Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy otagowane „Sejm”

  • wtorek, 17 maja 2016
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Petycje ws wiatraków - czyli jak PIS steruje demokracją (SKANDAL!)

      Dziś mija okres składania petycji w sprawie ustawy antywiatrowej, o której pisaliśmy już nie raz.

      Strona zbierająca petycje:

      http://mib.bip.gov.pl/petycje/37951_petycja.html

      Akcję te zapoczątkowali przeciwnicy wiatraków, którzy namawiali się do tego na swoich stronach i profilach serwisów społecznościowych. Wszystko po to by rząd miał podporę "demokratyczną", jak będzie chciał je (wiatraki) zablokować. Niestety nie poszło im tak łatwo, gdyż większość osób nic do wiatraków nie ma. 

      Zaczęły więc spływać petycje "za wiatrakami". Mieliśmy informacje, że pisały to setki osób, władze gmin, radni no i oczywiście firmy (różnego rodzaju, od środowiskowych po transportowe, budowalne i wiele innych), nie ma tutaj co ukrywać, życie. 

      Dość powiedzieć, że ilość osób, które dostaje pieniędze za dzierżawy lub udostępnienie terenu pod: place, rotor, drogi, łuki dojazdowe czy linie kablowe to z całą pewnością ponad 10 000 osób!


      Jednym z celów było pokazanie, że ta grupa istnieje, choć do tej pory była cicho, po drugie w celu sprawdzenia, co zrobi z tym PIS. I co zrobił?! Zignorował udając, że tych głosów nie ma! Nie zrobiono nawet konsultacji społecznych, więc sama branża musiała je na szybko robić w sejmie, rzecz jasna, posłowie PIS się tam nie pojawili! Więc w zasadzie żadnych konsultacji nie było, mimo że posłowie PIS najczęsciej krytykowali inwestycje wiatrowe, za brak konsultacji społecznych (co nie do końca jest prawdą, bo od kilku lat to standard).

      Na potwierdzenie słów, że listy były pisane, dostaliśmy wiele zdjęć, jedno z nich:

      A dostaliśmy to od wielu osób, ponieważ są one zaniepokojone, dlaczego nie ma ich petycji na stronach MINISTERSTWA INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA.

       

      Napisało więc setki osób, firm i gmin! Od listów wysyłanych tradycyjną pocztą, po maile na wskazane przez ministerstwo. I co? Wszystko wskazuje na to, że pojawiło się na stronach petycji MNIEJ NIŻ 10% (a pewnie mniej niż 5%) wysłanych listów i skarg na te ustawę! Nawet gdyby nie było takiej praktyki, że umieszcza sie absolutnie wszystkie, to dlaczego "antywiatrowych" jest akurat o 1 więcej? W ciągu ostatnich kilku dni przybywało tylko antywiatrowych, a wiemy, że za wiatrakami były dosyałne do samego końca. I tym sposobem nadgoniły i przegoniły .... akurat o 1 petycję więcej? I gdzie informacja, ile przyszło?

      Dlaczego tak mało? Moja teoria, która wg mnie na 99,9% jest prawdziwa jest taka, że:

      - przeciwnicy wysłali 47 petycji (przez długi czas "przegrywali" w ilości petycji);

      - więc pracownicy ministerstwa lub osoby odpowiedzialne za to, wstawiły tylko tyle petycji "za wiatrakami", by ich liczba nie przekroczyła tego, co wysłali przeciwnicy wiatraków.

      A dowodem jest  choćby to, że ja sam wysłałem petycje:

      - do posła Bogdana Rzońcy;

      - do Pani Permier;

      - do dwóch ministerstw (w tym MIiB);

      - na adresy mail wskazane do pisania skarg i petycji.

      Zrobiłem to jeszcze w marcu. Nie ma żadnego mojego listu. Zbyt merytoryczny?

      To jest po prostu kpina. I choć same petycje wg mnie nie powinny o tym decydować, bo to absurd by w sprawie jakiejkowliek ustawy ścigac się na petycje, powinny liczyć się argumenty. To nawet w czymś takim, dochodzi do manipulacji. Smutny obraz. Nie lepiej od razu powiedzieć (i zaznaczyć to na stronach z petycjami), że np: nie umieszczamy więcej niż 50 petycji, by nie było takich cyrków.

      A co do samych protestów antywiatrowych w Polsce, to temat jest tak mocno nadmuchany, że posłowie PIS chyba sami go przeceniają! Protestuje ponad 500 miejsc przeciw wiatrakom? A czy posłowie PIS zdają sobie sprawę, że na mapę protestów są nanoszeni:

      - do 1 parku wiatrowego, nanoszonych jest czasem kilka miejsc!

      - wystarczy, że maila przyśle 1 osoba, miescowośc już pojawia się na mapie protestów! Coś pięknego, 200 osób może być za wiatrakami, a maila wysyła 1 osoba i już "miejsce protestuje"

      - na mapach protestu są nawet te miejscowości, w których przeważają zwolennicy wiatraków (co wychodziło na konsultacjach lub głosowaniach);

      - ponad 80% miejsc protestów pojawiło się za czasów, gdy w okolicy nie było żadnego wiatraka (lub nie ma tam ich do dziś, jak prawie cały Dolny Śląsk)! Osoby protestowały, bo je wystraszono. 

      - jest kilka miejsc, gdzie faktycznie lokalizacje są fatalnie umiejscowione. Choćby słynne Suczki koło Gołdapi, gdzie jeden z wiatraków duzego parku wiatrowego, stoi zaledwie ok 210 m od domu! Te 210 m przy kumulacji hałasu z innymi, to mniej wiecej ten sam poziom hałasu, co 100-150 m od elektrowni 2 MW.

      Dlaczego do takich przypadków mogło kiedyś dochodzić? Pisaliśmy już o tym, jak bardzo zmieniło się prawo w ostatnich latach, a właściwie jego interpretacja, głównie przez RDOŚ:

      Tylko jak z takiego przypadku wyciągać taki wniosek:

      "skoro kiedyś ktoś postawił wiatraki 150-200 m od domów, to teraz wszyscy za kare macie 1500-2000 m."

      Przecież to absurd typu:

      skoro ktoś zabił się jadac samochodem przy 100 km/h, to teraz wprowadzamy przepis, by jeździć maksymalnie 10 km/! Co tam zmiana prawa o 10 razy, ot "drobna różnica". 

      Prawda o Stopwiatrakom i protestach - duża grafika

      Duża grafika

      Co nas więc czeka? Czyżby to:

      Duża grafika

      = = = = =

      Zapraszamy na nasz profil FB:

      https://www.facebook.com/Lubimy-wiatraki-292637987519930/

      oraz manifestację za wiatrakami, OZE i przeciw zwiększonemy spalaniu węgla!

      https://www.facebook.com/manifestacjaOZE/

       

      MINISTERSTWO INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 19:37
  • czwartek, 28 sierpnia 2014
    • Grunty rolne a elektrownie wiatrowe

      Trwają prace na ustawą o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Przypomnijmy, wszystko zaczęło się w 2013 r. kiedy to przyjęto zmianę ustawy, nakazujący nadzór resortu rolnictwa (czyli przez ministra) nad każdą próbą odrolnienia gruntów rolnych klasy I-III, niezależnie od ich powierzchni. Wcześniej ta zgoda resortu była wymagana tylko wtedy, gdy powierzchnia przekraczała 0,50 ha.

       Przez miesiące funkcjonowania tej zmiany zgłaszano coraz częściej problemy, które wynikły z tego powodu. Zrodziły się dwa obozy, z jednej strony PSL domagał się powrotu do stanu poprzedniego, z drugiej strony opozycja (głównie PIS) walczą o utrzymanie tego zapisu. Także Prezydent RP wyraził zdanie zbliżone do opozycji:

      "Zgodnie z obowiązującym prawem, aby przekształcić grunty rolne klas I-III na cele nierolnicze i nieleśne, wymagana jest każdorazowo zgoda ministra rolnictwa.

      Prezydent zawetował nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidującą nadzór resortu rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów.

      Według prezydenta nowelizacja zagrażałaby ładowi przestrzennemu i mogłaby prowadzić do degradacji krajobrazu.

      "Prezydent RP Bronisław Komorowski skierował do ponownego rozpatrzenia przez Sejm nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, likwidująca nadzór ministerstwa rolnictwa nad odrolnianiem najbardziej żyznych gruntów o powierzchni do 5 tys. m kw. Przyjęcie nowelizacji zagrażałoby ładowi przestrzennemu oraz mogłoby prowadzić do degradacji polskiego krajobrazu" - podano na stronie internetowej prezydenta."


      http://samorzad.pap.pl/depesze/wiadomosci_centralne/141098/Pole-dla-weta--Prezydent-nie-podpisal-noweli-ustawy-o-ochronie-gruntow

       

      PIS motywuje swoje stanowisko następująco:

      "Posłowie PiS wskazywali, że faktycznym celem nowelizacji jest ułatwienie budowy elektrowni wiatrowych, gdyż półhektarowa działka w zupełności wystarczy na postawienie jednego wiatraka. I można w dalszej okolicy odrolnić więcej takich niedużych kawałków ziemi, aby powstała farma wiatrowa. Tym samym – według PiS – nowelizacja służyła w rzeczywistości interesom lobby przedsiębiorstw energetycznych. "

      - Nasz Dziennik 177/2014

       

      Natomiast posłowie PSL chcą aby przy odrolnianiu gruntów klas I-III o powierzchni poniżej 0,5 ha nie była konieczna zgoda ministra rolnictwa. Zdaniem posłów PSL powyższe ograniczenie w uzyskiwaniu zgody na każdorazowe przekształcenie gruntów rolnych przyniosło bardzo negatywne skutki dla planowanych inwestycji budowlanych na tych terenach. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, że o budowie placu zabaw na wsi musiał decydowań Minister, nie mówiąc już o innych inwestycjach, które mogłyby być prorozwojowe.

      

      A jakie są fakty?

       

      Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcemy osiągnąć? Ustawa mówi wyraźnie, chodzi o ochronę gruntów rolnych i leśnych, ale też nie o ich całkowitą blokadę przed zmianami. Co może w takim razie zapewnić ochronę tych gruntów?

      Rozważmy więc:

      a) Zabudowa mieszkaniowa - pozwolenie na zabudowę mieszkaniową na gruntach rolnych klasy I-III: wprowadza (utrzymuje) nieład przestrzenny, otwiera furtkę do dalszej zabudowy terenów poprzez tworzenie osiedli oderwanych od tkanki miejskiej czy wiejskiej. To rodzi wymierne koszty i chaos. Więcej o tym stanie wyrażają się sami urbaniści:

      Biorąc dodatkowo pod uwagę, że w najbliższych 50 latach przewiduje się zmniejszenie liczby ludności kraju o prawie 5 mln osób, wydaje się, że utrudnianie zabudowy rozproszonej, zwłaszcza na dobrych klasach gruntowych, jest dobrym kierunkiem.

      b) Infrastruktura - tutaj wprowadzanie utrudnień nie ma sensu. Wiadomą rzeczą jest, że infrastruktura to przeważnie ciągi liniowe, które często są niezbędne, więc specjalne omijanie klas gruntowych nie ma sensu. 

      c) Inwestycje prorozwojowe (w tym elektrownie wiatrowe) - inwestycje, które nie wymagają wielkich powierzchni, nie powinny być blokowane, jeżeli zależy nam na rozwoju obszarów wiejskich. Większe powierzchnie (np: powyżej 0,50 ha), być może faktycznie powinny być weryfikowane na wyższym poziomie decyzyjnym.

      Jak w tym kontekście wygląda sprawa elektrowni wiatrowych? Czy wiatraki faktycznie "odrolnią" nam kraj, tak jak straszy PIS i Prezydent? A może to po prostu kolejna furtka, by zablokować rozwój tej gałęzi OZE? 

      Po pierwsze, elektrownie wiatrowe wbrew temu, co twierdzi Pan Prezydent RP, są GWARANTEM utrzymania w swoim otoczeniu gruntów rolnych! Stawia się je głównie na użytkach rolnych, gdzie teren ten jest potem chroniony przed dalszą zabudową (zazwyczaj minimum 300 m od siłowni, powinien być zakaz zabudowy).

      Po drugie, stworzenie parku wiatrowego powoduje wprowadzenie ŁADU PRZESTRZENNEGO, ponieważ ustala się jasne reguły na te 20-30 lat: tutaj się budujemy, a tutaj teren rolniczy. Wiatraki będą tam może 20-30 lat, ale przez ten czas, zachowają nam pustą przestrzeń, która tak szybko nam ubywa, poprzez masowe wydawanie warunków zabudowy (WZ) w zasadzie gdzie popadnie. A przecież raz postawiony dom/osiedle, będzie tam stało minimum 50-100 lat. Kto wie, czy wbrew temu co się mówi, to właśnie wiatraki uratowały w Polsce ostatnie puste przestrzenie, czyli tereny oddalone od wszelkiej zabudowy o ponad 400-500 m. No i co najważniejsze, praktycznie wszystkie większe inwestycje wiatrowe robi się obecne za pomocą miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a więc instrumentu wprowadzania ładu przestrzennego, który blokuje wydawanie WZ.

      Po trzecie, nie ma mowy, by elektrownie wiatrowe "odrolniły" nam kraj i znacząco uszczupliły powierzchnie użytków rolnych. Proste wyliczenie. Obecnie mamy w Polsce około 3700 MW zainstalowanych w energetyce wiatrowej, co daje obecnie około 2300 siłowni wiatrowych

      Przeciętnie powierzchnia odrolnienia na jedna siłownię wiatrową wynosi około 0,20 ha. Zazwyczaj jest to między 0,10-0,50 ha, wszystko zależy od długości drogi dojazdowej, mocy czy wymagań producenta turbiny. Poniżej typowy plac pod elektronie 2 MW:

      Przeliczmy więc 2300 siłowni x 0,20 ha = 460 ha, czyli 4,6 km2

      Nawet zakładając, że ilość siłowni na lądzie wzrośnie jeszcze o 50% (na więcej raczej nie ma miejsca), to otrzymujemy maksymalnie 7 km2.

      Teraz porównajmy to do powierzchni użytków rolnych w Polsce.

      Powierzchnia Polski = 312 679 km2w tym:

      - użytki rolne niezabudowane w 2005 roku = 184 180 km2 (58,9% kraju);

      - użytki rolne niezabudowane w 2014 roku = 179 770 km2 (57,5% kraju).

      W ciągu 9 lat ubyło więc bagatela 4410 km2 użytków rolnych!!!!!

      Oznacza to, że w całym okresie rozwoju energetyka wiatrowa potrzebowała zaledwie 4,6 km2, zaś z innych przyczyn zostało odrolnionych ponad 4400 km2. Czyli wiatraki przyczyniły się do zaledwie 1/1000 odrolnień (0,1%). Można wręcz śmiało powiedzieć, że być może dzięki nim, udało się uratować dużo więcej obszarów rolnych, niż same zajmują. Na 1 ha odrolniony z powodu wiatraków, odralnia się prawie 1000 ha z innych powodów!

      Jakie mogą być inne przyczyny odrolnień? Choćby autostrady, zalesienia czy nowa zabudowa. Dość powiedzieć, że odcinek 200 km autostrady to obszar o powierzchni ponad 20 km2 do przekształcenia, a więc kilka razy więcej niż wszystkie wiatraki w Polsce!

      Źródło: http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/maly-rocznik-statystyczny-polski-2014,1,15.html

      Wiatraki są problemem jeśli mówimy o odrolnieniach? Czy ktoś jeszcze tak uważa? Dlaczego więc PIS i Prezydent RP używają tego argumentu? Z niewiedzy czy też typowo pod publiczkę i chęć zyskania kilku głosów?

      Pozostaje jeszcze jedna ciekawa kwestia. Jeżeli będzie się prowadzić politykę blokowania elektrowni wiatrowych na gruntach klasy I-III oraz jednocześnie, prowadzi się politykę zalesiania gruntów słabszych (głównie klasa V-VI), a od lasów siłownie wiatrowe powinny być oddalane o minimum 200 m, pozostaje pytanie - gdzie lokalizować siłownie wiatrowe? Tylko na morzu? Pamiętajmy, że wiatr na lądzie jest najtańszym źródłem energii odnawialnej, tańszym nawet od wiatru na morzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 sierpnia 2014 15:52
  • poniedziałek, 19 listopada 2012
    • "Prawoterroryzm"?

      Każdy z nas słyszał o "ekoterrorystach".

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekoterroryzm - definicja.

      Natomiast definicja potoczna, to protestowanie na szkodę firm lub osób, by uzyskać swoje cele, często materialne. Te cele materialne to niekoniecznie danie kasy prosto do ręki ... ale np: na badania flory czy fauny. Czyli wszystko jest cacy ..... inwestor opłaca hobby miłośników żab, ślimaków czy ptaków. Jakie to proste i to w imię szczytnych celów .... 

      Ekoharacz_przy_budowie_mostu_Polnocnego.html - pierwszy lepszy przykład.

      Ok, to temat stary i długi. Ale od niedawna pojawił się także "prawoterroryzm", czyli zwykły prawniczy szantaż. Takie firmy wcale nie muszą wygrać swoich spraw, wystarczy, że wystraszą inwestora, że spowolnią mu proces inwestycyjny o 1-3 lat. 

      Przy tak wielkich i długich inwestycjach każdy rok to straty, wydane pieniądze, mijające pozwolenia, nerwy ludzi, podburzanie społeczności itd. Dlatego wielu inwestorów nie chcąc czekać zabiera się za "współpracę" z takimi skarżącymi. 

      Jak to nazwać jak nie formą szantażu? Zwlekanie do ostatniego momentu, gdy inwestorzy wyłożyli już sporo pieniędzy i są z inwestycją w gminie nawet 2-3 lata. Może i w granicach prawa, ale jednak zwykły szantaż o czym może świadczyć wyczekiwanie do samego końca inwestycji. Do kogo więc pretensje, do państwa, ustawodawców? 

      Ciekawy artykuł na ten temat pojawił się na: 

      http://www.forbes.pl/InternalError.htm?aspxerrorpath=/artykuly/sekcje/wydarzenia/prawniczy-szantaz,31288,1

      Artykuł:

      Prawniczy szantaż

      Marek Muszyński, Forbes.pl | 18.11.2012 19:30, ostatnia aktualizacja 07:11


      O ile trudności związanych z procesem inwestycyjnym w branży wiatrowej jest wiele to przedsiębiorcom z branży sen z powiek spędzają dwie sprawy. Po pierwsze nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii (OZE), w której Ministerstwo Gospodarki tak ograniczyło system wsparcia dla branży, że grozi jej upadek. Po drugie Instytut Kajetana Koźmiana. O ile w pierwszym przypadku można jeszcze powstrzymać polityków przed nadmierną regulacją, to w drugim już takich możliwości nie ma.

      Jak to się dzieje, że jedna mała fundacja może zablokować rozwój całej branży? Dzięki niedoskonałościom polskiego prawa, które pozwala zaskarżyć decyzję każdej organizacji, która w swoim statucie ma wpisaną działalność proekologiczną. W ten sposób każde stowarzyszenie czy fundacja, istniejąca nawet od niedawna, może zablokować proces inwestycyjny nawet na 3 lata – tyle mogą trwać postępowania odwoławcze we wszystkich instancjach.Co więcej, polskie prawo pozwala włączyć się w postępowanie poprzez samo odwołanie. Nie jest wymagane ani wcześniejsze składanie uwag przy opracowywaniu raportu, ani uczestnictwo w konsultacjach społecznych.

      Instytut Kajetana Koźmiana wyspecjalizował się właśnie w branży wiatrowej, prowadząc działalność na ogromną skalę – po niedługim czasie weszli na prawach strony w niemal wszystkie procedury wydania decyzji środowiskowej, jakie są prowadzone w kraju. Zaskarżają na ogół wydane decyzje, mimo że wcześniej nie składali uwag w trakcie konsultacji społecznych. – Mimo dużej ilości odwołań, trzeba przyznać, że każde odwołanie jest starannie merytorycznie przygotowane, choć na ogół nie porusza spraw mających faktyczne znaczenie dla prawidłowości przeprowadzonego postępowania – mówi Maciej Stryjecki z Fundacji na Rzecz Zrównoważonej Energii.

      Merytoryka w tym przypadku zahacza o zwykłe „czepialstwo”, dlatego odwołania rzadko znajdują uznanie w Samorządowych Kolegiach Odwoławczych. Wśród często wymienianych zarzutów znajdują się takie jak: złe umieszczenie informacji w raporcie, brak danych o zagrożeniach dla środowiska na etapie budowy, w tym np. emisji hałasu czy ilości ścieków socjalno-bytowych.

      Choć takie postępowanie jest zgodne z prawem, to daleko mu do wysokich standardów etycznych. – Przyznaję, że korzystając z dobrodziejstw naszego systemu prawnego, znaleziono pewnego rodzaju niszę biznesową, polegającą na tym że organizacje pseudoekologiczne blokują procedury, a doradcy doradzają, jak je odblokować. Zaskarżanie decyzji w oparciu o „brak przecinka” pod pozorem walki o interes lokalnych społeczności i środowiska, po to aby ktoś mógł zarobić na doradzaniu, jak ten przecinek wstawić, jest dalece nieetyczne – ocenia Stryjecki.Inwestorzy zwracają uwagę zwłaszcza na jednego z ekspertów fundacji – prawnika, który przygotowuje odwołania i kontaktuje się z nimi w jej imieniu. Na takich spotkaniach pada zazwyczaj oferta współpracy. O tym, że jego kancelaria prawnicza ma szeroką ofertę doradztwa dla firm z branży energetycznej można się łatwo przekonać z ich strony internetowej.
      Gdyby wspomniany prawnik był adwokatem lub radcą prawnym prawdopodobnie szybko straciłby uprawnienia. - Sytuacja, w której adwokat miałby w tej samej sprawie raz występować w podwójnej roli jest absolutnie niedopuszczalna. Takie przewinienie zagrożone jest surowymi karami dyscyplinarnymi, łącznie z wydaleniem z zawodu – komentuje mec. Rafał Dębowski z Naczelnej Rady Adwokackiej.  Trudno mi odnosić się do anonimowych zarzutów wobec zewnętrznych ekspertów. Podkreślam, że jeśli ktokolwiek powoływałby się na Instytut w celu załatwiania swoich partykularnych interesów, wtedy zrezygnujemy ze współpracy z taką osobą – zapewnia Karol Mórawski, prezes Instytutu Kajetana Koźmiana.Jednocześnie prezes IKK potwierdza, że jego organizacja uczestniczy w ponad 400 postępowaniach środowiskowych w Polsce. – Naszym celem jest zebranie danych do raportu nt. poziomu przygotowania raportów środowiskowych w Polsce, dlatego zgłaszamy się do wszystkich postępowaniach w Polsce – mówi.Broni się także przed innymi zarzutami. – Na konsultacje społeczne zostaliśmy zaproszeni tylko raz i z powodu sezonu urlopowego nikt nie mógł się wtedy wybrać. Obecnie wypracowujemy standardy zgodnie z którymi będziemy kierować wnioski do gmin już na etapie przygotowania raportów środowiskowych – tłumaczy Mórawski.

      Wyklucza także możliwość współpracy z inwestorem, którego raport środowiskowy został zaskarżony przez fundację. – Możemy prowadzić współpracę ekspercką z firmami, ale nie ma takiej możliwości w przypadku gdy podejmujemy kroki prawne wobec danego inwestora – wyjaśnia. Mórawski wyjaśnia też, że celem fundacji nie jest blokowanie inwestycji wiatrowych, ale poprawa jakości raportów środowiskowych. – Dzisiaj jest tak, że każdy może przygotować taki raport. Wystarczy, że założy odpowiednią działalność gospodarczą. Żadne licencje ani koncesje nie są wymagane – mówi. Nadzieją dla inwestorów mogłyby być zmiany w prawie. Pierwszą propozycję w tym zakresie złożyła już Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. GDOŚ proponuje, żeby każda organizacja, która chce wziąć udział w postępowaniu musiała być zarejestrowana co najmniej rok przed jego rozpoczęciem. Zmiana ma zapobiegać tworzeniu organizacji ad hoc w reakcji na inwestycję. – Silniejsze ograniczenia dla organizacji ekologicznych byłyby sprzeczne z prawem unijnym – tłumaczy rzeczniczka GDOŚ Monika Jakubiak-Rososzczuk.I rzeczywiście większość państw europejskich stosuje ograniczenie przede wszystkim czasowe – organizacje, które nie istniały przed rozpoczęciem postępowania nie mają możliwości uczestniczenia w nim. Francja stosuje jednak jeszcze mocniejsze restrykcje: zaskarżanie decyzji jest możliwe tylko dla zatwierdzonych organizacji, a jeśli sąd stwierdzi nadużycie procedury może ukarać grzywną do 3 tys. euro. Luksemburg i Szwecja pozwalają na udział w postępowaniu organizacjom istniejącym co najmniej od 3 lat, a Portugalia wymaga by taka organizacja liczyła przynajmniej 100 członków.

       

      Linki do artykułu:

      Część 1

      Część 2

      Inny przykład:

      http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090806/bialystok/509560192

      Rafał Kosno blokuje niemal każdą inwestycję. Czy Zielony to wróg publiczny nr 1?


      I jeszcze przykład zablokowania (na kilka miesięcy) przez "ekoprawników" elektrowni Opole:

      http://archiwum.pb.pl/2674256,4272,ekoprawnicy-maja-swoj-czas

      „Jesteśmy prawnikami działającymi dla dobra ludzi i środowiska” — pisze na swojej stronie ClientEarth. Właśnie, prawnicy. Największym planowanym w Polsce inwestycjom przyglądają się dziś bacznie organizacje środowiskowe zatrudniające znawców prawa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2012 18:36
  • poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa