie ma przepisów regulujących minimalną odległość, która powinna być zachowana między turbinami wiatrowymi a budynkami mieszkalnymi. Według naszej wiedzy nie ma naukowych dowodów na to, że turbiny wiatrowe mają jakikolwiek bezpośredni niekorzystny wpływ na zdrowie”. W przedmiotowym piśmie odniesiono się również do często powtarzających się zarzutów dotyczących minimalnej odległości turbin od zabudowy mieszkalnej na terenie Niemiec: „Ustawodawstwo w Niemczech nie zawiera przepisów dotyczących minimalnej odległości instalacji wiatrowych od obszarów mieszkalnych lub budynków mieszkalnych czy rolniczych.

      Należy również zwrócić uwagę, że ostatnia opinia z Komisji Europejskiej nie jest jedyną, w której instytucje europejskie zabierają głos w przedmiotowej sprawie. 15 września 2008 roku poseł do Parlamentu Europejskiego Roger Helmer (Holandia) skierował zapytanie dotyczące odległości farm wiatrowych od budynków mieszkalnych (zapytanie E-4886/08(EN)). Odpowiedzi w imieniu KE udzielił Andris Piebalgs w dniu 16 października 2008 roku  i stwierdził on, że ustalenie tego typu przepisów zostało pozostawione w kompetencji rządów poszczególnych państw unijnych. Powodem takiej decyzji jest fakt, że oddziaływanie turbin jest silnie uzależnione od lokalnych warunków terenowych. W dniu 25 lipca 2006 roku Markos Kyprianou udzielił odpowiedzi na zapytanie posłanki do Parlamentu Europejskiego Caroline Jackson z dnia 29 czerwca 2006 roku (P-2981/06(EN)). Pytanie dotyczyło wpływu turbin wiatrowych na zdrowie ludzi. W myśl odpowiedzi nie należy, według najlepszej wiedzy Komisji, opartej o społeczność naukową, obawiać się jakiegokolwiek wpływu turbin wiatrowych na zdrowie ludzkie.

      W tym miejscu należy przypomnieć, że w Polsce istnieją podobne regulacje prawne jak w innych krajach członkowskich UE, tzn. odległość turbin wiatrowych od zabudowy mieszkalnej jest wyznaczana w oparciu o normy dotyczące hałasu (Rozporządzenie Ministra Środowiska  w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku z dnia 14 czerwca 2007 Dz.U. Nr 120 poz 826 z późn. zmianami). Natomiast oddziaływanie akustyczne turbin określane jest na etapie projektowania w oparciu o model matematyczny zawarty w normie PN ISO 9613-2, co znalazło potwierdzenie w opinii Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z dnia 29 października 2009 (znak DOOŚoa-284/2258/1331/09/MW-5), cytuję: „Natomiast aktualnie dopuszcza się, na rzecz oceny poziomu hałasu emitowanego do środowiska, stosowanie metod obliczeniowych opartych na modelu rozprzestrzeniania hałasu w środowisku, zawartym w normie PN ISO 9613-2 Akustyka. Tłumienie dźwięku podczas propagacji w przestrzeni otwartej. Ogólna metoda obliczania.” Należy również przypomnieć, że opinia GDOŚ w tym zakresie jest zgodna z zapisami Dyrektywy 2002/49/WE (Załącznik 2 Dyrektywy – Metody oceny wskaźników hałasu), w której norma ISO 9613-2 jest zalecana do obliczeń propagacji hałasu w przestrzeni otwartej.

      Podsumowując powyższe rozważania skłonny jestem przyznać rację stanowisku Komisji Europejskiej w sprawie lokalizacji i oddziaływania turbin wiatrowych na człowieka. Z jednej strony mamy do czynienia ze spójnym stanowiskiem prezentowanym w imieniu wspólnoty państw rozwijających energetykę wiatrową od wielu lat, na terenie których tysiące ludzi mieszkają w pobliżu turbin. Stanowisko to jest jednoznaczne i nie stwierdza negatywnego wpływu turbin na człowieka. Z drugiej strony mamy wewnętrznie sprzeczne opinie urzędu z państwa, w którym turbiny wiatrowe ciągle są nowym elementem w krajobrazie, i który na dodatek sam przyznaje, że „nie posiada kompetencji” w tym zakresie.

      = = = = =

      PS. 

      a na koniec ciekawostka:

      Zanieczyszczenie powietrza w Polsce na tle Europy. Jeszcze ktoś wierzy, że Polska powinna stawiać na węgiel jako paliwo przyszłości?

      http://www.krakowskialarmsmogowy.pl/zrodla_zanieczyszczenia - źródła zanieczyszczenia powietrza w Krakowie.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Departament Zdrowia Publicznego a wiatraki - analiza opinii”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 października 2013 14:11

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa