Energia Wiatrowa

Wiatrowa.blox.pl - energetyka wiatrowa, informacje, fakty i mity.

Wpisy otagowane „badania”

  • środa, 16 marca 2016
  • poniedziałek, 08 grudnia 2014
    • Kolejne badanie - MIT: wiatraki nie szkodzą zdrowiu

      Jedna z najbardziej znanych uczelni świata Massachusetts Institute of Technology (MIT) poinformowała o wynikach raportu na temat wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie mieszkających w ich pobliżu ludzi. 

      Wyniki badania “Wind Turbines and Health: A Critical Review of the Scientific Literature” opublikowano w "Journal of Environmental and Occupational Medicine".


      W badaniu MIT postawiono trzy pytania związane z oddziaływaniem elektrowni wiatrowych na zdrowie:

      1) czy są wystarczające dowody na to, czy turbiny wiatrowe wpływają negatywnie na ludzkie zdrowie, a jeśli tak, jakie są czynniki wpływające na negatywne oddziaływanie wiatraków i jak można je wyeliminować?
      2) czy mieszkanie w pobliżu elektrowni wiatrowych może powodować stres i zaburzenia snu? 
      3) czy są dowody na to, że praca turbin może być źródłem infradźwięków i czy mogą one wpływać negatywnie na zdrowie ludzi - niezależnie od innych występujących w otoczeniu czynników?


      W badaniu przeanalizowano ponad 160 lokalizacji farm wiatrowych. 
      Jak informują autorzy raportu, o ile dźwięki niskiej częstotliwości są emitowane przez pracujące elektrownie wiatrowe, poziomy tych dźwięków są z reguły poniżej poziomów słyszalności mieszkańców domostw znajdujących się w pobliżu farm wiatrowych. 

      MIT wnioskuje też, że w zbadanych przypadkach nie ma bezpośredniego związku pomiędzy pracą turbin a chorobami i zaburzeniami występującymi wśród osób mieszkających w ich pobliżu, w tym na notowane u nich rozdrażnienie (ang. annoyance). 

      Jak informuje CanWEA, wyniki badań MIT są zbieżne z innymi opracowaniami na ten temat, w tym z badaniem wykonanym przez kanadyjską rządową agencję Health Canada. 

      - Ten dokument to istotny wkład w literaturę naukową na temat związków pracy turbin wiatrowych i ludzkiego zdrowia, i jego wyniki są zbieżne z badaniem wykonanym przez CanWEA pięć lat wcześniej. Będziemy kontynuować monitoring badań naukowych w tym zakresie, jednak jest jasne, że pokazują one jednoznacznie, iż odpowiednio ulokowane turbiny wiatrowe nie szkodzą zdrowiu ludzi i że energetyka wiatrowa pozostaje jedną z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych środowisku form produkcji energii elektrycznej - wnioskuje CanWEA. 

       

      Przy tej okazji, warto też wspomnieć o innej publikacji (Acoustic Ecology - Acousticecology.org), która również udowadnia, że wpływ infradźwięków i dźwięków o niskiej częstotliwości od elektrowni wiatrowych jest praktycznie żaden, ponieważ ich poziom jest porównywalny do naturalnego poziomu tła akustycznego.

      Doskonale obrazuje to poniższa grafika:

      Waga G (dBG) zakres 10-30 Hz, próg między słyszalny dźwięk o niskiej częstotliwości oraz infradźwięki i obejmuje 2 Hz-70Hz)

      Duża grafika: http://wiatrowa.blox.pl/resource/infradzwieki_2013australia.png

      Raport z Australii, który ostatecznie pokazuje, że wpływ infradźwięków od elektrowni wiatrowych nie jest wyższy niż tło wiatru czy innych rodzajów naszej działalności.

      Jakie wnioski można z tego wysnuć? Po pierwsze poziom natężenia dźwięków jest związany głównie z prędkością samego wiatru. Po drugie, otrzymane wartości w badanym zakresie na pograniczu dźwięków słyszalnych i infradźwięków (a więc zakres podobno najbardziej uciążliwy) wykazały, że poziom jest praktycznie identyczny zarówno gdy pracują turbiny, jak i w okresie, gdy turbin nie było. Czyli np: przy wietrze 10 m/s podczas pracy turbin uzyskiwano zazwyczaj 55-70 dB(G), ale również w okresie, gdy turbin nie było, były identyczne wartości rzędu 55-70 dB(G).

      Gdyby już silić się na wykazanie jakiejś różnicy, to będzie to wartość na granicy błędu, czyli ok 1 dB. To pokazuje, że elektrownie wiatrowe są po prostu częścią składową tła akustycznego, mają niższy poziom niż infradźwięki samego wiatru a ewentualny wzrost to wynik co najwyżej nieznacznej kumulacji. Ich teoretyczna uciążliwość może być więc związana ze stosunkiem do nich, a nie realną uciążliwością niezależną od innych czynników. 

      To niestety pokazuje, że strasznie wiatrakami napędza niepotrzebny efekt uciążliwości, który wynika tylko z negatywnego nastawiania. Trochę to smutne, bo przypomina straszenie elektrycznością lub motoryzacją w XIX wieku.

      Źródło: http://aeinews.org/archives/2429

      Inne nasze wpisy związane z tematem:

      Więcej o badaniach MIT:

      infrasound, wind turbine, syndrom, windpark

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 grudnia 2014 12:43
  • wtorek, 13 maja 2014
  • poniedziałek, 17 marca 2014
    • Naukowiec: wiatraki absolutnie nie są szkodliwe

      Zapraszam do przeczytania ciekawego artykułu na temat energetyki wiatrowej i panujących mitów.

      Wywiadu udzielił Pan Profesor Jaroszyk, który przez 40 lat kierował katedrą i zakładem fizyki energetyki medycznej na Politechnice Poznańskiej. Autor lub współautor ponad 300 publikacji zamieszczonych w czasopismach o cyrkulacji międzynarodowej. Czynny udział w ponad 100 Sympozjach, Konferencjach lub Zjazdach krajowych oraz zagranicznych. Przewodniczący wielu sesji plenarnych i specjalistycznych komisji zjazdowych. Wiele lat swojej pracy naukowej poświęcił na badanie oddziaływania turbin wiatrowych na żywe organizmy.

      WYWIAD:

      "Wiatraki stały się ofiarą przeplatających się interesów. To politykierstwo jest ohydne..."

      Co pan myśli, gdy słyszy dyskusję na temat wiatraków?

      Feliks Jaroszyk (profesor zwyczajny nauk medycznych i fizyki, doktor honoris causa Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu): Najpierw może dodam, że sam nie wiem dlaczego się na tę rozmowę zgodziłem, bo tak naprawdę mam już dość tego co się wokół energii wiatrowej dzieje. To politykierstwo jest ohydne. Poświęciłem wiele lat na przekonywanie ludzi, że wiatraki nie są szkodliwe dla zdrowia, ale niestety, widać - bez efektu. Jak słyszę niektóre wypowiedzi to po prostu opadają mi ręce. Klęska edukacji. 


      Przez 40 lat kierował pan katedrą i zakładem fizyki energetyki medycznej w Poznaniu, napisał pracę - Energetyka wiatrowa, Oddziaływanie bodźców fizykalnych wytwarzanych przez turbiny wiatrowe na żywy organizm człowieka. Co może pan w skrócie powiedzieć o oddziaływaniu farm wiatrowych na człowieka?


      - Oddziaływanie fal sprężystych na organizm człowiek jest przedmiotem kształcenia na studiach medycznych od lat. I to nie tylko ze względu na wiatraki, bo te mamy od niedawna, ale także w wielu innych aspektach. Jest bogata bibliografia naukowa, są podręczniki, opracowania, literatura specjalistyczna. Ale i tak wielu ludzi wykrzykuje kłamstwa dla swoich celów.
      Oczywiście, w całej tej awanturze inwestorzy też nie są bez winy. Pierwsze farmy wiązały się z jakimiś działaniami pośredników, umowy które rolnicy podpisywali były na takiej zasadzie, że 5 proc. korzyści dla rolnika, a 95 dla inwestora. Stąd wielu ludzi ma złe doświadczenia.
      A tak naprawę jakieś zastrzeżenie można było mieć do wiatraków z I generacji, tam czasem były problemy, ale to nas nie dotyczyło. U nas farmy wiatrowe zaczęły powstawać gdy weszły już wiatraki III generacji, a teraz montowane są IV generacji. W nich już na prawdę są dopracowane wszystkie szczegóły. 
      Z punktu widzenia naukowego infradźwięki generowane rzez wiatraki mieszczą się w obszarze, który nie powoduje żadnej reakcji naszych receptorów. Ażeby sprokurować oddziaływanie fali na człowieka, to potrzebne by było ciśnienie akustyczne rzędu 130 dB, a takich przy wiatrakach absolutnie nie ma. Przy wieżach to jest ok. 100-105 decybeli. Gdyby to miało być 130 dB – jak straszą niektórzy – to natężania musiałby być tysiąc razy większe niż tak naprawdę powodują wiatraki.


      Co to są fale infradźwiękowe?


      - To fale sprężyste o częstotliwościach niższych od fal dźwiękowych. Fale te zawierają się w przedziale częstotliwości od 0.1 Hz do 20Hz. Hałas niskoczęstotliwościowy jest odbierany, w tym infradźwiękowy, przez człowieka - nie tylko drogą słuchową lecz również poprzez receptory wibracji, które są rozłożone na całym jego ciele. 


      Mówi się jednak o chorobach powodowanych przez fale sprężyste.


      - Fale te mogą powodować negatywne skutki dla organizmu, ale muszą mieć określony poziom ciśnienia akustycznego - to, które wytwarzają wiatraki jest dla organizmu bez znaczenia. To jak z tabletką – jedna leczy, ale dziesięć może zabić.
      Trzeba pamiętać, że producenci wiatraków w Polsce zostali ograniczeni tzw. dyrektywą maszynową z 2009 roku, która zaleca najlepsze praktyki. Zaleca badania, kontrole i w interesie producentów jest, żeby spełniały te normy i nikt nie stawiał im zarzutów. Do tego kontroluje się farny wiatrowe nie tylko na etapie planowania i budowy, ale i podczas eksploatacji. 


      Jakie znaczenie ma odległość zamieszkiwania od takiej farmy dla zdrowia? Bo kwestia tego czy komuś to odpowiada pod względem estetycznym czy nie, to już temat na inną rozmowę...


      - Rzeczywiście, u nas preferuje się problem odległości. Wymyślono 3, czy 2 km odległość zabudowań od wiatraków. Ale taka odległość w Polsce to zabicie tego rodzaju energetyki, bo naprawdę trudno byłoby znaleźć odpowiednie lokalizacje.
      Robiono symulacje – sam w takich sympozjach uczestniczyłem – gdzie pokazywano, że przyjęcie takich odległości to w naszych warunkach zarżnięcie rozwoju tej energetyki. Poza tym, nie ma takiej potrzeby. Kiedyś podałem takie kryterium uniwersalne – 500 m, potwierdził to raport PAN, wykonany na zlecenia marszałka województwa kujawsko-pomorskiego.
      Obowiązujące u nas prawo pod względem kontroli farm wiatrowych jest znacznie bardziej restrykcyjne niż na Zachodzie. Np. w Niemczech odległość od najbliższych zabudowań to trzy wysokości wieży, czyli jak ma on ok. 100, to jest 300 m. 400 metrów zabezpiecza całkowicie poziom natężenie 40 dB w nocy. Oczywiście, zawsze wykonuje się badania dla konkretnej lokalizacji i dokonuje pomiarów w najbliższych zabudowaniach.


      A co ze szkodliwością działania elektromagnetycznego?


      - Jak mówi się o niesamowicie szkodliwym działaniu elektromagnetycznym, to trzeba by sobie przypomnieć elementarne wiadomości z fizyki. Działania takiej tuby jak wiatrak tłumaczy prawo Faradaya. Poza tym słupem pole magnetyczne i energetyczne jest praktycznie zerowe.
      Takie same szczątki tego pola każdy ma w swoim mieszkaniu, bo emitują je różne urządzenie elektryczne. Nie zmieni się środowiska w którym żyjemy, a żyjemy w zakresie wszechobecnego pola 50 Hz. Nie ma żadnego zagrożenia z tytułu pól elektrycznych czy magnetycznych. 


      Czemu wiatraki stały się zatem dla niektórych wrogiem?


      - Straszy się ludzi, że krowy mleka nie dają, że nic nam nie rośnie, a nie mówi się o rzeczy znacznie bardziej istotnej. Bo jeżeli się weźmie pod uwagę drogę, taką krajową, dość uczęszczaną, to ona generuje hałas w odległości do 5 km sięgający 40-45 dB. I to z jednej i z drugiej strony mierzonej prostopadle do drogi. Te trasy przechodzą przez miasteczka, przez wsie. Tu problemu nikt nie podnosi, nikt o tym nie mówi. Podobnie jak niewiele się mówi o szkodliwości telefonii komórkowej.
      A wiatraki? Stały się ofiarą przeplatających się interesów.

      Powyżej porównanie zasięgu hałasu od ruchliwej drogi, do zasięgu od elektrowni wiatrowych.


      Może jednak trzeba wprowadzić jakieś dodatkowe zasady, kryteria?


      - Nie ma potrzeby wprowadzania nowego kryterium, zasady obowiązujące u nas są przejrzyste i jasne. Według nich izofona przechodząca przez najbliższe od wiatraka zabudowania może sięgać maksymalnie wartości 40 dB. Tego pilnują powołane do tego organizacje.
      To co się dzieje, myślę, wynika także z takiej niechęci, że jeden gospodarz postawi u siebie wiatraki, on na tym zarabia, a ja mieszkam obok i nic z tego nie mam. Generowane to jest także przez kłamliwie informacje, bo wiadomo, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie swoje robi.
      Obserwowałem to na lokalnych spotkaniach. Szczególnie gdy zbliżały się jakieś wybory, to lokalni politycy traktowali takie zebrania jako trampolinę do powrotu do władzy, ale przebicia się do góry. Głośno krzycząc przeciw wiatrakom stawali się znani, a potem mogli mówić – to jak was obroniłem, warto na mnie głosować.
      Ostatni znów zauważyłem mnóstwo takich działań, szczególnie jedna partia się wyróżnia. A to jest brak odpowiedzialności.
      Mamy taki system, że politycy muszą mieć poparcie, ale nie rozumiem tak krótkowzrocznego widzenia sprawy. Bo przecież obojętnie kto przejmie władzę i będzie rządził tym krajem, musi zabezpieczyć społeczeństwo w energie elektryczną i cieplną. Takie wyzwanie stanie przed każdym rządem, a przecież musimy także wypełniać zobowiązania międzynarodowe. Są jakie są i podpisaliśmy cały szereg aktów zobowiązujących nas do rozwoju energetyki odnawialnej.
      Moim zdaniem bardzo łatwo można by to wspomóc prawnie OZE, mianowicie zapisem, że to interes publiczny. Przy okazji powiem, że jak w nowym projekcie o OZE czytam, że współwspalanie jest traktowane jako forma odnawialna, to nie wiem co mam o tym myśleć. Przecież takie spalanie powinno być natychmiast zakazane.

       

      Więcej, źródło:

      http://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/wiatraki-staly-sie-ofiara-przeplatajacych-sie-interesow-to-politykierstwo-jest-ohydne,57424_2.html

      Inne artykuły:

      http://www.wnp.pl/wiadomosci/220086.html

      http://energetyka.wnp.pl/psew-nie-ma-luki-prawnej-dot-lokalizacji-farm-wiatrowych,216073_1_0_0.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Naukowiec: wiatraki absolutnie nie są szkodliwe”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 marca 2014 01:57
  • niedziela, 17 marca 2013
    • Australijskie badania: elektrownie wiatrowe NIE szkodzą!

      To co tak na prawdę wiadomo od zawsze w środowisku naukowym, zostało jeszcze raz potwierdzone. Siłowni wiatrowych można nie lubić, nie ma obowiązku. Wiatraki mogą wiele osób denerwować, mogą być słyszalne, widzialne, taka jest ich istota. Ale od tego do szkodliwości jeszcze daleka droga. Samochody też widzimy, słyszymy, a mimo to nie ma bezpośredniego przełożenia, że jeśli ktoś mieszka w pobliżu drogi zachoruje na wszystkie choroby świata. A przecież samochody wytwarzają wyższy poziom hałasu słyszalnego i niesłyszalnego (infradźwięków).

      Kolejne badania potwierdzają, że potencjalne zagrożenia przywoływane przez przeciwników energii z wiatru, to tak na prawdę wina podejścia danej osoby do tematu. Jeżeli ktoś spodziewa się, że to mu będzie szkodzić, bo tak mu wmówiono, to każde kichnięcie, katar czy ból głowy przypisze wiatrakowi. Wcześniej była za to winna pogoda, mąż lub sąsiad, teraz wiatrak. Ot, kozioł ofiarny a może szansa na odszkodowanie?

      O jakich badaniach mowa? Tym razem z dalekiej Australii:

      http://www.guardian.co.uk/environment/2013/mar/15/windfarm-sickness-spread-word-australia

      Kilka tez z artykułu. 

      Wykazano, że dolegliwości zdrowotne osób mieszkających w pobliżu turbin to psychologiczny efekt akcji lobby anty-wiatrowego. Nie ma realnych podstaw do obaw.

      Przyczyną "syndromu turbin wiatrowych" mogą być ludzie, którzy ostrzegają innych przed szkodliwością wiatraków poprzez akcje ulotkowe czy podburzanie do protestów. Skąd to wiadomo? Okazało się, że na siłownie wiatrowe skarżą się ludzie głównie tam, gdzie społeczność lokalna została podburzona czy to przed postawieniem turbin czy już po fakcie. Tam, gdzie ludzie po prostu sobie żyją przy wiatrakach i nikt nie prowadzi akcji anty-wiatrowej, nie notuje się praktycznie skarg na wiatraki. 

      Jeżeli wiatraki by były realnie szkodliwe, ilość skarg i osób zgłaszających problemy zdrowotne powinna być podobna z każdej lokalizacji, tymczasem tak nie jest. W wielu lokalizacjach, gdzie nie działa lobby anty-wiatrowe, nie ma żadnej skargi. Potwierdziły to inne badania na 60 zdrowych osobach. Połowie wolontariuszy pokazano dokument telewizyjny o problemach zdrowotnych związanych z turbinami wiatrowymi (m.i. o dźwiękach niskiej częstotliwości), druga połowa nie widziała filmu. Były one następnie wystawione na mieszankę dźwięków. W grupie osób, która widziała film o niekorzystnym wpływie dźwięków odnotowano wyższy poziom objawów mimo fałszywych próbek dźwiękowych!

      Zjawisko protestów nasiliło się przez małe grupki osób, które z początku nie chciały budowy farm, że względów krajobrazowych. Jednak, jako, że nastawianie do wiatraków było przeważnie pozytywne (większości osób badanych się podobały, podobnie jest w Polsce), lepszą bronią do walki było wystraszenie ludzi potencjalnym zagrożeniem. Zdrowie jest dla wielu najwyższą wartością, więc łatwo uderzyć w te czułe miejsce. Dlatego po zmianie taktyki, na straszenie chorobami, zaczęły się w Australii nagle w 2009 roku protesty. Zjawisko ma więc bardziej charakter socjologiczny niż realnego zagrożenia zdrowia. 

      Przy tej okazji warto wspomnieć o innych badaniach na temat potencjalnej szkodliwości farm wiatrowych.


      Poziom infradźwięków, których źródłem jest farma wiatrowa jest jednak zwykle niższy od tzw. tła, czyli poziomu infradźwięków, których naturalnym źródłem jest wiatr czy fale morskie. Część doświadczeń i badań doświadczenia i badania wykazało, że infradźwięki wytwarzane przez turbiny nie są odbierane przez organizm człowieka.

      (Howe Gastmeier Chapnik Limited - HGC Engineering, 2006).


      W odpowiedzi na liczne głosy ze strony społeczeństwa dotyczące potencjalnego negatywnego oddziaływania elektrowni wiatrowych, a w szczególności emitowanego przez nie hałasu oraz infradźwięków, na zdrowie człowieka, Amerykańskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej oraz Kanadyjskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej powołały w 2009 roku międzynarodowy interdyscyplinarny panel naukowy, w którego skład weszli niezależni eksperci z dziedziny akustyki, audiologii, medycyny i zdrowia publicznego. Zadaniem panelu było dokonanie przeglądu najbardziej aktualnej literatury dotyczącej potencjalnego negatywnego oddziaływania hałasu emitowanego przez elektrownie wiatrowe na zdrowie człowieka oraz opracowanie na jej podstawie kompleksowego i powszechnie dostępnego dokumentu informacyjnego na ten temat. Efektem prac panelu jest opublikowany w grudniu 2009 roku raport pt. „ Wind Turbine Sound and Health Effects. An Expert Panel Review” (Colby, D. W., Dobie, R., Leventhall, G., Lipscomb D. M., McCunney, R. J.,Seilo, M. T., Sondergaard, B., 2009).

      1) Wibracje ciała człowieka wywołane dźwiękiem o częstotliwości rezonansu (czyli o takiej częstotliwości, która wywołuje wzrost amplitudy drgań układu, na który dany dźwięk oddziałuje) mają miejsce tylko w przypadku bardzo głośnych dźwięków (powyżej 100dB). Biorąc pod uwagę poziom hałasu emitowanego przez elektrownie wiatrowe, w ich przypadku z takim zjawiskiem nie mamy do czynienia.

      2) Hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe nie stwarza ryzyka pogorszenia ani utraty słuchu. Z ryzykiem takim możemy mieć do czynienia dopiero wtedy, gdy hałas przekracza poziom 85 dB. Hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe nie przekracza tej granicy.

      3) Przeprowadzone doświadczenia wykazały, że infradźwięki emitowane na poziomie od 40 do 120 dB nie wywołują negatywnych skutków zdrowotnych.

      4) Negatywne oddziaływanie elektrowni wiatrowych na zdrowie i samopoczucie człowieka w wielu przypadkach wywołane jest przez tzw. efekt nocebo (przeciwieństwo efektu placebo). Uczucie niepokoju, depresja, bezsenność, bóle głowy, mdłości czy kłopoty z koncentracją to objawy powszechnie występujące u każdego człowieka i nie ma żadnych dowodów na to, że częstotliwość ich występowania wyraźnie wzrasta wśród osób mieszkających w sąsiedztwie farm wiatrowych (powodując tzw. „wind turbine syndrome”). Efekt nocebo łączy występowanie tego typu objawów nie z potencjalnym źródłem poczucia takiego dyskomfortu (w tym przypadku farmą wiatrową), ale z negatywnym nastawieniem do niego i brakiem akceptacji jego obecności.

      5) Nie ma żadnych wiarygodnych badań i dowodów na to, by elektrownie wiatrowe wywoływały tzw. chorobę wibroakustyczną (Vibroacoustic Disease, VAD) – jednostkę chorobową powodującą zaburzenia w całym organizmie człowieka. Badania przeprowadzone na zwierzętach wykazały, że ryzyko zachorowania na tę chorobę pojawia się w przypadku ciągłej, minimum 13-to tygodniowej ekspozycji na dźwięki o niskich częstotliwościach, emitowane na poziomie ok. 100 dB, czyli o ok. 50-60 dB wyższym od tego, który emitują elektrownie wiatrowe.

      6) „Wind turbine syndrome” opiera się na niewłaściwej interpretacji danych fizjologicznych osób potencjalnie cierpiących na tę jednostkę chorobową. Jego zidentyfikowane objawy w rzeczywistości składają się na tzw. zespół rozdrażnienia, który może być wywołany przez wiele czynników i którego nie można wiązać tylko i wyłącznie z obecnością elektrowni wiatrowych.


      Podobne tematy poruszane już wcześniej na blogu:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 marca 2013 01:31
  • poniedziałek, 21 maja 2012
    • Energia Wiatrowa w Senacie - dyskusja, naukowcy

      Dziś tylko tak na szybko kilka linków do dyskusji jaka toczyła się w Senacie (24.04.2012) na temat energii wiatrowej, więcej za kilka dni.

      http://www.senat.gov.pl/aktualnosci/art,365,seminarium-energetyka-wiatrowa-fakty-i-mity.html

      a tam szczególnie video nr2:

      http://senat.atmitv.pl/SenatConsole/TransmissionArchiveItem.go?timeFrom=1335260539347&timeTo=1335271251501&channel=1

      - wypowiedź o infradźwiękach i wyraźne stwierdzenia, że poziomy emitowane przez elektrownie wiatrowe nie są szkodliwe, co więcej, że są dużo niższe od poziomów emitowanych przez ruch drogowy czy otaczające nasz urządzenia. Czyli to, o czym już nie raz wspominałem.

      Inne linki:

      http://www.reo.pl/w-senacie-rozmawiano-o-faktach-i-mitach-na-temat-energii-wiatrowej

      http://www.polskieradio.pl/51/638/Artykul/592580,Seminarium-Energetyka-wiatrowa-%E2%80%93-fakty-i-mity

      http://www.konwentburmistrzow.one.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=189&Itemid=1

      http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2012/120424a/120424.pdf

      - program dyskusji.

       

      Oto kilka cytatów:

      "O wpływie budowy elektrowni wiatrowych na rozwój gmin mówił profesor Kazimierz Pająk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Jako główne korzyści wymienił zyski z tytułu podatku od budowli, a także udziałów w podatku PIT i CIT od firm zarejestrowanych na terenie gmin. Według niego, gminy, na obszarze których pracują farmy wiatrowe, mają stałe dochody w budżecie sięgające prawie 10% ich wpływów. Pozwala to organom samorządowym dysponować znacznymi kwotami na rozwój infrastruktury technicznej, społecznej, ekologicznej oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego."

      "Naukowiec z poznańskiego uniwersytetu podkreślił także dynamikę rozwoju sektora OZE, w którym do 2020 roku powstanie ponad 24 tys. pełnoetatowych miejsc pracy, a uwzględniając zawody pochodne ponad 66 tys."

      - - - - -

      "Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica i przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej, zwrócił uwagę na korzyści ekonomiczne, społeczne i promocyjne, jakie gminy mogą czerpać z obecności elektrowni wiatrowych na swoim terenie."

      - - - - -

      "Profesor  Stanisław Krasowicz z Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach przedstawił wpływ farm wiatrowych na intensywność produkcji rolnej, zwracając uwagę na zjawisko mieszania powietrza, które ogranicza niepożądane skutki wiosennych przymrozków czy zmiany w cyrkulacji powietrza, poprawiające efektywność procesu fotosyntezy poprzez zmianę dystrybucji CO2."

      "Potencjalny wpływ turbin wiatrowych na intensywność produkcji roślinnej na terenach do nich przyległych zaprezentował prof. Stanisław Krasowicz z Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. - Nie można stwierdzić jednoznacznego pogarszania warunków dla uprawy roślin rolniczych w bezpośrednim sąsiedztwie farm wiatrowych. Wprost przeciwnie dostrzec można pewne możliwości oddziaływań pozytywnych (...).

      Więc można powiedzieć, że elektrownia wiatrowa nie stwarza wyraźnych ograniczeń dla produkcji roślinnej na obszarach wiejskich - powiedział w podsumowaniu swojego wystąpienia prof. Krasowicz, zastrzegając jednak, że tego typu analiz nie można uogólniać, ale zawsze należy odnosić je do studium konkretnego przypadku."

      - - - - -

      "Profesor Feliks Jaroszyk z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu  zaznaczył, że liczne badania światowych ośrodków dowodzą, iż turbiny nie mają wpływu na stan zdrowia człowieka, a wartości dopuszczalnego hałasu obowiązujące w Polsce są porównywalne ze szwedzkimi, lecz bardziej restrykcyjne w porównaniu z niemieckimi i amerykańskimi."

      "Prof. Feliks Jaroszyk z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu omówił, wywołujący wiele kontrowersji, temat oddziaływania bodźców fizykalnych wytwarzanych przez turbiny wiatrowe na ludzki organizm. Zasygnalizował problematykę infradźwięków, fal sprężystych i zjawiska migotania cienia, obalając narosłe wokół tej tematyki mity. - Efekt migotania cienia jest efektem przewidywalnym. Można na etapie projektowania wyeliminować go całkowicie - zapewniał prof. Jaroszyk."

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 maja 2012 09:39
  • czwartek, 09 lutego 2012
    • Syndrom Turbin Wiatrowych - a może syndrom NIMBY?

      Pewnie wielu z nas zastanawia się, dlaczego powstaje tak dużo protestów przy nowych inwestycjach, które w normalnym odbiorze społecznym są pozytywnie postrzegane. Każdy w końcu chce mieć dostęp do:

      - czystej wody;

      - energii;

      - ropy;

      - dobrych dróg, obwodnic i autostrad;

      - chce mieć dobry zasięg GSM;

      - chce mieć czyste otoczenie, a dostęp do wysypisk, itd. itp.


      Dlaczego więc, jeśli pojawia się szansa na taką inwestycję, to jest ona prawie zawsze blokowana i pojawiają się protesty? W końcu gdzieś trzeba postawić lub wybudować: oczyszczalnię ścieków, elektrownię wiatrową czy atomową, wysypisko śmieci czy drogi. Chcemy gazu łupkowego w Polsce, ale miejsca wydobycia najlepiej gdzie indziej.

      Pada wtedy prawie zawsze charakterystyczne zdanie:

      "jestem za, ale nie tutaj!".

      Problem pojawia się wtedy ..... gdy mówi tak każdy iw  każdym zakątku Polski czy gminy, a tak się dzieje coraz częściej.

      Często na potrzeby walki z takimi inwestycjami wymyśla się różne pseudo jednostki chorobowe czy zagrożenia, znane tylko osobom, związanym z protestami (wymyślanymi na ich potrzeby). Do nich należy: Syndrom Turbin Wiatrowych - to wbrew twierdzeniom przeciwników elektrowni wiatrowych, nie jest żadną jednostką chorobową, tylko wymysłem pani Niny Pierpont. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) nie traktuje tego jako chorobę, bo nawet o tym nie wspomina.

      Trudno uznać za chorobę coś, co wykazano w badaniach ANKIETOWYCH na grupie 10 rodzin, które w ankiecie mogą podać cokolwiek, zwłaszcza, jeśli są negatywnie nastawione do wiatraków.

      Nie można z całą stanowczością powiedzieć, że elektrownie wiatrowe nie są uciążliwe. Jeżeli ktoś mieszka 300 m od 10 elektrowni, to na pewno będzie to uciążliwe sąsiedztwo (a tak blisko stawiano kiedyś, stąd może ten mit uciążliwości). Ale mieszkać 500 m od wiatraka, nie jest bardziej uciążliwe niż mieszkanie 10-100 m od drogi. A tak mieszka przecież 90% ludzi w Polsce. Dlaczego więc nie blokuje się 90% dróg i osiedli w Polsce?

      Dlaczego więc ludzie boją się elektrowni wiatrowych (i nie tylko) .... i to najbardziej tam, gdzie ich nie ma i często na oczy ich nie widzieli. Odpowiedzią mogą być na to stwierdzone w badaniach psychologicznych i socjologicznych jednostki:

       

      1) Syndrom NIMBY (akronim ang. Not In My Back Yard = "nie na moim podwórku"), w Polsce znane też jako "nie w moim ogródku!"

      http://pl.wikipedia.org/wiki/NIMBY

       

      2) Syndrom BANANA (Build Absolutly Nothing   Anywhere   Near   Any -thing/Anyone) –– „nie buduj absolutnie nic, nigdzie i w pobliżu niczego”  – występuje rzadziej, typowy dla ponadlokalnych organizacji ekologicznych.

      3)  Syndrom LULU – (Locally Unacceptable Land Use)  – niechciane przez społeczność zagospodarowanie terenu.

      Więcej - artykuł w PDF:

      http://tnij.org/syndrom_protesty

      http://rec.ipoc.rsu.ru/education/Int_conf2001/p_78.htm

      http://krytyka.org/index.php/artykuy-naukowe/rone/303

       

      Jak zauważają naukowcy i psycholodzy, dla pewnych inwestycji wydaje się, że nie ma dobrego miejsca, no może ewentualnie na Księżycu czy pustyniach, co pokazuje tylko skalę absurdu. Da się zauważyć też to, że ludzie często sami krytykują tzw. "pseudo-ekologów", którzy blokują różnego rodzaju inwestycje, ale jak podobna inwestycja ma stanąć w ich gminie, to sami wykorzystują argumenty tzw. eko-terrorystów. Jest to więc w pewnym sensie obłuda i nie można wszystkiego zganiać tylko na tzw. "pseudo-ekologów".

      Cytat z artykułu:

      " Winne są demony

      Zagrożenia jakich spodziewają się lokalne społeczności są częstokroć demonizowane, a opinie co do rodzaju, nasilenia, zasięgu i skutków oddziaływań bywają wrêcz irracjonalne. Przykład: gaz łupkowy. Przeciwko planom jego wydobycia protestują na Zamojszczyźnie mieszkañcy gminy Grabowiec. Także w Siekierkach Wielkich pod Kostrzynem niedaleko Poznania ludzie boją się nowych inwestycji, uważają, że mogą być niebezpieczne dla życia i zdrowia.

      ......

      – Chcieliśmy jako rada i ja jako wójt, żeby najpierw wypowiedziało się społeczeństwo. Innymi słowy jak społeczeństwo powie tak, to rada zmieni plan przestrzennego zagospodarowania– mówi Grzegorz Ziaja, wójt gminy Koszęcin. Większość mieszkańców powiedziała „nie”. "

      Czyli losy Polski, niezależności energetycznej i nasze zobowiązania europejskie i światowe co do czystej energii, oddaje się w ręce wystraszonych przez mity ludzi. Ludzie są traktowani podmiotowo ... i bardzo dobrze. Problem leży jednak w tym, że argumenty są najczęsciej irracjonalne. Ludzie podają jako główną przyczynę swój strach i zasłyszane plotki i mity. A tymczasem od sprawdzenia tego, czy dana inwestycja spełnia normy prawne i bezpieczeństwa, służą uregulowania i specjalne urzędy. By postawić takie inwestycje potrzeba często 20-30 uzgodnień, roczne monitoringi i kontrole przed i po-wykonawcze. Jeżeli inwestycja spełnia wszystkie normy bezpieczeństwa, to podawanie "argumentu strachu" i blokowanie inwestycji .... jest absurdalne i niczym nie różni się od blokowań tzw. "pseudo-ekologów".

      A przecież mamy XXI wiek!

      Historia ma nas uczyć, a przecież historia ludzkiego strachu przed nowym jest dobrze znana. Polecam artykuł:

      http://wiatrowa.eu.interia.pl/pliki/artykul_strach_przed_nowym.pdf

      Cytaty:

      "

      Przeraża nas wszystko, co nowe: od żarówki – po książkę, od welocypedu – po radio. Kiedy tylko komuś udało się coś poprawić, ułatwić ludziom życie, tłum krzyczał od razu: Niebezpieczeństwo!

      ...

      Lekarze ostrzegali: spożycie ziemniaków miało ich zdaniem prowadzić do „zgagi, nudności i wymiotów”, a nawet do „krztuśca i gorączki gnilnej” – pisał w 1780 r. pewien lekarz w Zurychu. Z kolei proboszcz z Schlieren rozpowszechniał wieść, że ze ściętej piany po gotowaniu kartofli można wyprodukować „dobrą trutkę na myszy i szczury, która w niczym nie ustępuje arszenikowi”. Bardzo długo ludzie traktowali tę bulwę nie jako środek spożywczy, ale raczej jak zarazę. Nazwali ją nawet: „owoc diabła”.

      ....

      Człowiek nie jest zwierzęciem, lubiącym żyć zgodnie ze swymi przyzwyczajeniami, jest wręcz fanatykiem swoich przyzwyczajeń! Z badań psychologicznych wiadomo, że przy ocenie jakiejś nowości groteskowo wykrzywiamy proporcje między szansami a zagrożeniami – ponieważ doznane straty są dla nas znacznie bardziej bolesne niż stracone szanse. Wolimy dziesięć razy przegapić jakąś okazję, niż raz upaść na nos. Z tego względu jesteśmy mistrzami świata w wymyślaniu potencjalnych zagrożeń, kiedy tylko pojawia się coś nowego.

      .....

      Wygląda to trochę tak, jakbyśmy każdym nowym wynalazkiem na nowo krzesali ogień. I za każdym razem od nowa przeżywamy związaną z tym rozterkę.

      .....

      Światło ślepoty
      Lęk stał się jeszcze większy, kiedy w połowie XIX w. dzięki centralnemu zaopatrzeniu i kosztownym przewodom światło gazowe dotarło do poszczególnych domostw. Od samego początku gaz – z uwagi na to, że jest bezgłośny i niewidzialny – otaczała aura podstępności i perfidii. Mylnie sądzono, że jest trujący, powoduje gorączkę, wysypkę, a nawet szczególnie złośliwą odmianę ospy. Z tych względów zamykano na noc wszystkie kurki. Poza tym obawiano się, że nieszczelności w przewodach mogą doprowadzić do skażenia gleby i wody pitnej, i że takie powoli postępujące zatrucie sprawi, iż życie w mieście stanie się niemożliwe.
      ....
      Wraz z elektrycznością ludzkość wkroczyła zdecydowanie w epokę lęków rozproszonych. Zgłaszano też jednak całkiem konkretne ostrzeżenia, na przykład: „czytanie przy świetle elektrycznym prowadzi do ślepoty”. Już w dziesięć lat po wynalezieniu żarówki czasopismo naukowe „Science” donosiło o nowej chorobie, zwanej fotoelektryczną oftalmią (zapaleniem oka), która wywoływana jest przez stałe oddziaływanie światła elektrycznego na oczy.
      ....
      Powszechne wykorzystanie elektryczności „burzy równowagę natury” i zagraża „istnieniu zwierzęcego i roślinnego życia na Ziemi” – utrzymywał pewien amerykański obywatel w 1884 roku.
      ....
      Niezależnie od tego, czy chodzi o telefon, radio, telewizję, esemesy, internet czy e-maile, sceptycy zawsze z początku dostrzegają w nich niebezpieczeństwo spłycenia i upadku kulturowego, uzależnienia i nadużywania, niezdolności do nawiązywania dialogu i osamotnienia.
      .....
      Doszedł do tego lęk przed prędkością. Pierwsze pociągi bowiem rozwijały szybkość trzykrotnie większą niż dyliżans pocztowy. Obawiano się, że wzdłuż trasy pociągu konie będą się płoszyć, kury przestaną znosić jaja, a krowy – dawać mleko. Podczas debaty w parlamencie wokół budowy linii kolejowej z Manchesteru do Liverpoolu w 1825 r. jeden z posłów przedstawił koszmarną wizję „pociągu pędzącego z szybkością 16 mil na godzinę (tj. ok. 26 km/h) i ciągniętego przez diabła, który przybrał kształt lokomotywy”.
      .....
      Wkrótce z poważnymi ostrzeżeniami wystąpili medycy. W Bawarii zaprotestowali oni oficjalnie przeciw budowie linii kolejowej z Fürth do Norymbergi. Pisali, że „w interesie zdrowia ogółu” należy zabronić przenoszenia się z miejsca na miejsce za pomocą takich czy innych maszyn parowych. „Zbyt szybki ruch musi wywołać u pasażerów niepokój i rozkojarzenie, zwane delirium furiosum. Francuski uczony Arago utrzymywał w 1836 roku, że pasażerowie pociągu, jadącego przez długi tunel, narażają się na „katar, zapalenie pęcherza i zapalenie płuc”.
      Angielskie fachowe pismo medyczne „The Lancet” zajęło się po raz pierwszy szczegółowo tym tematem w roku 1862, w artykule „Wpływ podróżowania koleją na zdrowie publiczne”. Stwierdzano tam, że wibracja, szybko zmieniające się bodźce wizualne oraz hałas lokomotywy stanowią dla ludzkiego organizmu długotrwałe obciążenie, szkodliwe dla zdrowia. „Nigdy nie zdarzyło mi się widzieć grupy ludzi, która szybciej by się postarzała w ciągu zaledwie paru lat” – pisał jeden z autorów tego elaboratu o licznej rzeszy handlarzy, dojeżdżających codziennie pociągiem do miasta. W ten sposób narodziła się diagnoza „choroba kolejowa”. Wkrótce zaczęto przypisywać pociągom winę za wszelkie schorzenia i psychozy, szczególnie wśród pracowników zatrudnionych na kolei. Jednak na początku XX wieku „choroba kolejowa” znikła równie szybko, jak się pojawiła – ludzie przyzwyczaili się do podróżowania koleją.


      „Niektóre diagnozy, stawiane w przeszłości, mogą dziś wywoływać uśmiech” – pisał o „chorobie kolejowej” niemiecki lekarz i autor Werner Bartens – „ale czy z naszymi dzisiejszymi dolegliwościami nie bywa podobnie?
      "


      Źródło:  MATHIAS PLÜSS ? Die Weltwoche, 10.11.2005 - http://mathiaspluess.ch/polski/Tylko%20bez%20nowinek.doc

      ----

      Jak żywo dzisiejsze lęki niektórych społeczności lokalnych przypominają leki naszych pradziadków. Dość powiedzieć, że w przypadku elektrowni wiatrowych ludzie boją się głównie dźwięków słyszalnych i infradźwięków (dźwięki niesłyszalne dla człowieka).

      Tymczasem prawda jest taka, że mieszkając 500m od wiatraków, mamy:

      - 35 dB(A) - na poziomie dźwięków słyszalnych (mieszkanie wytłumia do 20 dB(A);

      - 55 dB(C) - na poziomie infradźwięków (2-20 HZ).

      Tymczasem samochody wytwarzają dźwięki (pomiar 20 m od drogi):

      - 70 dB(A) - dźwięki słyszalne;

      - 100 dB(C) - na poziomie infradźwięków (2-20 HZ).

      A więc hasłas samochodowy docierający do zabudowań, jest dużo głośniejszy na każdym poziomie dźwięków - czy więc zakazać ruchu samochodowego lub przenosić domy na pustynię z dala od wszystkiego?

      http://wiatrowa.eu.interia.pl/#07

      Nawet zwykły wiatr (zawirowania koło budynków) potrafi wytworzyć 100 dB(C), zresztą infradźwięki otaczają nas od zawsze i zewsząd. Czy zakazać wiatru i szumu morza, które też wytwarza infradźwięki? Ludzie boją się tego .... co otacza ich od zawsze. Ale nowe słowo .... straszy. I na to liczą przeciwnicy energii wiatrowej i innych inwestycji - WYSTRASZYĆ!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Syndrom Turbin Wiatrowych - a może syndrom NIMBY?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wiatrowa-info
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 lutego 2012 12:49

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa