Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy otagowane „rdoś”

  • czwartek, 21 kwietnia 2016
  • poniedziałek, 08 grudnia 2014
    • Kolejne badanie - MIT: wiatraki nie szkodzą zdrowiu

      Jedna z najbardziej znanych uczelni świata Massachusetts Institute of Technology (MIT) poinformowała o wynikach raportu na temat wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie mieszkających w ich pobliżu ludzi. 

      Wyniki badania “Wind Turbines and Health: A Critical Review of the Scientific Literature” opublikowano w "Journal of Environmental and Occupational Medicine".


      W badaniu MIT postawiono trzy pytania związane z oddziaływaniem elektrowni wiatrowych na zdrowie:

      1) czy są wystarczające dowody na to, czy turbiny wiatrowe wpływają negatywnie na ludzkie zdrowie, a jeśli tak, jakie są czynniki wpływające na negatywne oddziaływanie wiatraków i jak można je wyeliminować?
      2) czy mieszkanie w pobliżu elektrowni wiatrowych może powodować stres i zaburzenia snu? 
      3) czy są dowody na to, że praca turbin może być źródłem infradźwięków i czy mogą one wpływać negatywnie na zdrowie ludzi - niezależnie od innych występujących w otoczeniu czynników?


      W badaniu przeanalizowano ponad 160 lokalizacji farm wiatrowych. 
      Jak informują autorzy raportu, o ile dźwięki niskiej częstotliwości są emitowane przez pracujące elektrownie wiatrowe, poziomy tych dźwięków są z reguły poniżej poziomów słyszalności mieszkańców domostw znajdujących się w pobliżu farm wiatrowych. 

      MIT wnioskuje też, że w zbadanych przypadkach nie ma bezpośredniego związku pomiędzy pracą turbin a chorobami i zaburzeniami występującymi wśród osób mieszkających w ich pobliżu, w tym na notowane u nich rozdrażnienie (ang. annoyance). 

      Jak informuje CanWEA, wyniki badań MIT są zbieżne z innymi opracowaniami na ten temat, w tym z badaniem wykonanym przez kanadyjską rządową agencję Health Canada. 

      - Ten dokument to istotny wkład w literaturę naukową na temat związków pracy turbin wiatrowych i ludzkiego zdrowia, i jego wyniki są zbieżne z badaniem wykonanym przez CanWEA pięć lat wcześniej. Będziemy kontynuować monitoring badań naukowych w tym zakresie, jednak jest jasne, że pokazują one jednoznacznie, iż odpowiednio ulokowane turbiny wiatrowe nie szkodzą zdrowiu ludzi i że energetyka wiatrowa pozostaje jedną z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych środowisku form produkcji energii elektrycznej - wnioskuje CanWEA. 

       

      Przy tej okazji, warto też wspomnieć o innej publikacji (Acoustic Ecology - Acousticecology.org), która również udowadnia, że wpływ infradźwięków i dźwięków o niskiej częstotliwości od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden, ponieważ ich poziom jest porównywalny do naturalnego poziomu tła akustycznego.

      Doskonale obrazuje to poniższa grafika:

      Waga G (dBG) zakres 10-30 Hz, próg między słyszalny dźwięk o niskiej częstotliwości oraz infradźwięki i obejmuje 2 Hz-70Hz)

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infradzwieki_2013australia.png

      Raport z Australii, który ostatecznie pokazuje, że wpływ infradźwięków od elektrowni wiatrowych nie jest wyższy niż tło wiatru czy innych rodzajów naszej działalności.

      Jakie wnioski można z tego wysnuć? Po pierwsze poziom natężenia dźwięków jest związany głównie z prędkością samego wiatru. Po drugie, otrzymane wartości w badanym zakresie na pograniczu dźwięków słyszalnych i infradźwięków (a więc zakres podobno najbardziej uciążliwy) wykazały, że poziom jest praktycznie identyczny zarówno gdy pracują turbiny, jak i w okresie, gdy turbin nie było. Czyli np: przy wietrze 10 m/s podczas pracy turbin uzyskiwano zazwyczaj 55-70 dB(G), ale również w okresie, gdy turbin nie było, były identyczne wartości rzędu 55-70 dB(G).

      Gdyby już silić się na wykazanie jakiejś różnicy, to będzie to wartość na granicy błędu, czyli ok 1 dB. To pokazuje, że elektrownie wiatrowe są po prostu częścią składową tła akustycznego, mają niższy poziom niż infradźwięki samego wiatru a ewentualny wzrost to wynik co najwyżej nieznacznej kumulacji. Ich teoretyczna uciążliwość może być więc związana ze stosunkiem do nich, a nie realną uciążliwością niezależną od innych czynników. 

      To niestety pokazuje, że strasznie wiatrakami napędza niepotrzebny efekt uciążliwości, który wynika tylko z negatywnego nastawiania. Trochę to smutne, bo przypomina straszenie elektrycznością lub motoryzacją w XIX wieku.

      Źródło: http://aeinews.org/archives/2429

      Inne nasze wpisy związane z tematem:

      Więcej o badaniach MIT:

      infrasound, wind turbine, syndrom, windpark

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 grudnia 2014 12:43
  • sobota, 25 maja 2013
    • Jak mierzyć poziom dźwięku od elektrowni wiatrowych?

      Temat dla laików może wydawać się prosty, wystarczy dokonać pomiarów z różnych okresów i jak chcemy pokazać prawdę, to wybrać te pomiary bez zakłóceń. Jeśli ktoś chce manipulować, pewnie będzie wybierał najgorsze wyniki lub uśredniał z zakłóceniami. Prosty przykład jak różnie można interpretować wyniki badań:

      Naturalne tło akustyczne - około 32 dB. Tło akustyczne uśrednione z przejazdami aut - około 40 dB. Podobnie może być przy pomiarach siłowni wiatrowych. Poziom dźwięku generowany przez nie może wynosić np: 36 dB, zaś co jakiś czas może być podwyższany przez przejazdy samochodów w okolicy lub co się często zdarza, przez okoliczne zwierzęta (szczekanie psów, ptaki czy świerszcze).

      Jeżeli ktoś będzie chciał oddać prawdziwy poziom wpływu wiatraków na hałas otoczenia, to poda wartość około 36 dB, jeżeli ktoś będzie chciał zmanipulować, to poda wartość uśrednioną z przejazdami aut i będzie to zapewne około 45 dB. Dlatego pamiętajmy, że "naukowcy" mają tutaj duże pole do manipulacji. Sama interpretacja wyników pokazuje, że temat nie jest tak prosty jak by się wydawało. Temat jest dużo bardziej skomplikowany ....

      Jeśli badanie ma być przeprowadzone poprawnie i rzetelnie, należy temat zgłębić do samego końca. A wiedza nawet niektórych akustyków jest tutaj mizerna. Nie chodzi tylko o samą akustykę i wiedzę podręcznikową, bo nie mam zamiaru akustyków pouczać. Chodzi o znajomość działania samej turbiny wiatrowej i jej specyfikę. Akustycy nie mają obowiązku znać się na wszystkim, dlatego chciałbym ten temat im przybliżyć. A przynajmniej tym akustykom ... którzy od pewnego czasu wypisują głupoty wołające o pomstę do nieba.

      Dlaczego tak czepiłem się akustyków? Ponieważ ostatnio słyszałem chyba nawet na posiedzeniu komisji sejmowej, jak jeden z nich wmawiał rzecz absurdalną. Twierdził, że niektórzy wykonują pomiary akustyczne przy farmach przy prędkości wiatru 3 m/s, gdy one (wiatraki) przy tych prędkościach wiatru jeszcze stoją. I tutaj Pan, który mienił się wybitnym akustykiem, dał po prostu plamę. Otóż, wspomniany pan akustyk, chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że prędkość wiatru rośnie wraz z wysokością! Eureka!!

      Zobacz grafikę w dużym rozmiarze: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatr_profil_polska.png

      Patrząc na powyższą grafikę, widzimy dokładnie jak bardzo ważne jest dobre ułożenie aparatury pomiarowej, zarówno do pomiaru wiatru jak i hałasu. Dla przykładu, prędkość wiatru na 10 m nad gruntem może się wahać w tym samym czasie od 2-4 m/s w zależności, gdzie będzie robiony pomiar.

      Typowy profil pionowy wiatru dla obszarów Polski w głębi lądu wygląda następująco. W tym samym czasie, wiatr na wysokości mierzonej nad gruntem, może uzyskiwać wartości:

      - na 2 m = 2 m/s (w nocy 1,5 m/s, w dzień 2,5 m/s);

      - na 10 m = 3-4 m/s (w nocy około 3 m/s, w dzień około 4 m/s);

      - na 100 m = 6-7 m/s (w dzień i w nocy jest podobna prędkość).

      Dlatego twierdzenie, że ktoś wykonywał pomiar hałasu przy wietrze 3 m/s na wysokości pomiaru i według niego turbiny nie miały prawa wtedy pracować, oznacza, że po prostu nie zna tego tematu jak należy. Albo zna ... i celowo okłamuje opinię publiczną.

      A więc krótka lekcja. Średni wiatr w Polsce na wysokości 10 m nad gruntem (bo tak przeważnie bada to IMGW), to około 3-4 m/s. Przykłady dla wybranych stacji z ostatnich lat można wyszukać w rocznikach statystycznych GUS lub serwisach pogodowych. Wiele zależy od położenia takiej stacji METEO. Jeżeli jest blisko zabudowań lub lasów, to wiatr raczej będzie słabszy, poniżej 3,5 m/s. Jeżeli stacja meteo jest w terenie otwartym lub wyniosłym, to średnia roczna wynosi wtedy zazwyczaj powyżej 3,5-4 m/s na 10 m nad gruntem. W tym samym czasie na wysokości 100-110 m jest zazwyczaj wiatr 2 razy silniejszy, czyli około 6-7 m/s.

      Oznacza to, że robiąc pomiar wiatru na 10 m nad gruntem i uzyskując średnią prędkość 5 m/s, to można się spodziewać, że turbina wiatrowa w tym samym czasie działa na 10 m/s na wysokości gondoli! A co to oznacza dla pomiarów akustycznych? Przy tej prędkości wiatru 10 m/s na wysokości gondoli, turbiny wiatrowe osiągają już 100% maksymalnej mocy akustycznej.

      Zobacz dużą grafikę: http://wiatrowa.blox.pl/resource/wiatr_pomiary_halasu.png

       

      A więc jak najbardziej można wykonywać wiarygodne pomiary akustyczne, gdy na wysokości 10 m nad gruntem mamy wiatr 5 m/s, zaś na wysokości 2-4 m nad gruntem mamy 3-4 m/s. Ponieważ to oznacza, że wysoka turbina wiatrowa pracuje już na maksymalnej mocy akustycznej.

      Teraz kolejne dwie ważne kwestie. 

      1) Kiedy turbina wiatrowa osiąga maksymalną moc akustyczną (czyli maksymalny hałas)?

      2) Dlaczego nie można (nie powinno) wykonywać pomiarów akustycznych gdy na wysokości pomiarów (czyli 2-4 m nad gruntem) jest bardzo silny wiatr, np: 10-15 m/s?

      Zacznijmy od pierwszej kwestii. Kiedy siłownia wiatrowa jest najbardziej słyszalna w otoczeniu? Zobaczmy poniższa grafikę:

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/halas_wiatr_noise.png

      Co można wywnioskować z tej grafiki? Każdy kto mieszka koło farmy wiatrowej wie, że wiatraki nie zawsze są słyszalne, a przynajmniej nie zawsze tak samo. Ja mieszkam dla przykładu w okolicy, gdzie jest ponad 30 siłowni wiatrowych różnego typu do 150 m wysokich włącznie. Najbliższe wiatraki są około 950 m od moich zabudowań. Jak często je słyszę? W domu nigdy, przy otwartym oknie raz w miesiącu, a przed budynkiem  2-3 razy w miesiącu. I to pomimo tego, że pracują około 90% czasu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wiatraki emitują różny poziom hałasu w zależności od prędkości wiatru, do tego dochodzi różny poziom tła akustycznego, w tym samego wiatru.

      Wzrost poziomu hałasu w zależności od prędkości wiatru na przykładzie turbiny 4,5 MW:

      Tło akustyczne ma często decydujący wpływ na to, czy wiatrak wydaje się nam cichy czy uciążliwy.

      W miastach to ruch komunikacyjny jest największym czynnikiem wpływającym na hałas i tym samym tło akustyczne. Na polach zaś tym czynnikiem jest wiatr. Z różnych badań do jakich udało mi się dotrzeć, wynika, że wiatr o sile 12-14 m/s tworzy tło akustyczne o poziomie 55-67 dB! Przy 4 m/s badania mówią o poziomie 35-45 dB. Można więc powiedzieć, że przy średnich i dużych prędkościach wiatru, wzrost siły wiatru o 1 m/s oznacza wzrost poziomu tła akustycznego o 2-2,5 dB.

      Poniżej wpływ prędkości wiatru na tło akustyczne, cztery różne badania:

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/tlo_akustyczne_rozne.png


      Dlatego jeśli większość turbin wiatrowych osiąga swoją maksymalną moc akustyczną już przy 10 m/s na wysokości gondoli, to jeszcze silniejszy wiatr już tylko maskuje hałas wiatraków. Można powiedzieć, że przy wichurach wiatraków już nie słychać, tylko zawirowania wiatru przy budynku i szum drzew za oknem.

      Odpowiadając więc na pytanie, turbina wiatrowa jest najbardziej słyszalna przy wietrze 10 m/s na wysokości gondoli, co oznacza zazwyczaj wiatr około 5-6 m/s na wysokości 10 m nad gruntem oraz około 4 m/s na wysokości 4 m nad gruntem.

       

      Dlaczego nie można (nie powinno) wykonywać pomiarów akustycznych gdy na wysokości pomiarów (czyli 2-4 m nad gruntem) jest bardzo silny wiatr, np: 10-15 m/s?

      Po pierwsze dlatego, że nie pozwalają na to normy stosowane podczas pomiarów akustycznych. Pomiary hałasu prowadzi się przy wiatrach do 5 m/s. Wyższe prędkości wiatru na poziomie pomiarów, będą sztucznie zawyżać wyniki, poprzez dodanie tła akustycznego wiatru, nie związanego z pracą turbin wiatrowych. Innymi słowy, robiąc pomiary hałasu przy wietrze o prędkości 14 m/s na wysokości 2 m, uzyskamy zapewne ponad 60 dB i to w okolicy gdzie nie ma wiatraków. A to może prowadzić do absurdalnych wniosków ... że należy zakazać zabudowy we wsi, ponieważ badania wykazały przekroczenia hałasu. Na wsi bowiem dopuszcza się 45 dB w nocy, tymczasem przy bardzo silnych wiatrach może dochodzić do 60 dB. 

      Teoretycznie można próbować to obejść by badać i przy silnych wiatrach. Można na przykład stworzyć normę, że przy wietrze większym niż 5 m/s podczas pomiarów akustycznych, należy dodać do dopuszczalnej normy hałasu wartość 2 dB na każdy 1 m/s. Wtedy wartości dopuszczalne hałasu wyglądały by tak:

       

      Kolejną kwestią, która jest ostatnio podnoszona przez akustyków (właściwie tylko dwóch polskich akustyków), w dodatku akustyków znanych z tego, że sprzeciwiają się rozwojowi energii wiatrowej, jest wpływ gruntu na poziom hałasu. Wśród tych akustyków jest Pani Barbara Lebiedowska, która walczy z wiatrakami w swojej okolicy, przy okazji stając się nowym symbolem walki dla StopWiatrakom.

      http://www.gdos.gov.pl/ProjectCategories/viewSingleNews/6126/1

      - jak widać, prowadzi szkolenia w tym zakresie dla urzędników Państwowych, mimo że większość akustyków jakich znam, absolutnie się z Panią Barbarą nie zgadza.

      Otóż Pani Barbara sugeruje dwa przeciwstawne twierdzenia ...., których absurd może dostrzec nawet laik w zakresie akustyki jak i siłowni wiatrowych. Absurd ten polega bowiem na logice, a właściwie jej braku. Oto te dwa twierdzenia w skrócie:

      1) Pierwsza teza: elektrownie wiatrowe mają większy zasięg hałasu zimą, ponieważ grunt jest zmrożony. Dlatego należy liczyć hałas przyjmując G=0 (G=0 - to teren twardy, typu: beton, asfalt, woda, lód). Latem zasięg hałasu jest mniejszy, ponieważ grunt jest porowaty, czyli liczymy na G=1 (G=1 - to grunt typu: pola uprawne itp).

      ps. Różnica zasięgu izofon między G=1 a G=0 to około 50%. Czyli zasięg izofony 40 dB w G=1 to np: 600 m, zaś licząc na G=0 - to około 900 m.

      2) Druga teza: elektrownie wiatrowe są tak wysokie, że grunt nie ma żadnego znaczenia, więc zasięg hałasu jest zawsze równy G=0.

      Już widzimy absurd obu założeń? Jedno stwierdzenie wyklucza drugie. Nie może być bowiem tak, że z jednej strony zakładamy, że zasięg hałasu jest zawsze równy G=0, a w drugim zadani zakładamy, że są różnice między latem a zimą. Albo jest wpływ gruntu, albo go nie ma. Proste Pani Barbaro! Logika, tego nie uczą w szkołach, to albo się ma, albo nie.

      Ale wyjaśnię te sprawę jeszcze wyraźniej, tak by nawet Pani Barbara to zrozumiała. Otóż droga Pani Barbaro ... grunt ma zawsze znaczenie, bardzo łatwo to sprawdzić pierwszym lepszym decybelomierzem. Sam zarówno latem jak i zima sprawdzałem pomiar hałasu na 3 m nad gruntem jak i na 0,2 m nad gruntem. Różnice  sięgały nawet 4 dB! I to pomimo tego, że stałem zaledwie 200 m od elektrowni wiatrowych. Także setki badań pomiarowych na stojących farmach pokazują, że zasięg izofony 40 dB jest zazwyczaj w odległości 500 m od wiatraków, przy braku innych głośniejszych źródeł hałasu. Tymczasem wg Pani (G=0) zasięg tej izofony powinien wynosić 800 m a przy kumulacji wielu turbin nawet ponad 1200 m. Nie zgadza się to z badaniami jakie znam, a nawet z tym, co badałem sam.

      Po pierwsze, wysokość źródła nie oznacza, że grunt nie ma wpływu na hałas. Ma wpływ, wystarczy powyższa wizualizacja:

      Jak widać, zanim fala dźwiękowa dotrze do zabudowy, grunt poniżej wpływa na te falę na przestrzeni między zabudową a wiatrakiem poprzez inne fale dźwiękowe (odbicia). No i najważniejsza sprawa, efekt gruntu jest ważny nawet koło samego punktu pomiarowego. To co jest pomiędzy jest mniej ważne, tak wynika nawet z normy, która Pani cytuje.

      Po drugie, grunt rolny nigdy nie będzie miał właściwości betonu czy tafli wody! Badania naukowe pokazują, że dla przykładu śnieg ma właściwości tłumiące hałas lepiej niż sam grunt. Natomiast grunt bez śniegu zmrożony wygląda zazwyczaj tak:

      Jak widać, grunt typu beton czy woda może wręcz propagować fale dźwiękowe dalej, tymczasem grunt zmrożony rolniczy nie będzie miał takich właściwości! 

      Warto też pamiętać, że dwa źródła hałasu o takiej samej mocy akustycznej (np: 106 dB), ale umieszczone na różnych wysokościach, będą generować różne zasięgi hałasu. I wbrew temu, co wydaje się sugerować Pani Barbara, to źródło umieszczone wyżej, generuje mniejszy hałas u dołu. Zobaczmy grafikę, która obrazuje utratę 6 dB z każdym podwojeniem odległości dla źródeł punktowych:

      Źródło niskie (które doskonale opisuje norma ISO 9613-2) generuje większy zasięg hałasu przy ziemi, niż źródło wysokie.

      Nie jest też prawdą, że specyfikacje turbin wiatrowych nie uwzględniają dwóch rodzajów hałasu, mechanicznego i aerodynamicznego. Maksymalna moc akustyczna to właśnie nic innego, jak kumulacja tych różnych rodzajów hałasu. I jak pokazuje poniższa grafika, to liczenie od maksymalnego poziomu od osi siłowni daje najwyższe wartości w decybelach przy ziemi. Nie ma sensu liczenie od końca łopaty biorąc za początek wartość hałasu samej łopaty.

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/halas_turbin.png

       

      Zachodzi pytanie jakie badania naukowe Pani Barbara przeprowadziła, które by potwierdzały jej stwierdzenia, np: o potrzebie liczenia zawsze na G=0? Bo do wszystkich badań jakich mi udało się dotrzeć niezbicie wynika, że grunt rolny nigdy nie będzie betonem czy wodą. W żadnym też państwie od USA, Niemcy po Chiny nie widziałem, by ktoś liczył zasięg hałasu na G=0. Tak jest liczony tylko na farmach morskich, na lądowych jest liczony zazwyczaj w przedziale między G=1 a G=0,7. Rozumiem, że posiada Pani wiedzę większą od 99% akustyków na świecie? Ok ... może więc czas się podzielić swoimi badaniami, zamiast puszczać w przestrzeń publiczną zwykłe subiektywne opinie, do tego stronnicze. Wiem, że walczy Pani z wiatrakami w swojej okolicy. Nie ma się czego bać, w zasięgu 30 wiatraków w mojej okolicy mieszka ponad 100 tys. osób (licząc 3 km od turbin). Nie znam żadnego przykładu choroby czy uszkodzenia ciała z mojej okolicy. By było śmieszniej, nikt nie protestuje, mimo że część wiatraków stoi 300 m od zabudowań. Dlatego odległość 400-600 m jest w pełni bezpieczna, proszę nie bać się tego, ze zachoruje Pani na wszystkie choroby świata. Jako akustyk powinna Pani wiedzieć, że wyższy poziom hałasu słyszalnego i niesłyszalnego (infradźwięków) emituje ruch samochodowy. Dopuszczalne normy dla samochodów to nawet ponad 55 dB(A) w nocy! Samochody emitują około 100 dB(G) na poziomie infradźwięków, z tym Pani nie walczy? Wybiórcza troska o ludzi?

       

      Poniżej inne wpisy na podobne tematy:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak mierzyć poziom dźwięku od elektrowni wiatrowych?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      sobota, 25 maja 2013 19:21
  • poniedziałek, 19 listopada 2012
    • "Prawoterroryzm"?

      Każdy z nas słyszał o "ekoterrorystach".

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekoterroryzm - definicja.

      Natomiast definicja potoczna, to protestowanie na szkodę firm lub osób, by uzyskać swoje cele, często materialne. Te cele materialne to niekoniecznie danie kasy prosto do ręki ... ale np: na badania flory czy fauny. Czyli wszystko jest cacy ..... inwestor opłaca hobby miłośników żab, ślimaków czy ptaków. Jakie to proste i to w imię szczytnych celów .... 

      Ekoharacz_przy_budowie_mostu_Polnocnego.html - pierwszy lepszy przykład.

      Ok, to temat stary i długi. Ale od niedawna pojawił się także "prawoterroryzm", czyli zwykły prawniczy szantaż. Takie firmy wcale nie muszą wygrać swoich spraw, wystarczy, że wystraszą inwestora, że spowolnią mu proces inwestycyjny o 1-3 lat. 

      Przy tak wielkich i długich inwestycjach każdy rok to straty, wydane pieniądze, mijające pozwolenia, nerwy ludzi, podburzanie społeczności itd. Dlatego wielu inwestorów nie chcąc czekać zabiera się za "współpracę" z takimi skarżącymi. 

      Jak to nazwać jak nie formą szantażu? Zwlekanie do ostatniego momentu, gdy inwestorzy wyłożyli już sporo pieniędzy i są z inwestycją w gminie nawet 2-3 lata. Może i w granicach prawa, ale jednak zwykły szantaż o czym może świadczyć wyczekiwanie do samego końca inwestycji. Do kogo więc pretensje, do państwa, ustawodawców? 

      Ciekawy artykuł na ten temat pojawił się na: 

      http://www.forbes.pl/InternalError.htm?aspxerrorpath=/artykuly/sekcje/wydarzenia/prawniczy-szantaz,31288,1

      Artykuł:

      Prawniczy szantaż

      Marek Muszyński, Forbes.pl | 18.11.2012 19:30, ostatnia aktualizacja 07:11


      O ile trudności związanych z procesem inwestycyjnym w branży wiatrowej jest wiele to przedsiębiorcom z branży sen z powiek spędzają dwie sprawy. Po pierwsze nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii (OZE), w której Ministerstwo Gospodarki tak ograniczyło system wsparcia dla branży, że grozi jej upadek. Po drugie Instytut Kajetana Koźmiana. O ile w pierwszym przypadku można jeszcze powstrzymać polityków przed nadmierną regulacją, to w drugim już takich możliwości nie ma.

      Jak to się dzieje, że jedna mała fundacja może zablokować rozwój całej branży? Dzięki niedoskonałościom polskiego prawa, które pozwala zaskarżyć decyzję każdej organizacji, która w swoim statucie ma wpisaną działalność proekologiczną. W ten sposób każde stowarzyszenie czy fundacja, istniejąca nawet od niedawna, może zablokować proces inwestycyjny nawet na 3 lata – tyle mogą trwać postępowania odwoławcze we wszystkich instancjach.Co więcej, polskie prawo pozwala włączyć się w postępowanie poprzez samo odwołanie. Nie jest wymagane ani wcześniejsze składanie uwag przy opracowywaniu raportu, ani uczestnictwo w konsultacjach społecznych.

      Instytut Kajetana Koźmiana wyspecjalizował się właśnie w branży wiatrowej, prowadząc działalność na ogromną skalę – po niedługim czasie weszli na prawach strony w niemal wszystkie procedury wydania decyzji środowiskowej, jakie są prowadzone w kraju. Zaskarżają na ogół wydane decyzje, mimo że wcześniej nie składali uwag w trakcie konsultacji społecznych. – Mimo dużej ilości odwołań, trzeba przyznać, że każde odwołanie jest starannie merytorycznie przygotowane, choć na ogół nie porusza spraw mających faktyczne znaczenie dla prawidłowości przeprowadzonego postępowania – mówi Maciej Stryjecki z Fundacji na Rzecz Zrównoważonej Energii.

      Merytoryka w tym przypadku zahacza o zwykłe „czepialstwo”, dlatego odwołania rzadko znajdują uznanie w Samorządowych Kolegiach Odwoławczych. Wśród często wymienianych zarzutów znajdują się takie jak: złe umieszczenie informacji w raporcie, brak danych o zagrożeniach dla środowiska na etapie budowy, w tym np. emisji hałasu czy ilości ścieków socjalno-bytowych.

      Choć takie postępowanie jest zgodne z prawem, to daleko mu do wysokich standardów etycznych. – Przyznaję, że korzystając z dobrodziejstw naszego systemu prawnego, znaleziono pewnego rodzaju niszę biznesową, polegającą na tym że organizacje pseudoekologiczne blokują procedury, a doradcy doradzają, jak je odblokować. Zaskarżanie decyzji w oparciu o „brak przecinka” pod pozorem walki o interes lokalnych społeczności i środowiska, po to aby ktoś mógł zarobić na doradzaniu, jak ten przecinek wstawić, jest dalece nieetyczne – ocenia Stryjecki.Inwestorzy zwracają uwagę zwłaszcza na jednego z ekspertów fundacji – prawnika, który przygotowuje odwołania i kontaktuje się z nimi w jej imieniu. Na takich spotkaniach pada zazwyczaj oferta współpracy. O tym, że jego kancelaria prawnicza ma szeroką ofertę doradztwa dla firm z branży energetycznej można się łatwo przekonać z ich strony internetowej.
      Gdyby wspomniany prawnik był adwokatem lub radcą prawnym prawdopodobnie szybko straciłby uprawnienia. - Sytuacja, w której adwokat miałby w tej samej sprawie raz występować w podwójnej roli jest absolutnie niedopuszczalna. Takie przewinienie zagrożone jest surowymi karami dyscyplinarnymi, łącznie z wydaleniem z zawodu – komentuje mec. Rafał Dębowski z Naczelnej Rady Adwokackiej.  Trudno mi odnosić się do anonimowych zarzutów wobec zewnętrznych ekspertów. Podkreślam, że jeśli ktokolwiek powoływałby się na Instytut w celu załatwiania swoich partykularnych interesów, wtedy zrezygnujemy ze współpracy z taką osobą – zapewnia Karol Mórawski, prezes Instytutu Kajetana Koźmiana.Jednocześnie prezes IKK potwierdza, że jego organizacja uczestniczy w ponad 400 postępowaniach środowiskowych w Polsce. – Naszym celem jest zebranie danych do raportu nt. poziomu przygotowania raportów środowiskowych w Polsce, dlatego zgłaszamy się do wszystkich postępowaniach w Polsce – mówi.Broni się także przed innymi zarzutami. – Na konsultacje społeczne zostaliśmy zaproszeni tylko raz i z powodu sezonu urlopowego nikt nie mógł się wtedy wybrać. Obecnie wypracowujemy standardy zgodnie z którymi będziemy kierować wnioski do gmin już na etapie przygotowania raportów środowiskowych – tłumaczy Mórawski.

      Wyklucza także możliwość współpracy z inwestorem, którego raport środowiskowy został zaskarżony przez fundację. – Możemy prowadzić współpracę ekspercką z firmami, ale nie ma takiej możliwości w przypadku gdy podejmujemy kroki prawne wobec danego inwestora – wyjaśnia. Mórawski wyjaśnia też, że celem fundacji nie jest blokowanie inwestycji wiatrowych, ale poprawa jakości raportów środowiskowych. – Dzisiaj jest tak, że każdy może przygotować taki raport. Wystarczy, że założy odpowiednią działalność gospodarczą. Żadne licencje ani koncesje nie są wymagane – mówi. Nadzieją dla inwestorów mogłyby być zmiany w prawie. Pierwszą propozycję w tym zakresie złożyła już Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. GDOŚ proponuje, żeby każda organizacja, która chce wziąć udział w postępowaniu musiała być zarejestrowana co najmniej rok przed jego rozpoczęciem. Zmiana ma zapobiegać tworzeniu organizacji ad hoc w reakcji na inwestycję. – Silniejsze ograniczenia dla organizacji ekologicznych byłyby sprzeczne z prawem unijnym – tłumaczy rzeczniczka GDOŚ Monika Jakubiak-Rososzczuk.I rzeczywiście większość państw europejskich stosuje ograniczenie przede wszystkim czasowe – organizacje, które nie istniały przed rozpoczęciem postępowania nie mają możliwości uczestniczenia w nim. Francja stosuje jednak jeszcze mocniejsze restrykcje: zaskarżanie decyzji jest możliwe tylko dla zatwierdzonych organizacji, a jeśli sąd stwierdzi nadużycie procedury może ukarać grzywną do 3 tys. euro. Luksemburg i Szwecja pozwalają na udział w postępowaniu organizacjom istniejącym co najmniej od 3 lat, a Portugalia wymaga by taka organizacja liczyła przynajmniej 100 członków.

       

      Linki do artykułu:

      Część 1

      Część 2

      Inny przykład:

      http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090806/bialystok/509560192

      Rafał Kosno blokuje niemal każdą inwestycję. Czy Zielony to wróg publiczny nr 1?


      I jeszcze przykład zablokowania (na kilka miesięcy) przez "ekoprawników" elektrowni Opole:

      http://archiwum.pb.pl/2674256,4272,ekoprawnicy-maja-swoj-czas

      „Jesteśmy prawnikami działającymi dla dobra ludzi i środowiska” — pisze na swojej stronie ClientEarth. Właśnie, prawnicy. Największym planowanym w Polsce inwestycjom przyglądają się dziś bacznie organizacje środowiskowe zatrudniające znawców prawa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2012 18:36

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa